Młodzież nie była tak do końca „nieokreślona” – wywodziła się z lewicowych organizacji i miała przez dwa tygodnie poznawać stolicę komunistycznej Polski. Zachwycać się nowoczesnością i otwartością socjalistycznego systemu, zobaczyć, że socjalizm to przyszłość, że kraje zza „żelaznej kurtyny” są przez Zachód demonizowane. Program był tak ściśle wypełniony, żeby jak najmniej czasu pozostało na samodzielne zwiedzanie i prywatne kontakty. Tymczasem okazało się, że V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów to jedna wielka fiesta, a Warszawa na kilkanaście dni zmieniła się w centrum międzynarodowej zabawy. Role się odwróciły. To nie polska młodzież udowadniała atrakcyjność socjalizmu, lecz goście z zagranicy otworzyli drzwi na Zachód. Można było przez nie zajrzeć i okazywało się wtedy, że tam jest lepiej. Mrożek, który wówczas pracował w „Dzienniku Polskim”, wspominał dalej: „Był to postęp oszałamiający – taki, który nie mieści się w głowach następnych, już bardziej normalnych pokoleń. I my w Polsce odczuliśmy to wtedy jako zapowiedź daleko idących, prawie rewolucyjnych zmian”. Te zmiany faktycznie się dokonały rok później. Wystawa w Muzeum Warszawy pokazuje ten barwny okres na wystawie „Lato, które zmieniło wszystko. Festiwal 1955”.
Odwilż
Wyniszczony wojną kraj, z państwowym monopolem na wszystko, eksploatowany przez ZSRR, sterroryzowany i atakowany propagandą. Kraj ludzi, którym zamknięto usta, kraj pustych sklepów, w których brakowało dosłownie wszystkiego. Ten kraj nagle został skonfrontowany z witalną siłą młodości całego świata. Ale był to też kraj młodego społeczeństwa, awansu społecznego i łatwego dostępu do edukacji. Poza tym w 1953 roku zmarł Józef Stalin i rozpoczął się powolny proces nazywany odwilżą. Jego efektem była decyzja o organizacji w Warszawie V Międzynarodowego Festiwalu Młodzieży i Studentów.
Wyobraźmy sobie czasy, gdy w sztuce i kulturze panował wciąż narzucony przez partię socrealizm, kiedy nie wolno było słuchać jazzu i żadnej muzyki docierającej z Zachodu, a obywatel PRL-u nie mógł wyjechać za granicę. Nie mówiąc o tym, że każdy kontakt z mieszkańcami Zachodu był uważany za podejrzany. Suche liczby są wstrząsające: w 1954 roku służbowo za granicę wyjechały 2064 osoby, a prywatnie zaledwie 52. Szokujące? Nieprawdopodobne? Wszystko to jest doskonale udokumentowane, ponieważ wiązało się z otrzymaniem paszportu, a paszport nie był dany raz na zawsze i nie trzymało się go w szufladzie. W każdym przypadku wyjazdu poza granice Polski paszport był wydawany (lub nie) przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Więc do takiej odizolowanej społeczności nagle miał się zjechać cały świat, 25 tys. młodych cudzoziemców.
Festiwal odbywał się pod egidą Światowej Federacji Młodzieży Demokratycznej. Była to, powstała po wojnie, pozarządowa i ponadpaństwowa lewicowa antyimperialistyczna organizacja, skupiająca młodzież także z krajów kapitalistycznych oraz z krajów Trzeciego Świata. Poprzednie edycje Festiwalu miały miejsce w Pradze, Budapeszcie, Berlinie i Bukareszcie. Przygotowania rozpoczęto w 1954 roku, a czuwał nad nimi sekretariat KC PZPR. Kolejne posiedzenia poświęcano logistyce, aprowizacji i wymyślaniu ideologicznych akcji towarzyszących głównemu programowi. W czynie festiwalowym pracowały przez cały rok tysiące młodych ludzi, inicjatywę przejęło ZMP, zapewniając masy wolontariuszy. Zorganizowano „Gwiaździstą Sztafetę Festiwalową”, podczas której grupy aktywistów docierały z ideą Festiwalu do fabryk, gospodarstw rolnych, obozów młodzieżowych. Ogłoszono akcję współzawodnictwa pracy „O prawo uczestnictwa w Festiwalu”.
Program, jak wspomniałam, ułożony był ciasno. Goście mieli mieć zorganizowany pobyt tak, aby nie mieli za dużo czasu na nieformalne kontakty z polską młodzieżą. Zapewniono im wycieczki do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, ale także do fabryki traktorów w Ursusie, do Huty im. Lenina w Nowej Hucie czy zakładów planu sześcioletniego. Oprócz koncertów, pokazów filmów i marszów zapewniono gościom także atrakcje sportowe na dopiero co oddanym do użytku Stadionie Dziesięciolecia na Pradze. Wrażenie miał robić dopiero co otwarty Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina.
Półki w sklepach zapełnione zostały towarami, których dawno nikt nie widział. Zarządzono malowanie tramwajów, autobusów i trolejbusów, polecono otworzyć ogródki kawiarniane. Studenci zrzeszeni w ZMP Akademii Sztuk Pięknych oraz artyści zajęli się przygotowywaniem dekoracji ulic i placów Warszawy. „Pstre lampki, lampiony, szmatki, kokardki, bufy i bombki huśtały się na sznurkach, spadały z nieba i wyglądały z okien” – wspominała ulicę Nowy Świat Agnieszka Osiecka. Na Marszałkowskiej ciągnący się kilkaset metrów mural namalowali Henryk Tomaszewski i Wojciech Fangor.
Przyjechali!
„Już jadą! Już niedługo zobaczymy ich wysiadających z pociągu!” – pisali dziennikarze 30 lipca. O festiwalu odbywającym się pod hasłem „O Pokój i Przyjaźń” pisało kilkuset akredytowanych dziennikarzy, fotoreporterów i tłumaczy. Wśród nich kręcili się pracownicy Urzędu Bezpieczeństwa, szukając szpiegów. Mieli co robić, bo Warszawa pękała w szwach: przyjechało ponad 25 tys. osób ze 114 państw, a dodajmy do tego 150 tys. Polaków, biorących udział w całej imprezie. A ta rozpoczęła się 31 lipca o godzinie 13.00 na Stadionie Dziesięciolecia.
Wśród tłumów na trybunach była Maria Dąbrowska i zapisała w Dziennikach: „… wszystkim jako bilety wręczano kolorowe numerowane chustki i tymi chustkami wciąż powiewano – dawało to wrażenie, że ludzka mozaika mieni się i migoce w słońcu. Sam stadion, z delegacjami równie kolorowymi tak od skóry, jak w strojach, też wyglądał nieludzko, jak zaczarowane jezioro kołyszących się barwnych fal”.
Z ponad siedmiuset zaplanowanych imprez kilka było rzeczywiście udanych, resztę uczestnicy ocenili jako nudne i niechętnie brali w nich udział. Zresztą organizacja okazała się słaba, komunikacja fatalna, trudno się było zorientować, kto i kiedy występuje oraz gdzie odbywa się jaka prezentacja, jaki koncert, czyj pokaz. Propagandowe gadki i narzucone zabawy przy soc-piosenkach nikogo zresztą nie interesowały, znacznie ciekawsze były nieformalne spotkania i żywiołowe prywatki, a tych nie brakowało.
Ulica żyła trwającym non stop przez dwa tygodnie karnawałem. Szara Warszawa zobaczyła coś, co ją ożywiło, i nie chodzi tylko o egzotykę gości z Afryki czy Azji, lecz o luz, śmiech, otwartość i wolność. Studenci z Zachodu, przyzwyczajeni do swobody wypowiedzi i otwartych dyskusji, prowokowali rozmowy, jakich dotąd na polskich uczelniach nie można było prowadzić. Przyjaźnie się zacieśniały, choć niekoniecznie takie, o jakie chodziło partyjnym władzom. Leopold Tyrmand powiedział, że wszystko, co w Polsce wydarzyło się w październiku 1956, było skutkiem właśnie tych dwóch upalnych tygodni.
Arsenał
Festiwal był okazją do nowej wypowiedzi artystycznej, która ośmieliła się zerwać z panującym w sztuce socrealizmem. W Arsenale została zorganizowana Ogólnopolska Wystawa Młodej Plastyki Przeciw wojnie – przeciw faszyzmowi. Pokazanych zostało na niej prawie pół tysiąca prac, a wśród nich wiele świeżych, ekspresyjnych, indywidualnych. Mimo że wystawa realizowana była pod ścisłym nadzorem partii, udało się przemycić obrazy, które zrywały z obowiązującą stylistyką. Tematyka dotyczyła wojny, Holokaustu, przemocy, ale wielu artystów sięgało po deformacje, uproszczenia czy kontrasty barw, zarzucając bezpieczny realizm. To oczywiście było nie do przyjęcia dla partyjnej krytyki. „Arsenał”, jak potocznie nazywano tę wystawę, była pokoleniową manifestacją młodych twórców, którzy nie chcieli być „ani soc, ani sos” – protestowali i przeciwko socrealizmowi i przeciwko koloryzmowi. Ich prace pokazywały, że pracuje w nich powojenna trauma i potrzeba jej wyrażenia poprzez ekspresyjną formę. Nie było tu miejsca na narzuconą socrealistyczną radość i optymizm, w obrazach młodych plastyków dominował smutek, strach, przerażenie. Indywidualne poszukiwania artystów w sposób pokojowy zniweczyły obowiązujący przez ostatnie lata program sztuki. Wygrała swoboda twórcza. Nie było już powrotu. Wystawa w Arsenale stała się oficjalnym momentem zerwania z zasadami socrealizmu.
---
„Lato, które zmieniło wszystko.
Festiwal 1955”
Muzeum Warszawy
wystawa czynna do 21 grudnia
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













