Kardynał John Henry ma wszelkie cechy, aby stać się inspiracją dla ludzi XXI w. Od 15 lat błogosławiony, od 6 lat – święty, a teraz Leon XIV ogłosi go doktorem Kościoła. Za życia dokonywał trudnych wyborów, szedł po chrześcijańsku „pod prąd” i nie był hołubiony przez katolików mimo dokonania konwersji z anglikanizmu. Dopiero pod koniec życia Leon XIII docenił go, mianując kardynałem (bez święceń biskupich). Newman był przy tym filipinem, znów pomiędzy – był jakby zakonnikiem, lecz nie składacie ślubów, bo nie jesteście zakonem. Jak to się stało, że został jednym z Was?
– Wybór drogi św. Filipa Neri to dłuższa historia. Kard. Newman jako ksiądz anglikański był wykładowcą w Oriel College w Oksfordzie, a ten uniwersytet ma bardzo ciekawą strukturę. W każdym college’u jest tzw. tutor – nadrzędny nauczyciel, który otacza troską i wsparciem grupkę studentów. Pod jego opieką zgłębiają określony obszar wiedzy. Przed konwersją porzucił tę pracę. Zrezygnował też z funkcji duchownego w kościele św. Marii w Oksfordzie. Na marginesie, zrobił to spektakularnie: na koniec kazania nagle zdjął kaptur duchownego anglikańskiego i przewiesił go na ambonie. Był wybitnym kaznodzieją, gromadził tłumy, co było niespotykane! Wbrew nawykom w sztywnym, „zabetonowanym” Kościele anglikańskim epoki wiktoriańskiej, wychodził do ludzi, szukał ich. Odwiedzał chorych. Był trochę św. Filipem Neri tego wyznania. W ten sposób odkrył, że do serca człowieka mówi się przez serce, tylko w bezpośrednim spotkaniu.
Tak brzmiało potem jego zawołanie kardynalskie Cor ad cor loquitur, czyli „Serce mówi do serca”.
– To efekt pracy duszpasterskiej, doświadczenia silnych relacji z ludźmi, których prowadził indywidualnie do Boga. Właśnie to doświadczenie, wraz z małymi grupami poznającymi prawdę pod kierunkiem „instruktora”, zaprowadziło go do charyzmatu filipinów.
Kiedy już rozważał przejście na katolicyzm, zamieszkał w Littlemore – małej wiosce pod Oksfordem. Zaadaptował tam gospodarstwo rolne. Śmiał się, że jego nawrócenie dokonało się w stajence betlejemskiej, bo miał pokój w budynku po byłej stajni (śmiech). Było tam z nim kilku przyjaciół. Wspólnie szukali drogi, gdyż nie mieścili się w anglikanizmie. Zaczął tam też nosić czarne spodnie, co sprawiło, że znajomi spodziewali się przejścia na katolicyzm (śmiech).
Jak rozumiem, był to katolicki element garderoby. Księża anglikańscy nosili inne kolory, by ich nie pomylono? (śmiech)
– Pewnie tak.
Lubił symbole. Symbolicznie zakończył posługę duchownego, spodniami wrastał w nową.
– Przełom nastąpił 9 października 1845 roku. Miał 44 lata. W ciemną deszczową noc do jego drzwi zapukał pasjonista ks. Dominik Barberi (już błogosławiony). Newman w Apologii napisał, że wiedział, co mu przynosi… Jakby Bóg odpowiedział na jego modlitwę. Czuł, że dłużej nie wytrzyma napięcia. Następnego dnia, w czasie spowiedzi, złożył wyznanie wiary na ręce ks. Barberiego. Tak został przyjęty do Kościoła rzymskokatolickiego. Przeżył to w poczuciu prowadzenia przez Światło, które potem przedstawił w słynnej modlitwie Lead, Kindly Light.
Przez całe życie szukał Światła, które utożsamiał z Prawdą i z Chrystusem. Napisał nawet: „nigdy nie zgrzeszyłem przeciwko Światłu”, to znaczy: szukałem go uczciwie.
U filipinów pogodził więc pasję poznawczą i pewność, duszpasterstwo indywidualne oraz wspólnotę, której potrzebował?
– Tak.
Wyjaśnijmy, co to znaczy: został przyjęty do Kościoła? Brzmi mało formalnie.
– Chrzest w Kościele anglikańskim jest u nas ważny. Przyjęcie do Kościoła dokonuje się więc poprzez akt wyznania wiary. Nie trzeba podpisywać żadnych dokumentów, wystarczy ksiądz, na którego ręce się to zrobi. Dziś powinien to być proboszcz parafii miejsca. On to odnotowuje w księgach parafialnych. I tyle. Oczywiście, w niektórych przypadkach trzeba przejść odpowiednie przygotowanie, ale sam akt przyjęcia nie ma jakichś spektakularnych elementów.
Po konwersji Newman pojechał do Rzymu, bo sakrament święceń musiał jednak przyjąć na nowo. Odbył formację, został księdzem. Zastanawiał się jednak, jaka formuła będzie dla niego odpowiednia. W ówczesnej Anglii nie istniały katolickie diecezje. Działały zakony, ale on nie chciał być ani jezuitą, ani dominikaninem. Ci pierwsi za mało miejsca zostawiali dla indywidualizmu, drudzy byli przeintelektualizowani. Filipini dali mu to, czego szukał: wspólnotę, w której ramach każdy walczy sam; nie traci przez to tożsamości, oryginalnego stylu. To była dla niego kluczowa kwestia w kontekście podejścia do znaczenia sumienia w katolicyzmie. Sumienie jest kategorią, z której najbardziej słynął i najwięcej tutaj wniósł do teologii.
W ten sposób znalazł swoją drogę. Filipini (inaczej oratorianie) zostali założeni w połowie XVI w. przez Filipa Neri, jednego z liderów kontrreformacji, który też żył w czasach bardzo trudnych dla europejskiego chrześcijaństwa. W Europie panował zamęt.
Wróćmy na moment do początku. Newman urodził się w 1801 roku w Londynie, tuż po Wielkiej Rewolucji Francuskiej, która wywróciła do góry nogami porządek w całej Europie (do tej pory błędnie uznawany za naturalny). Kwitło Oświecenie, nauka uniezależniła się od religii. Nastała epoka wiary w ideę postępu, w możliwości ludzkiego rozumu. XIX w. to czas industrializacji, urbanizacji i migracji, pojawia się mnóstwo ważnych wynalazków. Rozwija się nauka, z filozofii wyodrębnia się socjologia i psychologia. Rośnie w siłę ruch antykolonialny i dojrzewa idea narodu w sensie, w jakim dziś jest pojmowany. Kościół nie umie się w tym odnaleźć, reaguje potępieniem i negacją (istnieje Państwo Kościelne!). Na początku Newman nie był religijny, pierwsze nawrócenie przeżył w wieku 15 lat. Czuł za to lęki, co mogło mieć związek z ówczesnym chaosem. Czy nie dlatego szukał prawdy i tego, co stabilne? Kościół katolicki oferował tu więcej niż anglikanizm.
– Do tego trzeba dodać specyficzny kontekst wiktoriańskiej Anglii. Nie do końca się jednak zgodzę na tę tezę. Ocena Newmana pochodzi głównie z perspektywy jego autobiografii Apologia pro vita sua, którą napisał po przejściu na katolicyzm. Kiedy się ją czyta, wydaje się poetycka, chwilami wręcz egzaltowana. Newman był poetą, człowiekiem o wielkiej wrażliwości. Napisał Meditations and devotions. Można więc odnieść wrażenie, że doświadczał lęków. Ale z drugiej strony twardo stąpał po ziemi, był realistą.
Dobrze to widać na przykładzie jego wyjazdu na Sycylię. Jest to pewien mało znany wątek w jego biografii. W latach 30. XIX w. Newman pojechał z przyjaciółmi do Włoch, gdzie zresztą utwierdzał się w przekonaniu, że katolicy to tylko przesądy, procesje, relikwie itd. Bardziej folklor niż religia, a na pewno nie ten pierwotny Kościół ewangeliczny, na którym mu zależało. Miał już wracać, ale zdecydował się na mocno szalony pomysł: wyjazd na Sycylię. Znajomi próbowali go od tego odwieść, ale się uparł! Pojechał i… zachorował na febrę. Był na granicy życia i śmierci. Służący, który się nim opiekował, pytał już, czy po jego śmierci może wziąć jego majątek… To tam Newman napisał: „nie umrę, ponieważ nigdy nie zgrzeszyłem przeciwko Światłu”. Podróż traktował później jako drugie nawrócenie. Wyprawa pokazuje go jako człowieka z krwi i kości, a nie tylko – wrażliwego mistyka.
Kiedy wczytamy się w utwór Kalista, w którym pod pozorem opowieści z III w. dzieli się refleksjami na temat sumienia, poszukiwania Boga w głębi serca, także widać, że nie był duchowym marzycielem motywowanym przez emocje. Prezentuje głęboki realizm duchowy. Nie możemy patrzeć na Newmana tylko przez pryzmat uczuć i jego poezji.
Chodziło mi nie o poezję, tylko o analogię jego epoki do współczesnej. Żyjemy w czasach pluralizmu, wielokulturowości, subiektywizmu, zwątpienia w prawdę obiektywną. Liczy się to, co jest prawdą „dla mnie”, do czego dochodzi wieloznaczność ponowoczesności i dezinformacja postkultury. Kościół w Polsce sobie nie radzi, rodzi się pokusa ideologizacji wiary; zamknięcia w twierdzy. Kościoły anglikańskie łatwiej ulegają z kolei presji z zewnątrz.
– Tu się zgodzę. Newman wyraził obawy wobec „nowego świata” w swoim kazaniu The Mission of St. Philip Neri, które wygłosił z okazji inauguracji pierwszego Oratorium w Wielkiej Brytanii 2 lutego 1848 roku. Kościół jawił mu się jako łódź, która sunie po wzburzonych falach morza. Wszystko wokół wydaje się niespokojne, niejasne. Przypomina tam, że podobnie było w XVI w., kiedy w Rzymie pojawił się św. Filip. Na trudne czasy Pan Bóg posłał świętego. On miał w sercu Rzymu dokonać głębokiej reformy. Ważne jest to, co „w sercu”. Nie chciał reformy poprzez rewolucję strukturalną i społeczną, chodziło o oddolne inicjatywy zmierzające do nawrócenia, powrót do źródeł Ewangelii. Kościół wymagał zmiany duchowej. Newman widział tak również swoją drogę.
Wcześniej próbował reformować anglikanizm, czemu służył współtworzony przez niego ruch oksfordzki. Im dłużej to trwało, tym bardziej tracił nadzieję. Odkrywał za to ukrytą głębię Kościoła katolickiego. Intensywnie wracał przy tym do analizy pism ojców Kościoła. Jego studia nad arianami, herezją z IV w., która miała walny wkład w zwołanie pierwszego w historii soboru powszechnego w Nicei 1700 lat temu, doprowadziły go do konstatacji, że dzisiejsi protestanci są jak arianie. Anglikanie to semi-arianie. Jedynie w Kościele rzymskokatolickim znalazł to, co było katolickie tj. powszechne na początku. Jego droga do Kościoła to był długi proces poszukiwań, który nie skończył się po dokonaniu wyboru. Newman był katolikiem pytającym, poszukującym i samodzielnie myślącym, co stanowi świetny wzór na obecne czasy.
A nie był naukowcem. Nam się trochę zlało szukanie prawdy ze specjalizacją zawodową, jakby to była domena nauki. Tymczasem jego jedyną motywacją było życie autentycznie chrześcijańskie, bo nie wiedział, kogo słuchać i czyją drogę wybrać. To są też nasze dylematy.
– Był duszpasterzem, dzielił się odkryciami z innymi. Przejawiał wielką troskę o formowanie ludzi świeckich. W tym także pomogło mu bycie filipinem. Św. Filip, oprócz dania pewnej wolności współbraciom, wyróżniał się tym, że kładł ogromny nacisk na formację laikatu. W Oratorium był czas na poznanie historii Kościoła (początki badań archeologicznych w Rzymie to zasługa św. Filipa), rozwój intelektualny i duchowy ludzi dorosłych.
Kościół próbuje wracać do katechezy dla dorosłych, ale bez większych efektów. Po ukończeniu studiów nie ma sensownego duszpasterstwa świeckich.
– Filip pracował też z dziećmi i młodzieżą, ale przede wszystkim organizował oratoria dla dorosłych. W ich ramach prowadzono wykłady z dogmatyki, z teologii, z historii Kościoła. W XVI w. Luter dokonał przekładu Biblii na języki narodowe, ale w Kościele mogli ją czytać tylko ci, którzy znali łacinę. I oczywiście nie byli analfabetami. Oratoria pomagały w byciu chrześcijaninem.
Kard. Newman już w XIX w. zaczął tłumaczyć Biblię na język angielski (wtedy, o czym mało kto wie, wciąż oficjalnym językiem urzędowym w Wielkiej Brytanii była łacina). Po angielsku pisał życiorysy świętych. Dlatego jest ważną postacią w historii literatury angielskiej.
Co to znaczy: szukać prawdy w Kościele?
– Istnieje ryzyko spłycenia tego, co Newman robił przez całe życie. My czasem rozumiemy szukanie tak: zostaliśmy wyedukowani na lekcjach religii, uczyliśmy się tego, co Kościół wyznaje, a teraz na bazie wiedzy możemy szukać prawdy sami. Newman nigdy się w tym nie zatrzymał, szukał prawdy poważnie i w sposób systematyczny: czytał, odkrywał, prowadził studia, analizy i tłumaczenia. Było to podparte rzetelną formacją intelektualną i duchową. Nie zakładał: mam bazę, to sobie poradzę z każdą wątpliwością. Poza tym świat dziś tak szybko się zmienia! Kilkadziesiąt lat temu nie mieliśmy dylematów bioetycznych takich jak dziś. Medycyna rozwiązuje jedne problemy – i generuje nowe. Nie da się ich rozwiązać na bazie kilku prostych reguł, które otrzymaliśmy w szkole. Nasze czasy wymagają kształcenia ustawicznego, ciągłej edukacji. I bardzo się przyda przykład zaangażowania Newmana w formację świeckich. Miał też wkład w tworzenie uniwersytetu katolickiego w Dublinie w Irlandii. Bez formacji dorośli sobie nie radzą z praktycznymi wyzwaniami życia. Para nie może mieć dzieci – dlaczego więc nie może skorzystać z procedury in vitro? Przecież przestanie cierpieć. Takich przykładów jest dużo.
Wyznaję zasadę: dzieci się błogosławi, dorosłych się naucza. Tak przynajmniej robi Pan Jezus w Ewangelii. Bez permanentnej, bardzo przemyślanej i pogłębionej formacji nie będziemy szukać prawdy, tylko sięgać po proste, stereotypowe i archaiczne odpowiedzi.
To wymaga stawiania pytań, dopuszczenia do głosu wątpliwości. I odwagi do zdobywania wiedzy.
– Dzisiaj wielu katolików zatrzymało się w rozwoju duchowym, intelektualnym. My, księża, też jesteśmy winni. Są wierni na Mszy? Dobrze! Kazanie jakieś się powie. Na katechezie szkolnej zrealizuje się jakiś temat z katechizmu. Nie próbujemy iść głębiej. Newman daje przykład, jak to robić. Nie bał się trudnych tematów. To wymaga przejścia od duszpasterstwa masowego, myślenia w kategoriach tłumu, do spotkania z człowiekiem w swojej parafii.
Motto Newmana „Serce mówi do serca” mówi o osobistej relacji. Do tego była mu też potrzebna praca w grupie. My idziemy dziś w wielkie wydarzenia ewangelizacyjne, z fajną muzyką i gośćmi. Zaniedbując formację głęboką „po”. Czy to wystarczy w zetknięciu ze współczesnymi problemami etycznymi? One dotyczą życia codziennego. To konkretny człowiek musi zdecydować, czy zamieszka przed ślubem z partnerem, czy nie, stara się o poczęcie dziecka w każdy medycznie dostępny sposób, czy nie. Sama pobożna modlitwa w tym nie pomoże. Bez autentycznej, głębszej formacji, człowiek się gubi.
Dochodzimy do centralnej dla kard. Newmana kwestii, jaką jest sumienie. Powiedział mi Ksiądz, że macie nadzieję na ogłoszenie kard. Johna Newmana „Doktorem sumienia”. Czy papież taką formułę przyjmie, zobaczymy. Czym jest dla Newmana indywidualne sumienie?
– Kiedy współczesny Katechizm Kościoła katolickiego mówi o sumieniu, cytuje Newmana. Według niego jeżeli człowiek wchodzi w sumienie uczciwie, kształtuje je, zawsze usłyszy głos Boga. Znów wracamy do formacji, bo sumienie bez niej nie działa. Oderwanie go od formacji intelektualnej pozbawia nas argumentów. Zostaje wola. Coś tam we mnie mówi: „możesz zrobić to i to, bo jest dla ciebie użyteczne”. Jak odróżnić głos mój od głosu Boga?
Sumienie u Newmana to prawdziwy głos, przed którym nie da się uciec. Zawsze osądzi właściwie, nawet jeśli wymaga to wyrzeczeń. Sumienie to jestem ja „najczystszy”, bez zewnętrznych powłok moich nawyków, przyzwyczajeń, stereotypów, wygody, rozmaitych układów. Sumienie się nie myli. Osądza prawdziwie. Jest głosem osądu Boga. Z tym że jest to Bóg miłości, który kocha człowieka do szaleństwa i oddaje za niego życie. Nie ma prawdy bez miłości – i odwrotnie. Bóg nie uczy nas nienawiści, agresji i upokarzania innych, nie narzuca prawdy siłą. Prawda jest Światłem, „promykiem dla pierwszego kroku” (Lead Kindly Light), który pozwala stawiać kolejne w drodze do zjednoczenia z Chrystusem i zrealizowania swojego powołania. Kiedy podczas podróży na Sycylię Newman odkrywał to niezwykłe światło prawdy w swoim sumieniu, zapisał: „mam zadanie do wykonania” i myślę, że to jest wciąż aktualny program dla każdego chrześcijanina: formacja sumienia i poszukiwanie Prawdy, żeby promieniować Światłem Boga.
---
Ks. Mateusz Kiwior COr
Filipin (oratorianin), od ponad 25 lat w Kongregacji Oratorium św. Filipa Neri w Tarnowie, reprezentuje polskich filipinów w Konfederacji Oratorium; interesuje się wpływem charyzmatu oratoryjnego na kulturę i sztukę, szczególnie na Antonio Gaudiego i J.R.R. Tolkiena; prywatnie właściciel czarnego sznaucera olbrzyma o imieniu Gandalf
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!














