Posiłki, które spożywamy, odżywiają nie tylko nasze ciała – sposób jedzenia wpływa na nasze emocje, relacje, a także sposób myślenia o sobie. W swoich żywieniowych wyborach nie zawsze bywamy racjonalni – w gąszczu dietetycznych trendów i mitów łatwo jest zejść na zdrowotne manowce.
Nakarmić swój umysł
Mistrz ironii Oscar Wilde twierdził: „Po dobrym obiedzie nie ma się pretensji do nikogo – nawet do własnej rodziny”. Jego słowa można odczytać jako delikatną zaczepkę kierowaną w stronę krewnych, ale także wyciągnąć z nich głęboką mądrość: otóż to, co i jak jemy, ma wpływ nie tylko na naszą sytość, procesy trawienne i masę ciała, ale także na funkcjonowanie emocjonalne. Już jako niemowlę człowiek uczy się regulować własne emocje poprzez spożywanie pokarmów: małe dziecko przy piersi matki lub butelce „zdobywa” nie tylko cenną emulsję, umożliwiającą mu rozwój fizyczny, ale także poczucie bycia otoczonym opieką i bezpiecznym. Głód – od dzieciństwa po późną dorosłość – stanowi dla naszego układu nerwowego stan alarmu i zagrożenia; sytość z kolei pozwala osiągać zadowolenie i spokój. Pytań o to, co, jak często i w jakiej atmosferze się spożywa, można się zatem spodziewać nie tylko podczas wizyty u dietetyka czy gastrologa, ale także u psychoterapeuty. Nie, psycholog nie jest uprawniony do tego, by rozpisywać komukolwiek plan żywieniowy – naszą rolą jest jednak przyjrzenie się temu, jak sposób odżywiania pacjenta wpływa na jego dobrostan psychiczny (a także unaocznienie pacjentowi tego związku). Co więcej, na podstawie tego, jak dany człowiek lub system rodzinny ma w zwyczaju się odżywiać, możemy wywnioskować całkiem sporo na temat ich stosunku do siebie samych, prezentowanych wartości czy rodzinnych zażyłości. Nie jest wiedzą tajemną, że często rodziny, w których obecne są niewypowiedziane konflikty, unikają jedzenia przy wspólnym stole (albo podczas wspólnych posiłków oglądają telewizję, by uciec od rozmowy), a osoby, które mają zaburzony obraz własnego ciała, miewają poważne trudności z odczuwaniem przyjemności z jedzenia. „Maszynowe” (czyli szybkie i nieuważne) jedzenie jest charakterystyczne dla osób z niskim poczuciem własnej wartości; niezwykle sumienne trzymanie się wyznaczonej diety to zachowanie typowe dla osób z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, a neofobia żywieniowa (czyli lęk przed nowymi smakami i fakturami) powszechnie występuje u osób w spektrum autyzmu. Nasze menu ma również wpływ na samopoczucie i stan emocjonalny: osoba jedząca zbyt mało często jest drażliwa i niespokojna, niedobór białka w diecie sprzyja zaburzeniom koncentracji, zaś nadmiar cukrów prostych może powodować wahania poziomu energii. To, co ląduje na naszych talerzach, ma o wiele większy wpływ na nasze życie, niż wielu z nas myśli – to właśnie codzienne, małe decyzje żywieniowe kształtują naszą psychofizyczną kondycję.
Żywieniowe subkultury
Sposób odżywiania może stanowić także rodzaj światopoglądowej deklaracji. Stwierdzenie: „nie jem mięsa i innych produktów pochodzenia zwierzęcego” oznacza zwykle troskę o środowisko i często idzie w parze z poglądami lewicowo-progresywnymi; wybieranie głównie polskich produktów bywa elementem postawy patriotycznej, zaś stosowanie ścisłej diety ketogenicznej jest dość popularne wśród osób, które nie ufają „standardowym” zaleceniom dietetycznym i które krytycznie odnoszą się do akademickiej medycyny. Nawet regularne korzystanie z cateringu dietetycznego (który w Polsce cieszy się szczególną popularnością) może stanowić rodzaj deklaracji: zdaje się ono mówić o zabieganiu danej osoby, ale jednocześnie traktowaniu „na serio” potrzeb własnego ciała. Internetowe dyskusje na temat wad i zalet poszczególnych diet przypominają niekiedy walki polityczne. Fani określonych stylów jedzenia tworzą grupy, które można określić mianem żywieniowych subkultur. Wspólnoty tego typu z jednej strony mogą stanowić wsparcie na przykład dla osób chcących zredukować masę ciała, lecz z drugiej – ich członkowie potrafią „karać” za zamieszczanie na forach czy grupach wypowiedzi sprzecznych z ortodoksyjną „wykładnią” danej diety. Osoba, która na grupie dla wegetarian poleci ciasto z dodatkiem żelatyny, bądź użytkownik forum dla osób na diecie ketogenicznej, który wspomni, że właściwie to lubi białe pieczywo, mogą zostać bardzo surowo upomniani, a wręcz doświadczyć hejtu. Restrykcyjna kontrola własnego (i czasami cudzego) sposobu odżywiania pozwala współczesnemu człowiekowi porządkować rzeczywistość – oczywiście w mikroskali. Rezygnacja z wysokoprzetworzonej żywności czy słodzonych napojów z pewnością wyjdzie nam na zdrowie – część osób doskonale odnajdzie się również na diecie wegetariańskiej czy śródziemnomorskiej. Decyzja o radykalnej zmianie stylu żywienia powinna być jednak podejmowana w oparciu o potrzeby własnego organizmu i zalecenia autentycznych autorytetów, a nie przelotne „fit trendy”.
Deklaracje i rzeczywistość
Świadomość wpływu sposobu odżywiania na zdrowie psychiczne i fizyczne wydaje się dziś większa niż jeszcze piętnaście czy dwadzieścia lat temu. W kategorii bestsellerów książkowych niemal zawsze znajduje się przynajmniej kilka pozycji dotyczących diety, influencerzy dietetycy mają niekiedy po kilkaset tysięcy obserwatorów, a według danych CBOS zdecydowana większość Polaków (aż 80 proc.!) twierdzi, że odżywia się zdrowo lub bardzo zdrowo. Jednocześnie nasze konsumenckie wybory są dalekie od idealnych: na stronie Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej możemy bez trudu znaleźć informację, że Polacy wciąż popełniają takie błędy, jak nieregularne spożywanie posiłków, zbyt niskie spożycie warzyw i owoców, kasz, ryb, mleka i jego przetworów oraz zbyt wysoka konsumpcja mięsa, soli, cukru i słodyczy, napojów słodzonych, alkoholu.
Przyczyn tych rozbieżności może być wiele. Niektórzy z nas wynieśli z domu mylne pojęcie na temat tego, czym jest zdrowa dieta – mało kto nie miał babci, cioci lub mamy, która zalecała zjedzenie mięsa (często bardzo tłustego i słonego) i zostawienia ziemniaków. Czasami sięganie po wysokoprzetworzoną żywność wynika z braku czasu i przepracowania. Polacy są jednym z najbardziej zapracowanych społeczeństw Europy, zatem nie jest niczym zaskakującym, że w drodze z jednej pracy do drugiej tak często sięgamy po hot dogi lub zapiekanki. Wreszcie – nasze żywieniowe wybory, które uważamy za słuszne, nierzadko opierają się na niewłaściwych przesłankach. Niejedna osoba poszukująca informacji o sposobach na redukcję masy ciała lub wzrost masy mięśniowej nie wiadomo kiedy znajduje się w mrocznych zakamarkach żywieniowej dezinformacji. – W ostatnich latach chęć zdobywania wiedzy i szerzenie świadomości na temat zdrowego żywienia wśród ludzi bardzo wzrosła – mówi dietetyczka Ewelina Krajewska. – Można to przyjąć z jednej strony za pozytywne zjawisko, ponieważ to oznacza, że jako społeczeństwo zdajemy sobie sprawę, jak bardzo ważnym aspektem wpływającym na nasze zdrowie jest odpowiednie żywienie. Z drugiej jednak strony, poprzez powszechność tematu, łatwo natknąć się na zalecenia, które nie mają potwierdzenia naukowego i stanowią dezinformację. Temat żywienia to nieodłączny element życia codziennego, dlatego stał się polem do dyskusji wśród wielu osób, niestety często niezwiązanych z nauką, za to roszczących sobie prawo do tworzenia i przekazywania informacji. I tak oto dowiadujemy się na przykład, że istnieje jedyna słuszna dieta oraz suplementacja, ponieważ w mniemaniu tej jednej osoby jej samopoczucie znacznie się poprawiło. Pamiętajmy jednak, że każdy z nas ma swoje zapotrzebowanie energetyczne, własny stan zdrowia oraz indywidualny styl życia. Głoszenie takich informacji na temat odżywiania czy suplementacji (często zbyt obszernej, opierającej się na nadmiernych dawkach, niemającej odniesienia do stanu zdrowia danej osoby) jest szczególnie niebezpieczne w świetle tak wysoce obecnie rozwiniętej technologii i mediów społecznościowych, gdzie informacje szerzą się bardzo szybko, a mało kto z nas ma czas zweryfikować źródła tych „nowinek” czy wykształcenia osób głoszących takie tezy. Okazuje się, że śledząc media społecznościowe, jesteśmy bombardowani co rusz to nowymi zaleceniami żywieniowymi, bardzo często sprzecznymi, a gdy prześledzimy badania naukowe – są one od wielu lat spójne i jeżeli nawet wprowadza się jakieś zmiany, to mało radykalne.
Poszukiwanie idealnej diety może mieć niestety negatywne skutki. – Podążanie za niesprawdzonymi informacjami na temat odżywiania może prowadzić do znacznego obniżenia samopoczucia, a także utraty zdrowia, zwłaszcza w przypadku wprowadzenia bez potrzeby (i odpowiedniego zbilansowania) polecanej diety eliminacyjnej, detoksu, nietrafionej suplementacji czy najmodniejszej ostatnio diety – mówi Ewelina Krajewska. – Niestety, twórcy internetowi nie zawsze zdają sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką na sobie mają. Odbiorcami ich treści mogą być dzieci lub osoby zmagające się z zaburzeniami odżywiania, które zazwyczaj są szczególnie podatne na wszelkie nowe informacje – zwłaszcza kiedy wychodzą one od osoby znanej, lubianej i tym samym mającej bardzo duże zasięgi i liczbę osób ich obserwujących – zauważa specjalistka.
Szkodliwe trendy
Rosnące zainteresowanie zdrowym stylem życia stanowi powód do radości – sugeruje ono, że jako społeczeństwo przypominamy sobie, iż odpowiednia dieta i aktywność fizyczna to najlepsza profilaktyka wielu chorób. Ciekawe jest także to, że w ostatnich latach na nowo odkrywamy przynoszące korzyści działania prozdrowotne, które de facto znane są od tysięcy lat. Przykładem takiej praktyki może być post przerywany, który wielu osobom ułatwia nieprzekraczanie określonej liczby kalorii, a który jest znaną od wieków formą dbania o ducha i ciało. Jednak niektóre dietetyczne trendy są zwyczajnie szkodliwe i niebezpieczne – i nie zmienią tego zachwyty influencerów czy anonimowych użytkowników forów o tematyce wellness. Dieta carnivore (czyli oparta wyłącznie na mięsie), kopenhaska czy kapuściana mogą nie tylko zaszkodzić organizmowi, ale także przyczyniać się do powstania i utrwalenia zaburzonych schematów odżywiania u osób je stosujących. Uleganie kulturze diet sprawia, że człowiek zaczyna wręcz bać się jedzenia – postrzega je bowiem jako zagrażającego wroga, z którym trzeba „pertraktować” poprzez wybór ściśle określonych, „legalnych” produktów. Własne ciało staje się wówczas „przeciwnikiem”, którego należy za wszelką cenę ujarzmiać i bez przerwy kontrolować – a czasami także karać. Na bezrefleksyjne podążanie za dietetycznymi trendami szczególnie narażone są osoby, które mają trudności w zakresie akceptacji własnej cielesności, tendencje do nadmiernej kontroli oraz osoby bardzo młode. W przypadku tej ostatniej grupy konsekwencje ulegania kulturze diet bywają szczególnie niszczące – rozwijający się organizm potrzebuje różnorodnego i zbilansowanego pożywienia, a nie liczącej setki pozycji listy produktów „zakazanych”. Oczywiście, każdy z nas – również niedorosły – ma prawo zrezygnować z jedzenia tego, co mu nie służy lub czego zwyczajnie nie lubi. Jeśli jednak słyszymy, że nasze dziecko, wnuk lub znajomy planuje przejść na „jabłkowy detoks” albo zamierza przez pół roku jeść wyłącznie czerwone mięso i masło, to jest to powód do niepokoju i zwiększonego zainteresowania tym, co dzieje się w życiu wewnętrznym tej osoby. Również my sami, zanim dokonamy żywieniowej rewolucji, zasięgnijmy porady dyplomowanego dietetyka, a jeśli podczas jedzenia towarzyszy nam lęk, poczucie winy lub wstręt – zgłośmy się na konsultacje do psychodietetyka lub terapeuty.
Odżywianie jest zbyt ważnym – i potencjalnie przyjemnym – aspektem życia, byśmy je zaniedbywali lub pozwalali o nim decydować pseudospecjalistom.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















