Pozorna błahostka

Zasięgi młodych katolików w świecie wirtualnym poszerzają się. Media społecznościowe już dawno przestały być błahą przestrzenią internetową dla młodzieży.
Czyta się kilka minut
fot. Deagreez/Getty Images
fot. Deagreez/Getty Images

Słowa „influencer” zaczęto używać w kontekście marketingu w latach 90. XX wieku. Opisywano nim osoby, które miały wpływ na decyzje zakupowe innych. Zakres jego użycia zmienił się, gdy internet podbiły media społecznościowe, zwłaszcza TikTok i Instagram. Dziś influencerzy to osoby, które mówią o kosmetykach, stylu życia, książkach, grach komputerowych, sporcie, jedzeniu i o… Bogu. Mimo że ci ostatni procentowo stanowią jedną z najmniej reprezentowanych grup w internecie, ich obecność w sieci nie jest bez znaczenia. Kont młodych osób identyfikujących się w sposób jawny z Kościołem katolickim – czy to w nazwie profili, czy w publikowanych treściach – jest wiele. Również zakres podejmowanej tematyki jest szeroki. Część z nich katolicka jest tylko z nazwy, propagując wartości daleko odbiegające od prawdziwego przekazu Ewangelii. Fakt ten jednak nie dziwi, bo wpisuje się w całościowy obraz Kościoła.

Czysto i lśniąco
Patryk Bożemski jest katechetą. Podczas pandemii pracował w zakrystii jednej z podwrocławskich parafii. Do jego obowiązków należało m.in. prowadzenie zbiórek ministrantów i pomoc w organizacji związanej z liturgią, a także porządkownie przestrzeni kościelnej. – Moja działalność w internecie zaczęła się od czyszczenia naczyń liturgicznych i sprzątania – śmieje się Patryk. – Mimo licznych obowiązków zdarzały się momenty, w których miałem więcej wolnego czasu, dlatego wynajdywałem sobie zajęcia. Dużą satysfakcję sprawiało mi czyszczenie naczyń liturgicznych, gdyż efekty są spektakularne. Pewnego razu przyjechali odwiedzić mnie znajomi i pokazałem im, jaka jest różnica między wyczyszczonym a niewyczyszczonym kielichem. Byli w szoku i powiedzieli, że powinienem to wrzucić do internetu, aby więcej osób to zobaczyło – opowiada Patryk. – Posłuchałem ich i opublikowałem pierwszy post na wówczas jeszcze „prywatnym” koncie tiktokowym. Mój filmik poniósł się po internecie olbrzymim zasięgiem. Wówczas podjąłem decyzję, że chcę publikować w mediach społecznościowych na większą skalę i założyłem konto ceremoniarznatikoku.

Różni
Dziś kont o podobnej tematyce w przestrzeni polskiego TikToka funkcjonuje kilka, jednak to Patryk trafił w niszę. – Nie inspirowałam się nikim, ponieważ w tematyce, w jakiej tworzę, byłem pierwszy. Pomysły tak naprawdę czerpałem z życia. W końcu zacząłem publikować treści regularnie. Pojawiły się jednak negatywne komentarze, że „nie wolno tego dotykać”, że „to są święte naczynia” i „nie należy ich ruszać”. Wtedy zacząłem tłumaczyć ludziom przepisy liturgiczne, które mówią wręcz przeciwnie: należy je czyścić, dbać o nie i pilnować, aby były jak najbardziej godne – opowiada twórca internetowy. – Dużą grupę moich odbiorców stanowią ministranci, lektorzy, ceremoniarze i osoby, które w jakiś sposób utożsamiają się z Kościołem i wiarą. Z racji algorytmów TikToka trafiam również do tych, którym z wiarą nie jest po drodze. Zauważyłem to szczególnie w trakcie konklawe, kiedy relacjonowałem to ważne dla katolickiego świata wydarzenie. Dostawałem wówczas komentarze od ludzi, że wszak nie są wierzący, ale trafili na moje konto i czegoś ważnego się dowiedzieli. Docieram także do ludzi, którzy na co dzień niekoniecznie chcieliby oglądać takie treści.

Relacje
– Jak każdy twórca internetowy muszę mierzyć się z hejtem. Nagrywam o wierze, a to nie zawsze jest temat mile widziany, więc tym bardziej się zdarza, że ktoś wypowiada się niepochlebnie. Hejt bywa różny, czasem dotyka mnie osobiście, a czasem spływa po mnie i zupełnie się nim nie przejmuję. Najwięcej komentarzy dotyczy tego, że wiara to rzekomo gusła, zabobony i marnowanie życia. Druga kategoria – jeśli można to tak nazwać – negatywnych komentarzy odnosi się do mojego wyglądu, sposobu wypowiadania się oraz wiedzy. Trzecia natomiast sprowadza się do stwierdzenia: „jesteś głupi”. Większość negatywnych komentarzy to po prostu próba „przyczepienia się” – opowiada Patryk. – Bardzo podnosi mnie na duchu to, że obok hejtu pojawia się też mnóstwo pozytywnych głosów. Wiele osób pisze do mnie na Instagramie, TikToku czy w wiadomościach prywatnych. Są wśród nich księża, klerycy, siostry zakonne, ministranci, cały przekrój osób. To zarówno bardzo młodzi chłopcy, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z ministranturą, jak i osoby starsze, które uważają, że przykład młodego człowieka w Kościele jest potrzebny. Często zdarza się, że ktoś podejdzie do mnie na jakimś wydarzeniu, w szkole czy w innym miejscu, rozpozna mnie i chce zamienić kilka słów. Staram się poświęcić każdej osobie choć chwilę. Kontakt z człowiekiem daje mi niesamowitą motywację do dalszego działania.

Z refleksją
Dla Patryka bycie w social mediach to coś więcej niż walka o zasięgi i lajki. – Głosząc Ewangelię w internecie, opowiadając o liturgii czy komentując słowo Boże, realizuję swoją misję. Jestem katechetą, więc głoszenie wiary jest w pewnym sensie wpisane w moje życie – przyznaje Patryk. – Tworząc w internecie, trzeba być szczerym i mieć świadomość, że jesteśmy tam po to, aby przekazywać ludziom nie siebie, lecz Pana Boga. Nie chodzi o moje własne upodobania, lecz o to, co Chrystus chce przekazać przez Ewangelię. Nie zmieniamy tekstów, nie kombinujemy, nie dorabiamy własnej teologii. Trzeba być bardzo uważnym, ponieważ wiara jest taką przestrzenią, w której jest łatwo odpłynąć w swoje „ja”. Dlatego staram się całą moją twórczość internetową przemadlać i robić to tak, by było zgodne z tym, do czego Bóg mnie wzywa – podsumowuje.

Piękna sieć
Obecność w internecie młodych osób identyfikujących się jako wierzące często bywa bagatelizowana. – Wiele osób w Kościele nie ma dziś świadomości, jak potężnym narzędziem ewangelizacji i wychodzenia do świata jest internet. Niejednokrotnie spotykam się ze stwierdzeniem, że to, co dotyczy działalności internetowej, to takie „głupotki”. Pomijam kwestię zaangażowania i pracy, którą wielu z nas wkłada w przygotowanie publikacji. Bagatelizowanie i lekceważenie przez ludzi Kościoła młodych wierzących w internecie jest bardzo niepokojącym kierunkiem – uważa Patryk. – Wydaje mi się, że ta ignorancja jest wyrazem przespania pewnej epoki i nieodrobienia lekcji ze współczesności. Tymczasem internet jest doskonałym narzędziem do pokazania wiary bez stereotypów, wiary żywej i pociągającej.
Kierunek myślenia papieża Leona XIV wydaje się inny niż nurt ignorujący młodych katolików w internecie. Papież, organizując spotkanie w Rzymie, dał sygnał, że internet jako narzędzie opowiadania o Bogu nie jest mu obojętne, a obecność młodych katolickich twórców wymaga wsparcia, a nie bagatelizacji. „Naszą i waszą misją jest pielęgnowanie kultury chrześcijańskiego humanizmu i robienie tego razem. To jest piękno «sieci» dla nas wszystkich. Sieci, w których można naprawić to, co zostało zepsute, gdzie można zaradzić samotności, niezależnie od liczby «wyznawców», ale poprzez doświadczanie w każdym spotkaniu nieskończonej wielkości Miłości. Sieci, które otwierają przestrzeń dla innych, bardziej niż dla siebie, gdzie żadna «bańka filtrująca» nie może zgasić głosu najsłabszych. Sieci, które wyzwalają, sieci, które ratują. Sieci, które sprawiają, że na nowo odkrywamy piękno patrzenia sobie w oczy. Sieci prawdy. W ten sposób każda historia wspólnego dobra będzie węzłem wyjątkowej i ogromnej sieci: sieci sieci, sieci Boga” – powiedział Leon XIV.

Normalni
Krzysztof jest uczniem klasy maturalnej. Od trzech lat publikuje na Instagramie i TikToku pod nazwą krzychu.lektor treści związane z Bogiem, wiarą, liturgią i Kościołem. – Pierwsze trzy filmiki, które opublikowałem, były tylko zapisem mojego czytania fragmentów Pisma Świętego. Na następnych opowiadałem o tym, co mnie dotknęło. Czułem, że to jest właśnie sposób, w którym chcę być w internecie – opowiada Krzysiek. – Swoją obecnością chcę pokazać, że młody człowiek będący w Kościele może prowadzić normalne życie, mieć znajomych, swoje środowisko, a jednocześnie angażować się w życie Kościoła, na przykład poprzez liturgię czy inne formy posługi. Równie ważny jest wymiar duchowy: zanurzenie w słowie Bożym, Eucharystii i modlitwie. Z drugiej strony zdarza się, że ktoś mi pisze, że moje rozważanie Słowa go poruszyło, że potrzebował to usłyszeć. Wtedy mam poczucie, że Bóg naprawdę się mną posługuje – przyznaje.

Potrzebujący
– Na co dzień do hejtu podchodzę z dystansem, bo wiem, że za komentarzami stoją ludzie – jedni dają pozytywny feedback, inni negatywny. Jednak gdyby ktoś powiedział mi krytykę prosto w twarz, patrząc w oczy, uznałbym ją za bardziej wartościową i pomocną dla mojej działalności. Wtedy wiedziałbym, co konkretnie jest nie tak. Tymczasem wiele osób ogranicza się do napisania komentarza, którego na żywo pewnie nigdy by nie wypowiedziały – to taka forma ucieczki, szybkie zhejtowanie i przewinięcie filmiku dalej – uważa Krzysztof. – Tak naprawdę to osoby, które hejtują, najbardziej potrzebują Dobrej Nowiny i Ewangelii, którą staram się nieść w mediach. Oczywiście te, które piszą pozytywne komentarze, również jej potrzebują, ale to właśnie ci, którzy są zagubieni i na początku odrzucają przesłanie, potrzebują jej najwięcej. W końcu to Ewangelia mówi, że lekarza potrzebują ci, którzy się źle mają – podsumowuje.

Wspólnotowy wymiar Kościoła
Dziś być może bardziej niż kiedykolwiek w historii Kościół stoi przed redefinicją pojęcia ewangelizacji. Przemiany społeczne i malejący poziom wpływu nauczania Kościoła na wybory ludzi pokazuje, że dawne formy docierania z przesłaniem Ewangelii się zdewaluowały, przynajmniej w jakimś stopniu. Tym bardziej zasadne jest słuchanie młodych, którzy jak żadne pokolenie są wrażliwi na aktualne zmiany społeczno-kulturowe. Treści, które publikują w social mediach, opowiadają o obrazie Boga, jaki w sobie noszą, Kościele, za jakim tęsknią i formach pobożności, które są im bliskie. Obok tego, co komunikują i w jaki sposób to robią, bardzo istotny, o ile nie istotniejszy, jest w tym kontekście wspólnotowy wymiar Kościoła i jego międzypokoleniowy charakter. – Jeśli chodzi o rolę osób w moim wieku, które identyfikują się z wiarą i Kościołem, działając w social mediach, to myślę, że ich misją jest pokazywanie Kościoła jako wspólnoty. Nie tworzymy wyłącznie własnych treści, ale przede wszystkim budujemy obraz Kościoła, żywego, jednoczącego i niosącego wiarę. Nasze media są owocem tej wspólnoty i mają ukazywać, co ona nam daje, po co nam jest potrzebna. Większość z nas chce, by ludzie spoza Kościoła czy ci, którzy się w życiu pogubili, zobaczyli, że we wspólnocie można znaleźć rozwój duchowy, radość, a ostatecznie także drogę do zbawienia – przyznaje Krzysztof. – Mocą internetu jest to, że możemy dotrzeć z Ewangelią do innej grupy osób niż księża w Kościele. Mam jednak poczucie, że tym bardziej z obecnością i głoszeniem w internecie w parze musi iść świadectwo naszego życia, tego, jak żyjemy w realu – podsumowuje Krzysztof.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł
Weronika Frąckiewicz
frackiewicz@swietywojciech.pl

Artykuł pochodzi z numeru 36/2025