W Częstochowie tron swój wzniosła

Ikona Matki Boskiej Częstochowskiej jest sama w sobie wielkim dziełem kultury, ale jej oddziaływanie wykracza daleko poza ramy obrazu Czarnej Madonny.
Czyta się kilka minut
Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, znany również jako Matki Bożej Jasnogórskiej lub Czarnej Madonny | fot. WIKIPEDIA
Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, znany również jako Matki Bożej Jasnogórskiej lub Czarnej Madonny | fot. WIKIPEDIA

Ciekawy jest fakt, że pierwszą osobą, która pojawia się w naszym narodowym eposie, nie jest wcale tytułowy Pan Tadeusz, ale „Panna święta, co Jasnej broni Częstochowy”. Autor wers ten opatrzył dodatkowo przypisem (chyba bardziej dla czytelnika zagranicznego): „Wszyscy w Polszcze wiedzą o obrazie cudownym N. P. na Jasnej Górze w Częstochowie”. Adam Mickiewicz, choć relację z wiarą, a tym bardziej Kościołem, miał skomplikowaną, to jednak na patronkę swojego poematu wybiera Maryję, przedstawioną w dwóch słynnych wizerunkach Polski i Litwy oraz Tę, którą znał z czasów dzieciństwa, gdy otrzymał od niej łaskę uzdrowienia z choroby. To romantyzm ze swoim mistycyzmem, traktowaniem Maryi jako symbolu matki, ojczyzny i potężnej opiekunki, utrwalił w naszym narodzie pozycję Czarnej Madonny.

Odbicie światła
W kulturze ikony zajmują wyjątkowe miejsce, będąc nośnikami głębokiej symboliki i duchowego znaczenia. W sztuce sakralnej ikony pełnią funkcję „okien do boskości”, pomagając w modlitwie i kontemplacji. Oczywiście nie oddajemy czci obrazowi, ale tej osobie, którą on przedstawia. Ikona zatem raczej odbija światło świętości, niż je wytwarza. Choć znamy w historii sztuki wybitnych twórców ikon, to wielu z nich skrywa się w anonimowości. Można dzięki pewnym cechom dowieść, jaki warsztat ona reprezentuje, z którego klasztoru czy regionu świata pochodzi. Nasza częstochowska ikona powstała również w niedającym się określić czasie i miejscu. A skoro to obraz cudowny, to i cudowne, legendarne może być jego powstanie.
Według tradycji zachodniej namalował go św. Łukasz Ewangelista na deskach stołu w domu Maryi w Jerozolimie. Następnie cesarz Konstantyn Wielki przeniósł obraz do Konstantynopola i umieścił w świątyni, gdzie zasłynął łaskami. Zobaczywszy wizerunek, książę ruski Lew Halicki uprosił cesarza, aby mu go darował. Po jego zgodzie książę Lew podarowany obraz przeniósł do swych posiadłości i go przyozdobił, po czym w czasie wojny prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego obraz został ukryty na zamku w Bełzie. Następnie po zdobyciu tego zamku przez Ludwika namiestnikiem zdobytych ziem mianował on księcia opolskiego Władysława, a ten dalej chciał zabrać obraz do swojej stolicy w Opolu, na skutek jednak buntu konnicy ikona trafiła do specjalnie ufundowanego dla sprowadzonych z Węgier paulinów klasztoru w Częstochowie.
Z kolei tradycja wschodnia mówi tak: wizerunek mógł powstać w Jerozolimie, w Wieczerniku. W latach 66–67, w czasie ekspansji rzymskich wojsk pod przywództwem cesarzy Wespazjana i Tytusa chrześcijanie mieli uciec do miasteczka Pella i wraz z innymi świętościami mieli ukryć w jaskini częstochowską ikonę Bogurodzicy. W drugiej połowie XII wieku ikona Bogarodzicy została uroczyście przewieziona na Ruś, przebywając wcześniej, jak mówią niektóre źródła, w Bułgarii, na Morawach i w Czechach. Książę halicko-wołyński Lew Daniłowicz zobaczył ikonę, zachwycił się nią… i dalszą wersję już znamy.
Przytoczenie legend o tym, jak na Jasną Górę trafił cudowny obraz, może nam uświadamiać dwie rzeczy. Wyjątkowość tej ikony polega na tym, że jest ona w ruchu: pielgrzymuje, czego dowód mamy w postaci licznych peregrynacji obrazu. Drugi motyw to metafora stołu – św. Łukasz miał po prostu użyć deski ze stołu Maryi, Wschód twierdzi, że powstawała ona przy najważniejszym stole dla chrześcijaństwa – stole pierwszej Eucharystii. W obu przypadkach symbol ten odnosi do pewnej domowości, ciepła rodzinnego, boskiej opieki i może dlatego jasnogórska ikona stała się tak powszechna, goszcząc niemal w każdym polskim domu.

Dzieje skupione wokół ikony
„Dzieci! Jeszcze Najświętsza Panna okaże, iż od burzących kolubryn mocniejsza, a potem będzie koniec waszych trosk i umęczenia!” – to porównanie Maryi do armaty, włożone w usta ojca Kordeckiego w Potopie Henryka Sienkiewicza, jest częścią najbardziej efektywnego opisu oblężenia i obrony Jasnej Góry w całej literaturze, pokazującym splot życia duchowego, kościelnego, państwowego i politycznego, a nawet militarnego na tym jednym niewielkim wzniesieniu. Choć historycy o szczegółach najazdu Szwedów na to centrum polskości i udziału w jego obronie ojca Kordeckiego mają różne zdanie, to jednak już wtedy klasztor jasnogórski był twierdzą. Z jednej strony po to, by chronić wielki skarb obrazu Madonny, a z drugiej, by w murach tego klasztoru obronić polskość, za którą wielu oddawało życie. Maryja w tej symbolice nie do końca jest ciepłą, pełną czułości Matką – przedstawia się ją jako Hetmankę, co najmniej sprawną przywódczynię i oczywiście Królową Polski.
Nawiązywał też do niej Jan Lechoń, w swoim wierszu zaczynającym się od słów o Matce Boskiej Częstochowskiej przybranej perłami: „Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,/ Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!/ Daj żołnierzom, którzy idą, śpiewając w szeregu,/ Chłód i deszcze na pustyni, a ogień na śniegu.// Niechaj będą niewidzialni płynący w przestworzu/ I do kraju niech dopłyną, którzy są na morzu./ Każdy ranny niechaj znajdzie opatrunek czysty/ I od wszystkich zagubionych niechaj przyjdą listy”. Poeta zresztą nawiązuje do wielkich wydarzeń historycznych, w których ikona jasnogórska odegrała znaczącą rolę, czy też jako jej interwencja został zinterpretowany jej niezwykły przebieg. Nie poprzestaje jednak na tym. Mówiąc wprost, Lechoń ma oczekiwania geopolityczne wobec Matki Bożej: „Nieraz potop nas zalewał, krew się rzeką lała,/ A wciąż klasztor w Częstochowie stoi jako skała./ I Tyś była też mieczami pogańskimi ranną,/ A wciąż świecisz ponad nami, Przenajświętsza Panno,// I wstajemy wciąż z popiołów, z pożarów, co płoną,/ I Ty wszystkich nas powrócisz na Ojczyzny łono./ Jeszcze zagra, zagra hejnał na Mariackiej wieży./ Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy”. Nie jest to może poetycko wiersz wysokich lotów, ale mistrzowskie jest w nim nawiązanie do wspomnianego już Pana Tadeusza i tegoż powrotu na ojczyste łono.
Mnie powrót do Lechonia uświadomił, że jasnogórskie sanktuarium jest od wieków nie tylko miejscem kultu religijnego, a choć politykowania w miejscach świętych nie pochwalam, to warto odnotować, że i w czasie potopu, i pod zaborami, w czas wojen światowych, PRL-u czy karnawału Solidarności miejsce to odgrywało rolę w teatrze dziejów. Stąd ogrom oburzenia, gdy wizerunek ten bywa wykorzystywany instrumentalnie, choćby stały za tym najwznioślejsze intencje. Ciekawe jednak jak wybiórcze są to oburzenia – bo nie razi twarz Czarnej Madonny w klapie marynarki prezydenta, za to do sądu trafia sprawa domalowania na tym wizerunku tęczy – chyba dlatego, że znak ten jest zbyt wieloznacznie interpretowalny. Podobnie jest z samym sanktuarium, w którym przejawy współczesnych działań politycznych w wielu budzą niesmak. Z kolei kontrmanifestacje również trącą powtórką z obrony Jasnej Góry, bo niby są inkluzywne i zapraszają wszystkich, a jednak wykluczają spore grono braci i sióstr z „drugiej strony”.

Teatr kultu
Na koniec warto zauważyć, jak wiele wokół Obrazu Jasnogórskiego jest liturgicznego teatru, w dobrym znaczeniu tego terminu, rozumianego jako zbiór stałych rytuałów, które towarzyszą od wieków oddawaniu czci Maryi. Odsłanianie i zasłanianie obrazu, nabożeństwa, procesje, pieśni przeznaczone tylko do oddania czci Matki Bożej – a z drugiej strony rytuały zupełnie współczesne: wieczorny Apel Jasnogórski, bębny, orkiestra paulinów, finały pielgrzymek pieszych i ludzi różnych stanów na szczycie. To wszystko dlatego, że Maryja w jasnogórskim wizerunku „wzrok ma smutny, zatroskany, jakby chciała prosić cię, byś w matczyną jej opiekę oddał się”. 
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 34/2025