Czy Jezus był uchodźcą?

Czy przyznamy Jezusowi status uchodźcy, czy nie, to w gruncie rzeczy spór na gruncie prawa międzynarodowego. Tymczasem chodzi o coś więcej, bo chodzi o Ewangelię – o przykazanie miłości wzajemnej
Czyta się kilka minut
Ks. Wojciech Nowicki | fot. Zuzanna Szczerbińska/PK
Ks. Wojciech Nowicki | fot. Zuzanna Szczerbińska/PK

Po tym, jak kardynał Konrad Krajewski powiedział podczas homilii do młodzieży w Casa Polonia w Rzymie, że Jezus był uchodźcą, rozpoczęła się w sieci dyskusja nad tym, czy rzeczywiście nim był. Jedni argumentowali, że nie był, bo przecież inaczej wówczas rozumiano to pojęcie i zjawisko, niż je definiujemy współcześnie. Inni wskazywali, że ówczesny basen Morza Śródziemnego był częścią wielkiego Imperium Rzymskiego, więc ucieczka do Egiptu to trochę jakby ktoś uciekał z Florydy do Alabamy, między dwoma częściami tego samego państwa. W końcu obrońcy tezy o uchodźstwie Świętej Rodziny wskazują, że musiała uciekać z powodu bezpośredniego zagrożenia życia i w nowym miejscu Jezus, Maryja i Józef byli obcymi, przybyszami, poniekąd z wrogiego im regionu.
Ostatecznie cała ta dyskusja sprowadza się do ujęcia problemu od strony społeczno-politycznej, zamiast duchowej – właściwej Ewangelii. Czy przyznamy Jezusowi status uchodźcy, czy nie, to w gruncie rzeczy spór na gruncie prawa międzynarodowego. Tymczasem chodzi o coś więcej, bo chodzi o Ewangelię – o najbardziej fundamentalne przykazanie, jakie nam Jezus zostawił: przykazanie miłości wzajemnej. Naukę, że miłość do Boga prowadzi przez miłość do człowieka i to tego, którego z trudem nazwalibyśmy naszym bliźnim.
Jest tu jeszcze jeden ważny aspekt – relacja, jaka zachodzi między religią a narodem. To napięcie możemy rozłożyć na relacje Kościół – państwo, Lud Boży – naród, uniwersalizm – partykularyzm. Słusznie zwraca uwagę w felietonie Michał Szułdrzyński, że koncepcja narodu i państwa, tak jak je dzisiaj rozumiemy, jest stosunkowo młoda. Co najmniej dziesięciokrotnie młodsza niż samo chrześcijaństwo. Siłą jego ekspansji był właśnie ów uniwersalizm, który nie ograniczał zbawienia li tylko do jednego narodu – narodu żydowskiego – ale wychodził ku wszystkim narodom świata. Chrystus bowiem przyszedł zbawić każdego człowieka, niezależnie od jego przynależności narodowej.
W historii naszego narodu rola Kościoła silnie się z nim sprzęgła. Co miało swoje plusy – Kościół był często przestrzenią wolności, nośnikiem kultury, a także często i wartości narodowych, wiara była siłą jednoczącą naród pozbawiony w swej historii państwowości lub niezależności. Ale rzecz miała też i swoje minusy – w pewnym momencie katolicyzm i polskość zrosły się tak mocno, że to połączenie zaczęło stanowić pewien problem, bo stało się wykluczające wobec tych, którzy nie mieszczą się w pojęciu Polaka-katolika. Tym napięciem umiejętnie manipulują politycy z obu stron politycznego sporu o migrantów i uchodźców. Cierpi jednak na tym prawda, cierpi Ewangelia, cierpi rdzeń naszej chrześcijańskiej wiary.
O tym napięciu rozmawiamy z biskupem Krzysztofem Zadarką, który w polskim episkopacie odpowiedzialny jest za tematykę migracji. Mówi on między innymi: „Trafiają się zbyt daleko idące skróty myślowe, które mogą na przykład wyjaśniać różne rozdziały historii polsko-niemieckiej, ale na pewno nie tłumaczą relacji z drugim człowiekiem na gruncie wiary. Absolutnie wówczas nie ma miejsca na myślenie w perspektywie «braterstwa i przyjaźni społecznej» papieża Franciszka z Fratelli tutti, na co nie powinniśmy pozwolić, jeśli pragniemy realizować miłość bliźniego w wymiarze społecznym”.
Tematem numeru uczyniliśmy jednak inny, ważny problem, a mianowicie dotyczący sharentingu. Obecnie w wielu instytucjach przepisy są tak restrykcyjne, że nie pozwalają na umieszczanie w sieci zdjęć dzieci bez zgody ich prawnych opiekunów. Rozmawiając z księżmi pracującymi na Zachodzie, zauważyłem na tym punkcie duże wyczulenie. Próżno szukać na oficjalnych profilach parafii czy duchownych zdjęć, na których byłyby osoby małoletnie. Tymczasem zdjęciami swoich dzieci chętnie dzielą się rodzice. Według danych National Center for Missing & Exploited Children niemal połowa zdjęć wykorzystywanych przez sprawców molestowania dzieci pochodzi z materiałów opublikowanych przez samych rodziców w mediach społecznościowych. Brytyjski Barclays prognozuje, że do 2030 roku zjawisko sharentingu będzie odpowiadać za dwie trzecie przypadków kradzieży tożsamości osób małoletnich. Stawiamy więc pytanie, jak roztropnie – bez przesady, ale z dużą dozą ostrożności – dzielić się wizerunkiem swoich dzieci w internecie, aby nie narażać ich na niebezpieczeństwo. Odpowiedzi szukają (i znajdują) Weronika Frąckiewicz i Angelika Szelągowska-Mironiuk.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 32/2025