Masz ty, Żydzie, świńskie szczęście

Książka Arnolda Mostowicza to przede wszystkim świadectwo ocalałego z Holokaustu łódzkiego Żyda. Ale to także kawał dobrej literatury, do której warto wrócić szczególnie teraz, w dobie zalewu rynku wydawniczego przez powieści o tematyce okołoobozowej – i skonfrontować je ze sobą.
Czyta się kilka minut
Marsz Żywych organizowany w ramach obchodów Dni Pamięci o Holokauście, Oświęcim, 24.04.2025 r. | Fot. Bartłomiej Bodzek/East News
Marsz Żywych organizowany w ramach obchodów Dni Pamięci o Holokauście, Oświęcim, 24.04.2025 r. | Fot. Bartłomiej Bodzek/East News

Żółta gwiazda i czerwony krzyż Arnolda Mostowicza po raz pierwszy została wydana 37 lat temu. Poza środowiskiem ekspertów nie jest jednak szerzej znana. A zasługuje na uznanie nie  mniej niż takie ikony jak Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall – z uwagi na swoją wartość merytoryczną, historiograficzną, jak i walory literackie. No i jest świadectwem nieoczywistym, którą to „nieoczywistość” wyjaśnię w dalszej części.

Sięga głębiej
Arnold Mostowicz pochodził z zasymilowanej, religijnej rodziny żydowskiej, która przeprowadziła się do Łodzi z małych Krośniewic k. Kutna. On sam urodził się już w Łodzi w 1914 roku. Ojciec Arnolda z natury był bardziej humanistą niż geszefciarzem. Miał zdolności pisarskie, interesował się teatrem, pisał scenariusze teatralne. Ale ostatecznie parał się różnymi zajęciami, żeby utrzymać rodzinę. 
Arnolda interesowała medycyna (dziadek ze strony matki był felczerem) i tą drogą konsekwentnie podążał. Skończył studia medyczne we Francji, co było raczej wymuszonym wyborem, ze względu na panujący antysemityzm na polskich uczelniach i bardzo ograniczony dostęp żydowskiej młodzieży na wydziały medycyny. To jedna z czarnych kart naszej historii, wciąż mało znana.
Mostowicz ukazuje to zagadnienie przez pryzmat osobistych doświadczeń, podobnie jak Maciej Zaremba Bielawski w swojej książce Dom z dwiema wieżami (2018) przedstawił je przez pryzmat gorzkich doświadczeń swojej matki, która chciała studiować medycynę na Uniwersytecie Poznańskim. Ale Mostowicz idzie dalej. Dzieląc się swoimi wojennymi doświadczeniami, sięga głębiej niż tylko do historii antysemityzmu międzywojnia.
„Kiedy zaczął pracować w pogotowiu, otrzymał wydane przez władze niemieckie zaświadczenie, zezwalające mu na bezkarne gwałcenie godziny policyjnej. Było to nader wygodne. Ale nie nadużywał tego prawa. Dość szybko przekonał się, że wieczór i żydowska samotność na aryjskiej ulicy tworzą sytuację zbyt ryzykowną. Wracał kiedyś późnym wieczorem do domu i jak zwykle przechodnie przyglądali mu się niby spacerującej małpie. Tylko że tym razem postanowili być bardziej zdecydowani.
Nie mogła przecież bezkarnie prowokować aryjskich przechodniów żółta opaska. Bo wtedy były jeszcze opaski na rękawach. Żółte gwiazdy wprowadzono później… Później? Ejże!
(…) Ty tam, z ostatniej ławki! Tak, ciebie mam na myśli. Przestań na chwilę grać z twoim sąsiadem w wojnę morską i powiedz mi, co wiesz o Soborze Laterańskim? – […] sobór uchwalił, że wszyscy Żydzi muszą nosić specjalną łatę na odzieży, aby ich można było odróżnić od chrześcijan (…) – Tak, w którym roku odbył się ten sobór? – W tysiąc dwieście piętnastym, panie profesorze… (…).
Teraz mamy rok tysiąc dziewięćset czterdziesty. Równo siedemset dwadzieścia pięć lat temu. Niemcy wiedzą, jak uczcić taką rocznicę…
Wtedy, niedaleko Zielonego Rynku, usłyszał jakże swojskie: – Gdzie się pchasz, żydziaku! (…) Na łódzkiej ulicy pytanie zostało wprawdzie zadane w rdzennej polszczyźnie, ale, jak się okazało, padło z ust świeżuteńkiej daty folksdojcza. W każdym razie dwaj panowie wzięli go energicznie pod ręce i zaprowadzili do najbliższego komisariatu. Tam jakiś oficer sprawdził zaświadczenie i z żalem puścił go wolno, dodając jedynie: – Ale masz ty, Żydzie, świńskie szczęście”.

Moralizuje
Historia antysemityzmu, niestety, łączy się nierozerwalnie z historią Kościoła rzymskokatolickiego. To jeden z wielu faktów, z którym nie da się polemizować, i który potwierdza tezę, przywołaną przez nieodżałowanego Mariana Turskiego, że „Auschwitz nie spadło z nieba”. Antysemityzm nie był wymysłem Hitlera i jego popleczników. Oni byli tylko jego kontynuatorami (co oczywiście w niczym nie umniejsza ich odpowiedzialności za zbrodnie dokonane na narodzie żydowskim). Niestety, 80 lat od końca Zagłady, na świecie, w tym w Polsce, antysemityzm – mniej lub bardziej deklaratywny – wciąż pozostaje żywy wśród wielu grup społecznych, a także w oderwaniu od nich. Jedną z twarzy współczesnego antysemityzmu jest twarz Polaka-europosła, który mając usta pełne frazesów o obronie wiary chrześcijańskiej, zakłóca jednocześnie minutę ciszy dla ofiar Holokaustu w europarlamencie. Po pontyfikacie św. Jana Pawła II, który tak wiele zrobił dla dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, wydawało się, że już nikt deklarujący przynależność do Kościoła nie śmie wznosić antysemickich haseł. A jednak współcześnie robi to wielu. W powyższym kontekście książka Mostowicza poza jej głównym walorem (dokumentującym zbrodnie) ma walor nie mniej istotny – moralizujący. Jest jak czyste źródło, w którym możemy przyjrzeć się nie tylko twarzom ofiar i oprawców, ale i swojej.
Każde świadectwo ocalałego z Holokaustu jest poruszające (przynajmniej dla przeciętnie empatycznego człowieka), bez względu na sposób jego przedstawienia. Ale to właśnie przywołana na wstępie Hanna Krall zwróciła uwagę na aspekt formy, jaką pisarz (sic!) wybiera dla wyłożenia historii Holokaustu. W wywiadzie dla Anny Janko powiedziała: „Nienawidzę martyrologii własnej i cudzej. Ona mnie brzydzi i nudzi. Potrzebna jest zawsze forma, która wszystko należycie oddali, żeby się to dało opowiedzieć bez szlochu, bez histerii. Tragedie pozbawione formy są czymś bezwstydnym”. I z tego właśnie zadania Mostowicz-pisarz wywiązał się doskonale, opisując swoje doświadczenia wojenne.
W przedmowie do drugiego wydania z 2013 roku śp. Marian Turski (podobnie jak Mostowicz mieszkaniec getta łódzkiego i więzień KL Auschwitz) wśród wielu pochlebnych słów na temat książki uznał wybór autora – narracji w trzeciej osobie – za błąd. Jego zdaniem ta opowieść dużo sugestywniej by wybrzmiała, gdyby zdecydował się na użycie narracji w pierwszej osobie. A mnie zarówno w trakcie lektury, jak i po jej zakończeniu towarzyszyło głębokie przeświadczenie, że Mostowicz zrobił dokładnie to, o czym wspomniała Krall: dzięki tej trzecioosobowej narracji oddalił swoje cierpienie na tyle, że książka nie stała się jego „szlochem”, a literackim dziełem.

Buduje napięcie
Zresztą to niejedyny czynnik, który o tym zadecydował. Poza plastycznymi opisami doświadczeń bohatera-lekarza (najpierw gettowego, potem obozowego) włączył dialogi, barwne anegdoty o przedwojennej żydowskiej Łodzi (w tym o jej przestępczym półświatku); wszystko jak w najciekawszej powieści przyprawionej dużą dawką zdrowej ironii. Ale także – co zupełnie wybija czytelnika z rytmu (i dobrze!) – dodał list pisany po wojnie do znajomej o losach jej brata, pisany z wielkim trudem (na natarczywą prośbę adresatki). Jej brat w czasie wojny – mówiąc najdelikatniej – przyjął postawę wysoce kontrowersyjną i najwyraźniej przyczynił się do śmierci ludzi z konspiracji we Francji, z czego „wyspowiadał” się Mostowiczowi podczas spotkania w KL Auschwitz.
Główna oś opowieści Mostowicza dotycząca jego życia gettowo-obozowego jest prowadzona zasadniczo chronologicznie, poza jednym wyjątkiem. W rozdziale „Mieszkanko w uzdrowisku” odwrócił kolejność zdarzeń. Zaczął od relacji ze swoich odwiedzin po wojnie miejsca w Cieplicach, gdzie znajdował się obóz, do którego trafił w lutym 1945 roku. I dopiero po niej opisał historię pobytu w obozie. Mostowicz miał niezwykłe wyczucie budowania napięcia, wybijania czytelnika z rytmu. Teraz to zabieg częściej stosowany przez pisarzy, ale w jego czasach zakrawał na prekursorski. I również z tego powodu warto o tej książce przypominać.

---

Żółta gwiazda i czerwony krzyż
Arnold Mostowicz
PIW 1988

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 35/2025