Logo Przewdonik Katolicki

Benedykt z Franciszkiem idą pod rękę

FOT. ABACA/PAP. Od 2013 r. kilkukrotnie spotkania Franciszka z Benedyktem wyrażały wzajemny szacunek i serdeczność między nimi. Na zdjęciu poczas konsystorza, 19.112016.

Obchodzący w Wielkanoc 90. urodziny papież senior wciąż fascynuje wielu. Czy Franciszek może pociągnąć tych, którzy kochają Benedykta? Jestem przekonany, że tak. I wcale nie jest to przypadek tak rzadki.

Nie chodzi jednak o to, że ktoś tylko pogodził sympatię do jednego i drugiego, ale że odnalazł wspólny fundament myślenia obu papieży. Moim zdaniem jest nim słowo „spotkanie”.
 
Teologia wrażliwości
Kto dobrze poznał teologię Benedykta XVI, wie, że jest on przede wszystkim wiernym uczniem trzech pisarzy chrześcijańskich: św. Augustyna, św. Bonawentury i bł. Johna Henry’ego Newmana. Ostatniego ogłosił błogosławionym osobiście, chociaż praktyką Kościoła w tamtym czasie było angażowanie papieża jedynie na poziomie kanonizacji. To, co charakteryzuje wspomnianych autorów, to wrażliwość na sposób, w jaki człowiek przeżywa swoją wiarę. Mówimy o pisarzach, którzy pytają o przeszkody, na jakie natrafia w sobie i na zewnątrz człowiek wierzący, który chce z przekonaniem iść za Chrystusem i nie zatrzymuje się na poziomie bezrefleksyjnego wypełniania religijnych obowiązków. Ich teksty są pomocą w odczytaniu tego, czego w osobistym życiu pojedynczego katolika oczekuje Bóg, a czego nie da się wprost wyprowadzić z ogólnego nauczania Kościoła skierowanego do wszystkich.
Teolog Ratzinger jest zwolennikiem tego podejścia i troszczenia się o wiarę rozumianą jako osobowa relacja z Bogiem. Nie umniejszając przy tym dorobku takich teologów jak św. Tomasz z Akwinu, który kładł nacisk na intelektualne rozumienie treści wiary. W przekonaniu wielu ludzi tkwi niestety stereotyp „pancernego kardynała”, który nie rozumie niepokojów, jakie człowiek napotyka na drodze wiary.
 
Wiara jest spotkaniem
Pierwszym mistrzem młodego teologa Ratzingera był więc św. Augustyn. O nim późniejszy papież napisał swoją pracę doktorską. Istotnym punktem nauczania tego świętego było zasłuchanie w słowo Boże. Nawrócił się bowiem sam, słuchając słów Pisma Świętego. Owo usłyszenie słowa, czy też uwierzenie Słowu, opisał jednak nie tylko za pomocą intelektualnych pojęć, ale wpierw ujął w poetycką metaforę serca poruszonego pięknem. Augustyn nie tyle więc zrozumiał Słowo, ile Je spotkał. Spotkał Chrystusa, który Go zachwycił i do niego „przemówił”. Oczywiście nie głosem słyszalnym fizycznie, ale „poruszeniem wewnętrznym”. Augustyn pokochał więc nie tylko to, co przeczytał, ale przede wszystkim Tego, który przemówił.
Idąc po tej samej linii, Benedykt XVI, znany z precyzji i pieczołowitości o poprawność nauczania słowa Bożego w Kościele, nie skupia się jedynie na intelektualnej interpretacji Pisma Świętego, ale szuka środków wyrazu, które pozwolą wywoływać echo słowa w duszy człowieka. Zależy mu na tym, żeby Pismo Święte pomagało w odczytaniu we właściwym świetle doświadczeń własnego życia, a nie stało się jedynie zbiorem praktycznych wskazówek. W jednym ze swoich tekstów pisanych podczas pełnienia funkcji prefekta Kongregacji ds. Doktryny Wiary przypomina dosadnie, że „wiedza, która nie wzbudza miłości, nie pochodzi od Boga”.
 
Wiara jest rozeznawaniem uczuć
Dobrym przykładem „zarażenia się” sposobem myślenia św. Augustyna jest komentarz kard. Ratzingera do jego modlitwy. „Przedostatnia prośba z Ojcze nasz [nie wódź nas na pokuszenie] przypomina mi modlitwę św. Augustyna, który wśród burzy pokus prosił Boga o cnotę czystości” – napisał młody jeszcze kardynał. „Równocześnie, jak pisze w swoich Wyznaniach Augustyn, żywił on ukryte pragnienie, aby Pan Bóg jeszcze tym razem go nie wysłuchał” – dodaje Ratzinger. Albo, czytając dalej ten sam komentarz: „Wreszcie ostatnia prośba zbaw nas ode złego. Co właściwie jest złem dla nas, a co zbawiennym cierpieniem? Może prawda przeciwstawia się tu często naszym życzeniom. Może właśnie to, co nam miłe, jest naszym złem, a co nas boli – środkiem uzdrowienia?”.
Ratzinger zastanawia się, co zrobić, aby słowa Pisma Świętego naprawdę pomagały człowiekowi zrozumieć mu samego siebie i aby autentycznie pociągały go ku Bogu, a nie tylko były instrukcją poprawnego życia. „Wyuczona «poprawność» czasem nie ma nic wspólnego z miłością, a wymuszone przestrzegania zasad prowadzi do infantylizacji sumienia i podwójnej moralności” – pisał. W tym punkcie paradoksalnie trzyma się twardo zasady św. Tomasza z Akwinu, dla którego dojrzałość moralna to nie tylko postępowanie secundum recta racione (zgodnie z normą), ale także cum recta racione (z wewnętrznym przekonaniem).
 
Wiara jest miłością
Kardynał Ratzinger, a potem Benedykt XVI, nigdy nie zapomniał więc o augustiańskim „niepokoju ludzkiej duszy”, która szuka cierpliwego towarzyszenia. Rozumie, że w słowie Bożym trzeba spotkać Chrystusa, a nie tylko zrozumieć to, co jest napisane. „Wiara jest spotkaniem” – pisał w swojej pierwszej encyklice. Stąd zainteresowanie dorobkiem św. Bonawentury (który stał się przedmiotem jego habilitacji), z którego zaczerpnął wrażliwość na sposób, w jaki człowiek może spotykać Boga. Jeśli bowiem ma się przez słowo Boże dokonać autentyczne spotkanie, nie może zabraknąć doświadczenia miłości. Bóg nie może się objawić, jeśli nie jest przyjęty z miłością i jako miłość. „Przecież nic nie zostało odkryte ani ujawnione, jeśli słowo Boga nie trafiło na otwarte serce” – pisał zainspirowany myślą Bonawentury. Nie mogą więc nas dziwić wypowiedzi, w których Ratzinger podkreśla, że Bóg się nie objawia w Kościele, jeśli sam Kościół nie wzbudza wiary. A pierwszym i najważniejszym sposobem, aby wiara się rodziła jest głoszenie prawdy objawionej z miłością.
 
Wiara jest poruszeniem sumienia
W podobnym tonie poszerza tę koncepcję wiary rozumianej jako spotkanie w miłości, sięgając do bł. Johna Henry’ego Newmana. Od brytyjskiego kardynała uczy się duszpasterskiej wrażliwości na problematykę konfliktu sumienia. Jeśli bowiem wiara jest spotkaniem z Bogiem, który porusza serce, to znaczy, że człowiek powinien spontanicznie na to poruszenie odpowiedzieć. Każdy powinien, wydaje się, zachwycić się prawdą Bożego słowa. Dlaczego tak jednak nie jest? Newman odpowiada, że głos Boga nie daje się słyszeć wprost do sumienia człowieka, ale jest tylko jego echem. Odbija się w nagromadzonych doświadczeniach. Echo to odbicie od skały, którą jest kontekst życia, kultura, wychowanie i całe psychologiczne uwarunkowanie. Głos Boga jest więc w sumieniu człowieka słyszalny. Trzeba jednak pamiętać, że jest on tylko odbiciem głosu, którego właściwe odczytanie wymaga pomocy, towarzyszenia i rozeznania.
 
Spójność papieskich inspiracji
Papież Franciszek jest uczniem tej samej szkoły. Ten sam augustiański ton odnajduję w sposobie, w jaki papież definiuje ewangelizację, która nie jest samym głoszeniem, ale dążeniem do jak najbardziej autentycznego spotkanie człowieka z człowiekiem, w którym otwiera się przestrzeń na dzielenie wiarą. Odnajduję go również w Amoris laetitia, adhortacji, która podkreśla rolę sumienia, które potrzebuje cierpliwego i wyrozumiałego towarzyszenia, aby wzrastało ku pełnej prawdzie. Dostrzegam go w nauczaniu papieża o miłosiernym spojrzeniu Chrystusa. Franciszek przekazuje Go przez bliskość i dotyk, aby przygotować ludzi na coś więcej niż posłuszeństwo nakazom Kościoła.
Zasadniczą kontynuacją myśli Benedykta XVI w postawie i nauczaniu papieża Franciszka jest więc nieograniczanie przekazu wiary do nauczania intelektualnych prawd, ale pomoc w spotkaniu człowieka z Bogiem w kontekście jego osobistych przeżyć i emocjonalnych doświadczeń.
 
Hermeneutyka odnowy
Nie widzę między papieżem Franciszkiem i papieżem Benedyktem sprzeczności. Dostrzegam natomiast różne akcenty. Franciszek idzie głęboko za Newmanem, doceniając rolę sumienia. Benedykt XVI myśli podobnie, chociaż dopowiada prawdę o roli Kościoła jako przewodnika dla sumienia, które błądzi. Przewodnika wrażliwego!
W odczytywaniu spuścizny papieskiego nauczania, szczególnie w odniesieniu do dwóch ostatnich papieży, zastosowałbym więc zasadę sformułowaną przez Benedykta XVI. W kontekście sporów o rozumienie Soboru Watykańskiego II papież senior pisał, że obowiązuje nas „hermeneutyka odnowy”, a nie „zerwania i nieciągłości”. W kontekście różnic, jakie widzimy między papieżem Benedyktem i Franciszkiem, uważam, że można, a nawet należy, postąpić podobnie. Powinniśmy być gotowi na konieczne zmiany w Kościele, które za pontyfikatu papieża Franciszka są wyrazem głębszego zrozumienia słowa Bożego w aktualnej rzeczywistości Kościoła, a które nie zrywają z tym, czego rzeczywiście nauczał Benedykt XVI.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki