Za wcześnie na generalną ocenę tego, co zdarzyło się na Alasce – między Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem. Można raczej zakładać, że pokój nie zostanie wynegocjowany. I że Trump chce się uwolnić od odpowiedzialności za sytuację Ukrainy. Chce zacząć robić z Putinem interesy. Przedstawi oferty rosyjskiego dyktatora Zełenskiemu i Europie. Po czym powie: więcej nie mogę, umywam ręce.
Zarazem możliwe, że nie ma innego sposobu zakończenia wojny jak zmuszenie narodu ukraińskiego do upokarzających ustępstw – kosztem integralności terytorium i suwerenności. Oczywiście nawet to nie musi oznaczać bicia brawa Putinowi i prowadzenia go po czerwonym dywanie. Ale nie będę go definitywnie oceniał, zanim ta gra się nie skończy. To wybór Ukrainy i także państw Unii, co zrobią z jego propozycjami.
Ale oto natykam się na Facebooku na post znajomego komentatora o konserwatywnych poglądach. Przypomina swój stary felieton poświęcony Trumpowi z czasów jego pierwszej kadencji. I komentuje, że zachowuje on aktualność – „zwłaszcza w kontekście oburzenia moralistów wywołanego spotkaniem na Alasce”.
Owa formułka o „moralistach” stała się dyżurnym narzędziem intelektualnego szantażu. Masz zastrzeżenia, choćby tylko wątpliwości, na przykład wobec wyciągnięcia Putina z międzynarodowej izolacji, jesteś „moralistą”. Kryje się w tym oczywiste szyderstwo, taki „moralista” to człowiek wyzbyty realizmu, stawiający światu niepraktyczne wymagania. Jest rzeczą zabawną, kiedy piszą tak ludzie, którzy sami za wierność różnym tradycyjnym przekonaniom bywają tak nazywani. A jednak w sporze o stosunek do wydarzeń na froncie rosyjsko-ukraińskim używają tego wytrycha coraz częściej.
Uderzająca jest nieszczerość tych deklaracji. Wielu z owych „pragmatyków” to ludzie nawróceni na „realizm” w ostatnich godzinach. Kiedy wybuchła straszna wojna, kibicowali Ukrainie, używając argumentów odwołujących się do etycznego i prawnego potępienia Rosji. Byli wtedy „moralistami”. To się zaczęło zmieniać, kiedy nastał Donald Trump. Ponieważ większość prawicy traktuje go z respektem (jeśli nie otacza kultem), jego stosunek do polityki międzynarodowej jako wolnej amerykanki, w której nie obowiązują zasady, stał się również przedmiotem podziwu. „Nie jesteście mocarstwem” – przypomniał prezydent USA Ukraińcom. Skądinąd gdyby po czerwonym dywanie poprowadził rosyjskiego prezydenta liberalno-lewicowy Joe Biden, nie szczędziliby mu oburzenia.
Naturalnie są i tacy ludzie prawicy, którzy wyznawali poglądy Trumpa od początku, kiedy on sam nie miał jeszcze okazji wcielać ich w życie. Łukasz Warzecha, publicysta „Do Rzeczy”, wytrwale przekonuje, że polityka międzynarodowa nie ma nic wspólnego z moralnością. Że nie można jej oceniać przy użyciu kryteriów etycznych. On z kolei kierował się od początku niechęcią do Ukrainy i wiarą w Polskę dogadującą się z Rosją. A przy okazji sformułował normę. Lub raczej ją powtórzył. Lider ruchu narodowego w Polsce, Roman Dmowski, głosił to samo.
Spytałbym i Warzechę, i Dmowskiego, i owego kolegę od szydzenia z „moralistów”, gdzie to wyłączenie wyczytali? W Ewangelii? W Katechizmie Kościoła katolickiego? Niczego takiego tam nie ma. Oczywiście, wiemy, że politycy rzadko kierują się moralnością. Ale wiedzieć to jedno, afirmować – to drugie. Często decyzje państw, rządów nie mogą się odwoływać wyłącznie do czułostkowego humanizmu – choćby w stosunku do niekontrolowanej migracji. Ale jak najbardziej przywódcy państwowi etycznym ocenom podlegają. I przekonają się o tym kiedyś, podobnie jak ci, co ich z etyki zwalniają.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











