Promień z północy

Dwadzieścia lat. Tyle czasu ks. John H. Newman tkwił na swego rodzaju ziemi niczyjej: przez anglikanów uznawany za zdrajcę, przez katolików – za „pierwiastek niepewny ideowo”. Dopiero Leon XIII potwierdził jego wiarygodność, nadając mu tytuł kardynała. Leon XIV ogłosi go doktorem Kościoła.
Czyta się kilka minut
John Henry Newman autorstwa John Everett Millais, 1881 r. | Fot. Wikimedia Commons
John Henry Newman autorstwa John Everett Millais, 1881 r. | Fot. Wikimedia Commons

Skalę wpływu tego konwertyty na myśl katolicką, a tym samym uzasadnienie decyzji o uznaniu go za doktora Kościoła, oddaje chociażby to, że paragraf 8 soborowej Konstytucji o objawieniu Bożym Dei Verbum to de facto streszczenie jednego z jego kazań uniwersyteckich (XV), na co wskazuje we wstępie do ich polskiego wydania Paweł Kłoczowski (Znak 2000). 
Decydując się na zostanie katolikiem, Newman tracił bardzo wiele: od źródła utrzymania (jako duchowny anglikański otrzymywał stałą pensję) przez świetną karierę naukową i pozycję autorytetu teologicznego po krąg przyjaciół i współpracowników (chociaż niewielka część z nich podążyła za nim). Wydawało się, że własnymi rękami zniszczył to, co do tej pory udało mu się zbudować dzięki Ruchowi Oksfordzkiemu, którego był inicjatorem i jednym z najaktywniejszych członków. Była to grupa intelektualistów, której celem była reforma anglikanizmu, czego owocem miało być m.in. przybliżenie go do katolicyzmu przez powrót do wierności całości nauczania Kościoła (podejście do prawd chrześcijańskich jak do towarów w supermarkecie nie jest wynalazkiem XX wieku) oraz do pogłębionego życia liturgicznego, a także odejście od postrzegania wyznania jako deklaracji politycznej, samych struktur kościelnych zaś jako narzędzia sprawowania rządów przez państwo.  

Wierność sumieniu
To, jak wiele Newman utracił, zostając katolikiem, oraz to, z jaką wytrwałością przyjął długość „czyśćca”, do którego następnie trafił, pokazują, jak centralne miejsce w jego życiu zajmowała wierność sumieniu oraz rozpoznawanej przez nie prawdzie. Tu pojawia się pierwsza z idei kluczowych dla teologii Brytyjczyka, mianowicie jego koncepcja relacji między wiarą i rozumem. Wychodził od tego, że należy rozróżnić sam akt wiary od jej treści. O ile pierwszy jest w terminologii Newmana wiarą sensu stricto, o tyle treść zakłada aktywność rozumu. Ostro oponował przeciw twierdzeniu, że wierzący charakteryzują się wiarą, a niewierzący – rozumem. Jego główny argument stanowiło wskazanie na to, że także ateistyczni racjonaliści wiele prawd przyjmują na wiarę, uznając za pewnik stwierdzenia autorytetów (w końcu, ile osób jest w stanie, na przykład, przeprowadzić samodzielnie wyliczenia, a potem eksperymenty, żeby potwierdzić na własny użytek istnienie bozonu Higgsa?). Współcześnie pewnie byłaby tu mowa o modelach myślenia, Oksfordczyk używa innego określenia: habits of mind – nawyki/schematy w umyśle, zaczerpniętego od Hume’a. Skoro więc nawet w naukach empirycznych i rozumowaniu niereligijnym istnieje przyzwolenie na akt wiary, dodajmy: roztropny, dlaczego temu samemu aktowi w sferze religijnej przypisuje się irracjonalizm? 
Tu dodam już od siebie, że prawdziwość tej argumentacji (po bardziej detaliczną dyskusję Newmana z tezami Hume’a odsyłam do Kazań uniwersyteckich X–XV) prawie dwa wieki później nabrała jeszcze większej mocy. Mimo upływu czasu nauki doświadczalne wciąż nie wyjaśniły wszystkich tajemnic naszego świata ani naszej natury, co więcej: mają za sobą kilka istotnych zmian stosowanych modeli, a liczba problemów badawczych rośnie, zamiast maleć. Nie ma już śladu po optymizmie poznawczym oświecenia i początku XIX  wieku, a wskazania Newmana pokazują jasno, jak wiele w tej postawie było właśnie wiary, ale nie do końca rozumnej, raczej opartej często na antyreligijnym resentymencie. 
Główny wniosek ze wspomnianych kazań mówi więc, że mamy prawo wierzyć autorytetom. Wierzyć, czyli podjąć decyzję o przyjęciu czegoś za prawdę. Newman, pisząc o prawdzie, nie ma jednak na myśli wyłącznie logiki: „Narzucać ludziom wiarę za pomocą argumentów jest taką samą niedorzecznością jak narzucać ją za pomocą tortur” (Kazania uniwersyteckie IV, 10). Owszem, bywają ludzie tacy jak o. Józef Bocheński OP, który nawrócił się w efekcie przeprowadzenia logicznego wywodu, ale większość z nas tak nie funkcjonuje. Brytyjczyk słusznie wskazuje, że prawdziwość chrześcijaństwa rozpoznaje się nie tylko w sferze intelektu, ale ma ona swoje odbicie w praktyce życia, w tym w liturgii, szczerej modlitwie i dziełach miłosierdzia, oraz w tym, że życie i działanie wierzących owocuje pięknem i dobrem. Prawdę rozpoznajemy więc nie tylko intelektem, ale także dzięki zaangażowaniu pozostałych sfer naszego człowieczeństwa, w tym także zmysłów i psychiki, co pozwala nam przetestować w praktyce, czy teoria się sprawdza. Jeśli test wypadnie pozytywnie, trzeba iść w głąb.

Dogmat i historia    
Druga istotna idea Oksfordczyka wyrasta z pytania: skoro mamy prawo wierzyć, to w co? Owszem, Kościół przekazuje nam Tradycję (spisaną w Biblii i tę poza jej księgami), a niektóre ze stanowiących ją prawd zostały zdogmatyzowane, ale nie nastąpiło to od razu, już w czasach apostolskich. Protestanci – Luter i Kalwin – zarzucali więc katolikom, że zepsuli doktrynę, wprowadzając do niej obce filozofie i terminy spoza Objawienia. Newman odpowiada na ten zarzut, przedstawiając swoją koncepcję rozwoju doktryny (później odwoła się do niej m.in. Yves Congar OP, tworząc koncepcję rozwoju dogmatu). 
Zgodnie z tym, co głosił Brytyjczyk, doktryna się nie zmienia, ale kolejne pokolenia, dokonujące namysłu nad nią, odkrywają jej kolejne aspekty. Jezus powiedział uczniom: „Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy” (J 14, 26), i w tym stwierdzeniu można znaleźć zapowiedź, że Duch w kolejnych pokoleniach będzie pogłębiał rozumienie objawienia, które dokonało się, kiedy Syn Boży przyszedł na świat i zaczął działać w historii. Wzorem, jeśli chodzi o pogłębianie jego rozumienia, jest Maryja, zresztą właśnie do Łukaszowej frazy, że ona zachowywała wydarzenia dotyczące Syna w swoim sercu, Newman się odnosi. Przyszły kardynał wymienia trzy główne drogi pogłębienia poznania Objawienia: kontemplacja i dociekania (nie bójmy się pytań!) wiernych, pogłębione pojmowanie (często będące darem Ducha) rzeczywistości duchowych, wreszcie nauczanie biskupów. Rzecz jasna, są one w relacji i ciągłym napięciu, ale to ci ostatni mają ostateczne prawo orzekania, co należy do depozytu wiary, a co nie. I oni ponoszą za te orzeczenia ostateczną odpowiedzialność. Nasze rozumienie Objawienia więc ewoluuje, ale, co bardzo istotne, bez zerwania z tym, co dotychczas zostało zrozumiane i przyjęte. Musi też przejść test w praktyce życia, sama teoria to za mało.

Hobbit
John H. Newman po konwersji został filipinem. Wydaje się to zaskakujące: czystej wody intelektualista jako duchowy syn dowcipnisia, jakim był św. Filip Nereusz. Mnie to nie dziwi, znam ten model z życia wielu brytyjskich świętych oraz z… prozy Tolkiena. To on, charakteryzując podejście do życia hobbitów, sporządził, moim zdaniem, jeden z najlepszych opisów podejścia Anglików do wiary: ceniących dobre piwo, smaczny posiłek i zacne ziele fajkowe, doceniających wartkie opowieści i zabawę w dobrym towarzystwie, a jednocześnie gotowych rzucić w jednej chwili to wszystko w imię czegoś, co uznają za wyższą wartość. Do tego w tym ostatnim wytrwałych i wielkodusznych. Dla Newmana, podobnie jak wcześniej dla Tomasza Becketa, Tomasza More’a i wielu innych, tą wartością było sumienie i to, co w nim uznali za prawdę.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 33/2025