Duża liczba odwiedzonych państw na różnych kontynentach jest dzisiaj tym, czym kilkadziesiąt lat temu było posiadanie dyplomu renomowanej uczelni oraz pracy w ważnym urzędzie czy instytucie – „świadectwem” obycia i ambicji danego człowieka. Osoba, która dużo podróżuje, często jawi się jako odważna, światła, inteligentna. Tendencję do przemieszczania się traktujemy dość powszechnie jako synonim ciekawości świata i głodu wiedzy. Bez wątpienia liczba podróży, które odbywają Polacy, zwiększyła się także ze względu na pojawienie się możliwości, których nie mieli nasi rodzice czy dziadkowie: od lat jesteśmy w strefie Schengen, możemy korzystać z tanich linii lotniczych, a nasza stopa życiowa poprawiła się na tyle, że możemy pozwolić sobie na zagraniczne wyjazdy bez rujnowania rodzinnego budżetu.
Wreszcie trudno byłoby nie dopatrzeć się w zbiorowym podróżowaniu jednego z przejawów kultury konsumpcyjnej – latając do Turcji czy na Malediwy, po prostu konsumujemy piękne widoki, wycieczki fakultatywne oraz lokalne (bądź udające lokalne) jedzenie. Dla wielu z nas podróże są nie tyle okazją do tego, by rzeczywiście poznawać odmienne kultury, religie i zasoby naturalne, ile po prostu do tego, by odpocząć gdzieś, gdzie mamy „gwarancję pogody” i gdzie ktoś inny przygotuje dla nas posiłki oraz posprząta nasze pokoje (a w przypadku wczasów all inclusive także uraczy nas kolorowymi drinkami). Ceny wakacji w dwugwiazdkowym hotelu w Hurghadzie nie różnią się już aż tak od wypoczynku nad Bałtykiem, stąd wielu z nas woli wypocząć na ciepłym piasku i dodatkowo zrobić sobie zdjęcie podczas przejażdżki na wielbłądzie, niż – być może – marznąć w Juracie lub nie móc wejść do morza z uwagi na sinice.
Niechęć do podróżowania uchodzi więc współcześnie za coś w rodzaju dziwactwa albo zaściankowości, zaś deklaracja „nie lubię podróżować” bywa przedmiotem amatorskich analiz psychologicznych. Otwierając się na świat, zamknęliśmy się na świadomość, że niechęć do wakacyjnych wyjazdów może mieć bardzo różne podłoże i nie musi stanowić żadnej patologii.
Odpoczynek na własnych zasadach
Brak sympatii do podróżowania czasami jest związany z bardzo pragmatycznym podejściem do życia. Część z nas uważa, że płacenie za lot i wynajem pokoju w hotelu jest zbędne, jeśli na co dzień mieszka się w miejscu, w którym można „zorganizować sobie” wiele atrakcji i które wciąż jest przez nas nieodkryte.
Ewelina, czterdziestoletnia mieszkanka Suwalszczyzny, tak tłumaczy swój brak zainteresowania podróżami: „Razem z moim mężem zwiedziłam już trochę krajów, choć nigdy nie byliśmy typami szalonych podróżników. Kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko, stwierdziliśmy, że nie będziemy zabierać go nigdzie daleko, a wakacje spędzimy u nas w domu – mamy spory ogród. Nie chcieliśmy ruszać w świat z niemowlęciem, bo nie bawilibyśmy się dobrze. Rok później nasi znajomi uznali za pewnik, że będziemy chcieli gdzieś polecieć, bo mnóstwo ludzi podróżuje z dziećmi i jest masa hoteli przyjaznych rodzinom. My jednak zupełnie nie czuliśmy tego pomysłu. Zamiast tego zdecydowaliśmy się na wczasy bardziej domowe – mieszkamy tu już wiele lat, a do tamtego lata nawet nie zwiedziliśmy okolicy. Stwierdziliśmy, że to ten czas. Odwiedziliśmy pobliskie kościoły, ruiny i przeszliśmy wiele kilometrów po lasach, a dodatkowo dwa razy wybraliśmy się na pływanie rowerami wodnymi po jeziorze oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów, nad które zawsze było nam «za daleko». Powtórzyliśmy ten scenariusz jeszcze dwa razy i naprawdę nie czujemy potrzeby, żeby to zmieniać. Znajomi pytają, czy nam się to nie nudzi i czy nie chcemy «pokazać dzieciom świata». Kiedyś na pewno będziemy chcieli ruszyć z nimi gdzieś dalej, skorzystać z tego wszystkiego, co oferują zorganizowane wycieczki poza Europę. Ale w tej chwili w ogóle nie czujemy takiej potrzeby. Nasze dzieci i my spędzamy czas bardzo aktywnie i odkrywamy naszą małą ojczyznę, a nas omija konieczność pakowania, zabierania leków dla dzieci, pilnowania ich w nieznanym miejscu. Finanse mają też jakieś znaczenie, bo możemy odłożyć coś na następne lata – ale przede wszystkim na myśl o dalekich wyprawach z dziećmi nie czuję ekscytacji. Fajne wakacje można spędzić blisko miejsca, w którym się mieszka – wystarczy trochę poszukać i zaplanować kolejne dni”.
Można powiedzieć, że Ewelina oraz jej mąż zdobyli się na odwagę i postawę nonkonformistyczną – sami zdecydowali, co w danej chwili będzie najlepiej służyło ich rodzinie. Możemy przypuszczać, że nie każdy zachowałby się w taki sposób i że z powodu uległości niejedna osoba wyruszyłaby w podróż wbrew swoim potrzebom, byle zadowolić swoje otoczenie i zyskać aprobatę bliskich. Współcześnie zaniechanie podróżowania może być zatem aktem niezależności oraz odpowiedzialności za własne życie, której nie chcemy przekazywać innym ludziom – także tym, którzy są wobec nas życzliwi.
Podróż jako wyzwalacz lęku
Istnieją także osoby, dla których wizja podróżowania i opuszczenia własnego domu jest po prostu lękotwórcza. Są to m.in. osoby z zaburzeniami lękowymi (w tym obsesyjno-kompulsywnymi) czy depresyjnymi. Osobom zmagającym się z nadmiernym poziomem lęku czasami wydaje się, że świat jest bardzo zagrażającym miejscem, w którym człowieka nie może spotkać nic dobrego – własny dom jawi się wówczas jako w miarę bezpieczne miejsce. Silny lęk u niektórych osób związany jest także ze środkami transportu: jak można się domyślać, bardzo wiele osób z zaburzeniami lękowymi boi się wsiąść na pokład samolotu (choć jednocześnie osoby te wiedzą często, że jest to statystycznie najbezpieczniejszy środek lokomocji – lęk „zasilany” jest jednak poczuciem braku kontroli) albo podróżować autostradami. Wreszcie, czasami zaburzenia lękowe pod postacią tych obsesyjno-kompulsywnych (OCD) utrudniają opuszczenie domu, gdyż wyjazd za każdym razem poprzedza odczuwanie silnego przymusu do wielokrotnego sprawdzania, czy zamknęliśmy drzwi i okna, zakręciliśmy gaz oraz czy na pewno mamy ze sobą zapasowe klucze. W przypadku depresji z kolei podróżowanie często jawi się jako coś bardzo męczącego, na co po prostu nie starcza nam siły, a dodatkowo – zwłaszcza w przypadku większego nasilenia objawów – wyjazd na wakacje może wydawać się zupełnie bezcelowy, pozbawiony sensu.
Osoby dotknięte depresją, zaburzeniami lękowymi czy jakimikolwiek innymi dolegliwościami psychicznymi zasługują oczywiście na profesjonalną pomoc psychoterapeutyczną oraz psychiatryczną – jednak jej otrzymanie wcale nie oznacza, że ktoś nagle zapała miłością do podróżowania. Tak, spotkałam w życiu zawodowym niejedną osobę, która po wyleczeniu lub złagodzeniu objawów „ruszyła w świat” – jednak nie musi być to celem pacjenta podczas jego zdrowienia. Nie każdy, kto wychodzi z depresji czy lęku, musi jednocześnie „wyjść” na spotkanie przygody z plecakiem w obcym kraju. Ważne jest to, by pacjent odnalazł i nabrał sił do takich rodzajów aktywności i spędzania wolnego czasu, które będą sprawiały mu przyjemność i które będą adekwatne do jego sytuacji życiowej.
Czasami bowiem to nadmiar podróżowania może być oznaką choroby lub zaburzenia – dzieje się tak u osób dotkniętych manią (np. w przebiegu choroby afektywnej dwubiegunowej), które potrafią bez przygotowania chcieć ruszyć na biegun albo zdobywać alpejskie szczyty. Ważne jest zatem, by odkrywanie świata mieściło się w zdrowych, przemyślanych granicach.
Spektrum a podróże
Niechęć do podróżowania jest także typowa dla części osób w spektrum autyzmu. Przypomnijmy: autyzmu nie traktujemy obecnie jako choroby, ale jako specyficzny sposób postrzegania rzeczywistości i reagowania na niektóre bodźce. Charakterystyczne dla spektrum jest przywiązanie do określonej rutyny i niechęć do wprowadzania zmian do codzienności – a z tym właśnie nieuchronnie wiąże się podróżowanie.
Karolina, która została zdiagnozowana już jako osoba dorosła, tak opowiada o swoich podróżniczych doświadczeniach: „Nie lubiłam wyjazdów odkąd pamiętam. Nawet wycieczki klasowe na zielone szkoły były dla mnie stresujące – czułam się po nich zmęczona i kiedy w szóstej klasie nie pojechałam, bo byłam chora, poczułam ulgę. Mama z tatą bardzo chcieli, żebym poznawała świat. A ja nie lubiłam zapachu hoteli, jedzenia, którego nie znałam, mnóstwa zaczepiających mnie ludzi w hotelu. Drażniły i stresowały mnie wyjazdy autokarowe, nie lubiłam dotyku piasku na większości plaż. Irytowała mnie grająca wieczorem głośna muzyka, panie sprzątające często wchodzące do pokoju, ciągłe poczucie, że jestem spocona i ubranie przykleja mi się do ciała. Wracałam z tych wyjazdów zmęczona i z ulgą, że kolejne przymusowe wakacje dopiero za rok. Rodzice uważali, że się buntuję albo nie doceniam tego, co posiadam – a ja po prostu źle czułam się na takich wycieczkach. Najlepiej odpoczywałam na działce u dziadków albo w domu, w gronie paru najbliższych przyjaciółek. Kiedy miałam prawie 22 lata, dostałam skierowanie na diagnozę pod kątem autyzmu od psycholożki, która pomagała mi dojść do siebie po rozstaniu z chłopakiem. No i oczywiście okazało się, że jestem w spektrum. Teraz już nie zmuszam siebie do wielu rzeczy – dalekie spontaniczne wyjazdy są jedną z nich. Czasem podróżuję, ale lubię mieć w pokoju własną łazienkę, móc pójść wcześnie spać i nie musieć codziennie chodzić na imprezy. Wygodniej się żyje, kiedy się rozumie siebie”.
Choć nie każdy z nas posiada diagnozę spektrum czy czegokolwiek innego, to z pewnością nie każdy z nas musi też lubić podróżowanie. Dzieci, które źle czują się podczas takich wyjazdów, wcale nie robią rodzicom na złość ani też nie lekceważą ich wysiłków, które mają na celu zapewnienie im wygodnego życia. One po prostu chcą wypoczywać inaczej – umożliwienie im tego stanowi szansę na wzmocnienie wzajemnych więzi.
Podróżowanie – choć zostają z niego instagramowe zdjęcia i często miłe wspomnienia – nie jest lepszym hobby niż szydełkowanie, a jego uprawianie nie czyni z nikogo osoby szlachetnej czy wyjątkowej. Choć podróże mogą kształcić, to dróg do poszerzania własnych horyzontów jest wiele. Można spośród nich wybrać tę, która nam samym sprawia najwięcej radości.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















