Sierpień jako miesiąc trzeźwości to pomysł podobnie absurdalny, jak byłby nim „lipiec miesiącem wierności małżeńskiej” – takiego mocno krytycznego pod adresem Kościoła porównania używa w wywiadach Robert Rutkowski, znany terapeuta uzależnień, autor książek, w tym wydanej ostatnio Alkoiluzji. Chociaż – dla ścisłości – w Kościele apele kierowane są o dobrowolną abstynencję.
Rutkowski jest piewcą opinii, że nie ma bezpiecznej ilości alkoholu, a na potwierdzenie tej tezy przytacza mnóstwo poważnych badań naukowych powiązujących picie nawet niewielkich ilości etanolu z powstawaniem nowotworów czy innych śmiertelnych chorób.
W długiej rozmowie z youtuberem Karolem Paciorkiem na kanale „Imponderabilia” wyrażał wręcz zdziwienie tym, że Kościół katolicki nie uznaje za ciężki grzech ani picia alkoholu, ani palenia papierosów – choć obie te substancje są rodzajami narkotyków, zatruwających nasz organizm i prowadzących do śmierci, podobnie jak robi to amfetamina, marihuana czy heroina.
Długa lista alkoholowych grzechów
Jego uznawana za mocno radykalną książka daje do myślenia. Szczególnie że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, do czego prowadzi kultura picia alkoholu w naszym kraju. To nie tylko śmiertelne wypadki na drogach, powodowane przez pijanych kierowców; to nie tylko rozbijane przez chorobę alkoholową rodziny i związki oraz strzaskane dzieciństwa kolejnych pokoleń polskich dzieci. To również obciążające system zdrowia długie listy chorób, czy przewlekłych, czy wprost śmiertelnych, zniszczone życiorysy osób, które nie znalazły odpowiedniej pomocy i przyzwyczajenia, przenoszone na kolejne pokolenia.
Fakty te potwierdzają statystyki. Chociaż pojawiają się w tradycyjnym liście na sierpień – miesiąc abstynencji – przygotowywanym przez biskupa przewodniczącego Zespołowi KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych – nie uderzają nas one tak mocno, jak powinny.
Bo Polska ma rzeczywiście rosnący problem z alkoholem. Wbrew obiegowej opinii pijemy dziś znacznie więcej czystego etanolu na głowę niż w czasie siermiężnych lat PRL. W roku 1970 było to 5,1 litra, zaś w roku 2024 już 11 litrów. Jak przekonuje OECD, w której statystykach niestety Polska znajduje się w niechlubnej czołówce państw pijących najwięcej, mowa o tym, że pijemy dziś mniej czystej wódki niż kiedyś, za to więcej kulturowo akceptowalnych piwa i wina – to czyste mydlenie oczu. Tych „kulturalnych” bowiem trunków pijemy tak dużo, że i tak ilość czystego etanolu wychodzi większa, niż gdybyśmy, jak w PRL, pili przede wszystkim wódkę.
Od 2010 roku spożycie alkoholu w Polsce wzrosło o 10 proc., chociaż w większości krajów OECD w tym samym czasie spadło. Szczególnie niepokojący jest fakt, że jedna trzecia dorosłych regularnie nadużywa alkoholu, czyli spożywa sześć lub więcej porcji alkoholu przy jednej okazji. Problem ten dotyczy głównie mężczyzn, którzy piją trzykrotnie więcej niż kobiety.
Jeszcze bardziej niebezpieczne jest to, że zwyczaje przekazujemy sobie między pokoleniami, o czym świadczy fakt, że młodzież – choć widać w niej tendencję do powolnego porzucania tego zwyczaju – nadal postrzega alkohol jako fajny rozkręcacz imprez. Alkohol na studniówkach jest powszechny. Połowa dzieci w wieku 10–12 lat ma już za sobą inicjację alkoholową – nie tyle upicie, ile poczucie jego smaku. Bo przecież „jeśli babcia lub dziadek pozwoli umoczyć usta w kieliszku z winem, to nic się nie stanie!”.
Niebezpieczne jest nie tylko nasze oswojenie z problemem, ale również to, że powszechnie go bagatelizujemy, żyjąc często w przekonaniu, że „alkohol jest dla ludzi” i lampka wina do obiadu nie zabija tak, jak robi to kreska kokainy spożyta w łazience na imprezie.
To z alkoholików w popkulturze się śmiejemy, czyniąc ich bohaterami memów. Nie robimy tak z narkomanami, uznając dopiero narkotyki za czyste zło. Dużą rolę odgrywają w tym reklamy i szeroko rozumiana popkultura. W ogromnej liczbie filmów i seriali pierwszym, co robi zmęczony dorosły po powrocie z pracy, jest wyjęcie z lodówki puszki piwa albo nalanie sobie kieliszka wina. Romantycznym kolacjom ciągle towarzyszy czerwone, wytrwane wino. Akceptowane przez polskie prawo reklamy piwa – pod przykrywką bezalkoholowego – umacniają w nas przekonanie, że piwny „sześciopak” jest niezbędny podczas kibicowania drużynom sportowym, podczas przyjacielskich pogawędek czy aby rozkręcić imprezę.
Czy Pan Jezus pił wino?
Dopytywany przez dziennikarzy Robert Rutkowski wprost jest zdziwiony tym, że Kościół – mający w Polsce tak ogromny posłuch – w zasadzie dołącza do tego chóru głoszącego przekonanie, że umiarkowane picie jest dla ludzi. Uważa, że podtrzymywanie tradycji jednego miesiąca w roku, w którym zachęcamy do abstynencji, właśnie to przekonanie podtrzymuje. Skoro bowiem abstynencję w sierpniu mamy traktować jako post w intencji osób uzależnionych czy jako towarzyszenie osobom wychodzącym z uzależnienia – to tak naprawdę podtrzymujemy niebezpieczne przekonanie o tym, że istnieje bezpieczna ilość alkoholu. W sierpniu go nie pijemy, ale już we wrześniu, październiku czy w maju – dlaczego mielibyśmy sobie odmówić?
Umiarkowane picie „wina, które rozwesela serce”, zdaje się dopuszczalne w samej Biblii, jest też obecne nawet na ostatniej wieczerzy, a co za tym idzie – również na każdej Eucharystii. Robert Rutkowski przeprowadził do swojej książki sporo poszukiwań badawczych mających ustalić, czy Pan Jezus zezwalał na umiarkowane picie wina, czy też nie. Dotarł do badań włoskiego teologa, adwentysty Dnia Siódmego ks. Samuele Bacchiocchiego, który dowodzi, że owo kościelne przyzwolenie na umiarkowane picie wynika z błędu tłumaczy Pisma Świętego, którzy dwa różne słowa używane w tekstach biblijnych na określenie wina wrzucają do jednego „worka”, tłumacząc jako „wino”. Według Bacchiocchiego zarówno Stary, jak i Nowy Testament nazywają winem tak bezalkoholowy sok winogronowy – ten, który nie odurza, jak i sfermentowany, zmieniający umysł. Zatem wszędzie tam, gdzie wino uznawane jest za niewinny i dobry napój, który pokrzepia serce, ma być w rzeczywistości mowa o niefermentowanym owocu winorośli. Z kolei tam, gdzie picie wina jest potępiane, ma według tego badacza występować słowo określające napój sfermentowany, czyli taki, jaki dziś rozumiemy pod określeniem wina.
Według Bacchiocchiego nawet w pierwszych wiekach chrześcijaństwa do Mszy św. używano zatem owej bezalkoholowej odmiany wina, ponieważ takiej, według niego, miał też użyć sam Pan Jezus podczas ustanowienia Eucharystii. Znalazł również dowody na to, że Pan Jezus w Kanie Galilejskiej przemienił wodę w wino właśnie bezalkoholowe – najświeższy, najwyżej ceniony sok winogronowy…
---
Nie sposób dziennikarce zweryfikować dostatecznie prawdziwości tych dowodów. Skoro jednak na własne oczy widzimy dziś, do jakiego spustoszenia prowadzi de facto pogląd o tym, że „alkohol jest dla ludzi”, może warto włączyć i tę biblijną argumentację do powodów przyjęcia całkowitej abstynencji jako zwykłego stylu życia. Szczególnie że znamy dziś zarówno bezpieczne sposoby świetnej zabawy towarzyskiej bez alkoholu, jak i bezpieczne sposoby radzenia sobie z problemami natury psychicznej, na które tak naprawdę stosowany jest zwykle alkohol. Nadzieja w tym, że przybywa osób uważających picie za towarzyski obciach. I w tym, że problem poruszają nie tylko zatroskani sytuacją wiernych biskupi, ale i ludzie niewierzący.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













