Według prawa oświatowego wszyscy uczniowie są równi, jeśli chodzi o ich możliwości i obowiązki. Szkolne statuty nie mogą podważać tej podstawowej zasady funkcjonowania dzieci i młodzieży w placówkach edukacyjnych. Czasami jednak w szkołach wytwarzają się systemy, które sprawiają, że między uczniami lub między nauczycielami istnieją głębokie podziały.
Szkolny wszechświat
Każda szkoła stanowi osobny mikrokomsos, w którym obowiązują nieco inne normy i niepisane zasady. Przekonują się o tym osoby z różnych powodów zmieniające miejsce, w którym się uczą (uczniowie) bądź pracują (nauczyciele i pracownicy administracyjni). W każdej ze szkół, podobnie jak w każdej rodzinie, wytwarza się inna struktura władzy, inaczej rozkładają się prawa i obowiązki, między uczniami i nauczycielami powstają odmienne więzi, które cechuje różny poziom zażyłości, a nawet wytwarza się charakterystyczny dla danej placówki język. Szkoły i klasy, podobnie jak rodziny i firmy, w których pracujemy, tworzą bowiem systemy, wpływające na zachowanie mniejszych grup oraz pojedynczych osób. Cechą charakteryzującą systemy jest z kolei między innymi to, że czasami – głównie na skutek trudnych warunków lub stresujących wydarzeń – niektóre osoby tworzące je wchodzą ze sobą w związki, mające na celu podporządkowanie sobie lub zwalczanie kogoś innego. W języku psychologii systemowej taki układ nosi nazwę koalicji – a jego wystąpienie jest niemal zawsze traktowane jako objaw, który wskazuje na nieprawidłowe funkcjonowanie systemu. Jeśli w rodzinie np. rodzic wchodzi w koalicję z jednym dzieckiem przeciwko drugiemu dziecku (albo drugiemu rodzicowi), zwykle oznacza to istnienie nierozwiązanych konfliktów, wzajemne żale, które nie zostały omówione, a czasami także głęboką psychopatologię jednostki. Koalicje mogą występować również między współpracownikami i być wymierzone w przełożonego lub innego pracownika, a także w szkołach. Co ważne, koalicja na jakiś czas spaja osoby ją tworzące – nawet potoczna psychologia mówi nam o tym, że wspólny wróg jednoczy ludzi najsilniej. Jednak tak naprawdę siłą, która łączy „koalicjantów”, nie jest szacunek do siebie nawzajem i chęć wspierania się – jest nim wrogość, a niekiedy nawet otwarta nienawiść wobec osoby trzeciej. Wbrew pozorom jednak koalicja może utrzymywać się bardzo długo – powód do niechęci wobec „przeciwnika” zawsze da się przecież znaleźć. W warunkach szkolnych zdarza się, że koalicja trwa nawet przez cały okres nauki danej osoby w określonej placówce.
„Nauczyciel” wspomagający i zarządzanie stresem
Koalicje w wydaniu oświatowym mogą „łączyć” niemal wszystkich ze wszystkimi: uczniów z uczniami przeciwko nielubianemu nauczycielowi, nauczycieli między sobą („wrogiem” może być przełożony, określona klasa czy uczeń, jak również inny nauczyciel), a także rodziców z dziećmi albo rodziców z nauczycielami. Tworzenie koalicji wynika nierzadko z chęci sprawowania kontroli nad tzw. trudnymi uczniami – nauczyciele działający razem przeciwko dziecku, którego zachowania są ich zdaniem problematyczne, czują, że dzięki koalicji mają wpływ na jego postępowanie. Czasami koalicje mają też służyć podnoszeniu poziomu nauczania, a przez to prestiżu placówki. Osobiście prowadziłam kiedyś warsztaty psychologiczne w szkole, w której rodzice razem z nauczycielami dogadali się, aby „podnieść poziom stresu” w ostatnich klasach – miało to zmotywować dzieci do pilnej nauki przed egzaminami, zaś skończyło się patologiczną rywalizacją o oceny i pogorszeniem stanu emocjonalnego co bardziej wrażliwych uczniów. Może być też tak, że jeden z uczniów wchodzi w rolę koalicjanta nauczyciela (zwykle wychowawcy) i zaczyna pełnić funkcję kogoś na kształt nauczyciela pomocniczego – dyscyplinuje klasę, informuje wychowawcę o wybrykach kolegów lub straszy znajomych konsekwencjami ich zachowań. Nie trzeba być nauczycielem czy pedagogiem, by wiedzieć, że taka relacja między uczniem i nauczycielem ma zwykle pomóc w „zarządzaniu” klasą – jednak nie przysparza ona ani sympatii, ani umiejętności społecznych uczniowi, który wykonuje nieadekwatne dla jego wieku i pozycji obowiązki. Tworzenie szkolnych koalicji przyczynia się także do maskowania (a zatem i utrwalania) problemów istniejących w danej placówce: pozornie bowiem sprawa „trudnej klasy” zostaje rozwiązana dzięki „współpracy” nauczyciela z rodzicami i np. jednym uczniem, który „wspomaga” pracę pedagoga. Rzeczywista trudność, jaką jest brak umiejętności rozwiązywania konfliktów przez nauczyciela lub istniejące w zespole klasowym antagonizmy, nie zostaje wychwycona przez innych pracowników szkoły i „rozpracowana” u źródła.
Próbowano mnie „naprawić”
Szkolne koalicje czasami powstają z inicjatywy nauczycieli, kiedy indziej – rodziców. Niezależnie od tego, kto jest „zapraszającym” do koalicji, wiąże się ona z zaburzoną percepcją ról, które poszczególne osoby powinny pełnić w szkole. Zofia, której rodzice i nauczyciele tworzyli koalicję przeciwko niej, została „wtłoczona” w rolę osoby, która dla pracowników szkoły stanowi „kłopot” do rozwiązania. – Koalicja mojej mamy z nauczycielami, szczególnie wychowawcami, miała głównie charakter naprawczy i zapobiegawczy – opowiada. – Ten pierwszy polegał na naprawianiu mnie pod kątem „szkód”, które już wyrządziłam, oczywiście chodziło tu głównie o oceny i zachowanie. Drugi natomiast polegał na wspólnych ustaleniach, co by tu ze mną zrobić, bym zaczęła się słuchać, była grzeczna i dobrze się uczyła. Wiele metod zarówno w pierwszym, jak i drugim podejściu pokrywało się ze sobą – szlabany na wyjścia, komputer, telewizję czy decydowanie, z kim mogę się przyjaźnić, a z kim nie. To ostatnie było szczególnie okrutne, ponieważ wynikało z perfidnej taktyki wychowawczyni, która nie patrząc na uczniów, realizowała swoje cele, jak np. chęć odegrania się i walki z nami, by zaspokoić potrzebę bycia górą. Przykładem tego jest dość kuriozalna sytuacja, gdy w gimnazjum moja ówczesna wychowawczyni powiedziała mojej matce, że sama jestem w porządku, tylko moja przyjaciółka ma na mnie zły wpływ. Matce przyjaciółki powiedziała dokładnie to samo, przy czym role zostały odwrócone, to ja byłam czarnym charakterem. W żaden sposób jednak ta sprzeczność nie dała jej do myślenia, słowo nauczyciela było święte.
W takim „układzie sił” Zofia miała poczucie braku wsparcia najbliższych. – Myślę, że w tym wszystkim dla mnie jako dziecka najtrudniejsze było przekonanie, że rodzic nie staje za mną, tylko przeciwko mnie, że moje słowo nie ma znaczenia, zawsze ważniejszy jest głos i zdanie nauczyciela. I poczucie, że moja wartość zależy od ocen i opinii na mój temat – dodaje i kontynuuje. – Świadomie do tej pory mówiłam o matce, natomiast mój ojciec, choć nasze relacje były i są bliskie, zdarzyło się, że również uległ wychowawczej narracji. Pamiętam sytuację, gdy na ostatniej wywiadówce przed maturą wychowawczyni powiedziała mojemu tacie, że nic ze mnie nie będzie. Najpierw się zdenerwował, później nie odzywał się przez około 2–3 dni. Dodam, że miałam średnią ocen prawie 4,5. Szczęśliwie po czasie wyraził żal w związku z tego typu zachowaniami. Moja matka z kolei uznała, że oceny może i faktycznie nie mają tak dużego znaczenia, gdy bez większych problemów udało mi się dostać na studia. Zawiodłam oczekiwania, jednak coś ze mnie wyrosło. Na koniec jeszcze wrócił do mnie ciekawy wątek zeszytu korespondencji. Nie pamiętam tego zbyt dobrze, ale zapewne był to swego rodzaju raport kierowany do mojej matki zawierający informacje dotyczące mojego zachowania, co oczywiście miało trzymać mnie w ryzach. Całe to doświadczenie jednak pozwoliło mi wyciągnąć wnioski dotyczące tego, które relacje mi służą, być uważną na zagrożenia systemu szkolnictwa i czego samej unikać już jako rodzic – wspomina po latach kobieta, dziś wychowująca dzieci, z których jedno niebawem rozpocznie naukę w szkole podstawowej.
Ślepe zaułki lojalności
Koalicje występujące w szkołach różnią się między sobą poziomem dysfunkcyjności. Zazwyczaj jednak można przyjąć, że najbardziej destrukcyjne są te spośród nich, które nawiązują osoby różniące się „statusem” w szkole, czyli głównie wiekiem i doświadczeniem życiowym. Koalicja nauczyciela z nauczycielem przeciwko danej klasie jest sytuacją niezdrową, natomiast koalicja nauczyciela z jednym z uczniów przeciwko reszcie klasy jest sytuacją absolutnie niedopuszczalną i rujnująca psychikę ucznia (nakłada bowiem na niego nieadekwatną odpowiedzialność), a na dłuższą metę także autorytet nauczyciela, który z wyzwaniami w swojej pracy powinien radzić sobie z pomocą innych dorosłych, a nie dzieci. Można powiedzieć – choć będzie to oczywiście uproszczenie – że im bardziej zaburzony jest szkolny system, tym więcej w nim koalicji, zwłaszcza tych pomiędzy dorosłymi a dziećmi. Jednak wiemy również, że „rozbicie” koalicji jest bardzo wymagające – wiąże się z koniecznością zmiany myślenia poszczególnych osób, zwłaszcza rodziców i nauczycieli, którzy czasami funkcjonują w ten sposób od wielu lat, a także zmian organizacyjnych w pracy całej placówki. Czasami przy pracy nad koalicją wychodzi na jaw, że w jakiejś szkole już dawno powinien pracować nauczyciel wspomagający, klasy powinny być mniejsze lub że dyrekcja stworzyła zupełnie niewłaściwy model komunikacji z rodzicami. Trudno – a jednocześnie trzeba – także właściwie zaopiekować się emocjami dziecka, które tworzyło koalicję z nauczycielem lub rodzicem. Młody człowiek, jeśli właściwie nie wytłumaczy mu się, czemu mają służyć zmiany, może poczuć się odrzucony i wykorzystany. Z kolei nauczyciel, który przez wiele lat wchodził w koalicje i nagle dowie się, że postępował niewłaściwie, może poczuć, że cała jego kariera była bezwartościowa, a on nie wniósł nic dobrego w życie swoich uczniów. Dlatego właśnie wskazane jest, by do pracy nad koalicjami w oświacie zapraszać osobę z zewnątrz – superwizora, psychologa lub pedagoga – która dostrzeże charakter istniejących przekroczeń, ale jednocześnie wskaże „drogę ewakuacyjną”. Wyjście ze ślepego zaułka lojalności, jakim jest tworzenie szkolnych koalicji, wymaga zwykle zrobienia kroku wstecz i zrozumienia, co popchnęło nas w stronę nieadaptacyjnych i szkodliwych sposobów funkcjonowania.
Każda „rozerwana” koalicja przyczynia się do tworzenia zdrowszej atmosfery w szkole. Powrót do ról, które w oświacie powinny pełnić poszczególne osoby, można porównać do generalnych porządków w domu: bywa to męczące i frustrujące, jednak efekt końcowy sprawia, że łatwiej jest nam odnaleźć się we wspólnej przestrzeni.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















