Ciekawy jest fakt, że pierwszą osobą, która pojawia się w naszym narodowym eposie, nie jest wcale tytułowy Pan Tadeusz, ale „Panna święta, co Jasnej broni Częstochowy”. Autor wers ten opatrzył dodatkowo przypisem (chyba bardziej dla czytelnika zagranicznego): „Wszyscy w Polszcze wiedzą o obrazie cudownym N. P. na Jasnej Górze w Częstochowie”. Adam Mickiewicz, choć relację z wiarą, a tym bardziej Kościołem, miał skomplikowaną, to jednak na patronkę swojego poematu wybiera Maryję, przedstawioną w dwóch słynnych wizerunkach Polski i Litwy oraz Tę, którą znał z czasów dzieciństwa, gdy otrzymał od niej łaskę uzdrowienia z choroby. To romantyzm ze swoim mistycyzmem, traktowaniem Maryi jako symbolu matki, ojczyzny i potężnej opiekunki, utrwalił w naszym narodzie pozycję Czarnej Madonny.
Odbicie światła
W kulturze ikony zajmują wyjątkowe miejsce, będąc nośnikami głębokiej symboliki i duchowego znaczenia. W sztuce sakralnej ikony pełnią funkcję „okien do boskości”, pomagając w modlitwie i kontemplacji. Oczywiście nie oddajemy czci obrazowi, ale tej osobie, którą on przedstawia. Ikona zatem raczej odbija światło świętości, niż je wytwarza. Choć znamy w historii sztuki wybitnych twórców ikon, to wielu z nich skrywa się w anonimowości. Można dzięki pewnym cechom dowieść, jaki warsztat ona reprezentuje, z którego klasztoru czy regionu świata pochodzi. Nasza częstochowska ikona powstała również w niedającym się określić czasie i miejscu. A skoro to obraz cudowny, to i cudowne, legendarne może być jego powstanie.
Według tradycji zachodniej namalował go św. Łukasz Ewangelista na deskach stołu w domu Maryi w Jerozolimie. Następnie cesarz Konstantyn Wielki przeniósł obraz do Konstantynopola i umieścił w świątyni, gdzie zasłynął łaskami. Zobaczywszy wizerunek, książę ruski Lew Halicki uprosił cesarza, aby mu go darował. Po jego zgodzie książę Lew podarowany obraz przeniósł do swych posiadłości i go przyozdobił, po czym w czasie wojny prowadzonej na Rusi przez Ludwika Węgierskiego obraz został ukryty na zamku w Bełzie. Następnie po zdobyciu tego zamku przez Ludwika namiestnikiem zdobytych ziem mianował on księcia opolskiego Władysława, a ten dalej chciał zabrać obraz do swojej stolicy w Opolu, na skutek jednak buntu konnicy ikona trafiła do specjalnie ufundowanego dla sprowadzonych z Węgier paulinów klasztoru w Częstochowie.
Z kolei tradycja wschodnia mówi tak: wizerunek mógł powstać w Jerozolimie, w Wieczerniku. W latach 66–67, w czasie ekspansji rzymskich wojsk pod przywództwem cesarzy Wespazjana i Tytusa chrześcijanie mieli uciec do miasteczka Pella i wraz z innymi świętościami mieli ukryć w jaskini częstochowską ikonę Bogurodzicy. W drugiej połowie XII wieku ikona Bogarodzicy została uroczyście przewieziona na Ruś, przebywając wcześniej, jak mówią niektóre źródła, w Bułgarii, na Morawach i w Czechach. Książę halicko-wołyński Lew Daniłowicz zobaczył ikonę, zachwycił się nią… i dalszą wersję już znamy.
Przytoczenie legend o tym, jak na Jasną Górę trafił cudowny obraz, może nam uświadamiać dwie rzeczy. Wyjątkowość tej ikony polega na tym, że jest ona w ruchu: pielgrzymuje, czego dowód mamy w postaci licznych peregrynacji obrazu. Drugi motyw to metafora stołu – św. Łukasz miał po prostu użyć deski ze stołu Maryi, Wschód twierdzi, że powstawała ona przy najważniejszym stole dla chrześcijaństwa – stole pierwszej Eucharystii. W obu przypadkach symbol ten odnosi do pewnej domowości, ciepła rodzinnego, boskiej opieki i może dlatego jasnogórska ikona stała się tak powszechna, goszcząc niemal w każdym polskim domu.
Dzieje skupione wokół ikony
„Dzieci! Jeszcze Najświętsza Panna okaże, iż od burzących kolubryn mocniejsza, a potem będzie koniec waszych trosk i umęczenia!” – to porównanie Maryi do armaty, włożone w usta ojca Kordeckiego w Potopie Henryka Sienkiewicza, jest częścią najbardziej efektywnego opisu oblężenia i obrony Jasnej Góry w całej literaturze, pokazującym splot życia duchowego, kościelnego, państwowego i politycznego, a nawet militarnego na tym jednym niewielkim wzniesieniu. Choć historycy o szczegółach najazdu Szwedów na to centrum polskości i udziału w jego obronie ojca Kordeckiego mają różne zdanie, to jednak już wtedy klasztor jasnogórski był twierdzą. Z jednej strony po to, by chronić wielki skarb obrazu Madonny, a z drugiej, by w murach tego klasztoru obronić polskość, za którą wielu oddawało życie. Maryja w tej symbolice nie do końca jest ciepłą, pełną czułości Matką – przedstawia się ją jako Hetmankę, co najmniej sprawną przywódczynię i oczywiście Królową Polski.
Nawiązywał też do niej Jan Lechoń, w swoim wierszu zaczynającym się od słów o Matce Boskiej Częstochowskiej przybranej perłami: „Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,/ Matko Boska Częstochowska, zmiłuj się nad nami!/ Daj żołnierzom, którzy idą, śpiewając w szeregu,/ Chłód i deszcze na pustyni, a ogień na śniegu.// Niechaj będą niewidzialni płynący w przestworzu/ I do kraju niech dopłyną, którzy są na morzu./ Każdy ranny niechaj znajdzie opatrunek czysty/ I od wszystkich zagubionych niechaj przyjdą listy”. Poeta zresztą nawiązuje do wielkich wydarzeń historycznych, w których ikona jasnogórska odegrała znaczącą rolę, czy też jako jej interwencja został zinterpretowany jej niezwykły przebieg. Nie poprzestaje jednak na tym. Mówiąc wprost, Lechoń ma oczekiwania geopolityczne wobec Matki Bożej: „Nieraz potop nas zalewał, krew się rzeką lała,/ A wciąż klasztor w Częstochowie stoi jako skała./ I Tyś była też mieczami pogańskimi ranną,/ A wciąż świecisz ponad nami, Przenajświętsza Panno,// I wstajemy wciąż z popiołów, z pożarów, co płoną,/ I Ty wszystkich nas powrócisz na Ojczyzny łono./ Jeszcze zagra, zagra hejnał na Mariackiej wieży./ Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy”. Nie jest to może poetycko wiersz wysokich lotów, ale mistrzowskie jest w nim nawiązanie do wspomnianego już Pana Tadeusza i tegoż powrotu na ojczyste łono.
Mnie powrót do Lechonia uświadomił, że jasnogórskie sanktuarium jest od wieków nie tylko miejscem kultu religijnego, a choć politykowania w miejscach świętych nie pochwalam, to warto odnotować, że i w czasie potopu, i pod zaborami, w czas wojen światowych, PRL-u czy karnawału Solidarności miejsce to odgrywało rolę w teatrze dziejów. Stąd ogrom oburzenia, gdy wizerunek ten bywa wykorzystywany instrumentalnie, choćby stały za tym najwznioślejsze intencje. Ciekawe jednak jak wybiórcze są to oburzenia – bo nie razi twarz Czarnej Madonny w klapie marynarki prezydenta, za to do sądu trafia sprawa domalowania na tym wizerunku tęczy – chyba dlatego, że znak ten jest zbyt wieloznacznie interpretowalny. Podobnie jest z samym sanktuarium, w którym przejawy współczesnych działań politycznych w wielu budzą niesmak. Z kolei kontrmanifestacje również trącą powtórką z obrony Jasnej Góry, bo niby są inkluzywne i zapraszają wszystkich, a jednak wykluczają spore grono braci i sióstr z „drugiej strony”.
Teatr kultu
Na koniec warto zauważyć, jak wiele wokół Obrazu Jasnogórskiego jest liturgicznego teatru, w dobrym znaczeniu tego terminu, rozumianego jako zbiór stałych rytuałów, które towarzyszą od wieków oddawaniu czci Maryi. Odsłanianie i zasłanianie obrazu, nabożeństwa, procesje, pieśni przeznaczone tylko do oddania czci Matki Bożej – a z drugiej strony rytuały zupełnie współczesne: wieczorny Apel Jasnogórski, bębny, orkiestra paulinów, finały pielgrzymek pieszych i ludzi różnych stanów na szczycie. To wszystko dlatego, że Maryja w jasnogórskim wizerunku „wzrok ma smutny, zatroskany, jakby chciała prosić cię, byś w matczyną jej opiekę oddał się”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















