Historia św. Ignacego przez wieki była opowiadana w ogromnym uproszczeniu. Surowy rycerz, który nawrócił się po strzaskaniu mu nogi przez armatnią kulę, po czym założył równie surowy zakon, charakteryzujący się wojskową dyscypliną i ślepym posłuszeństwem. Kto się nie zetknął z takim przedstawieniem postaci baskijskiego mistyka, niech pierwszy rzuci kamień. Jednak w świetle odnowionego i pogłębionego spojrzenia na historię świętego, jego duchowość i początki założonego przez niego zakonu coraz wyraźniej widać, że taki obraz świętego nawet nie tyle zaciemnia, ile wypacza to, kim był Ignacy Loyola, a co za tym idzie, jaki jest sens i istota Towarzystwa Jezusowego. Tym bowiem, co najmocniej ukształtowało przyszłego świętego, owszem, była rana, ale bynajmniej nie ta w kolanie, odniesiona podczas obrony oblężonej Pampeluny w 1521 roku. Ta opowieść zaczyna się trzydzieści lat wcześniej na zamku Loyola w Azpeitii w Kraju Basków.
Narodziny w cieniu śmierci
Wtedy to – jako najmłodsze z trzynaściorga dzieci w jednej z arystokratycznych baskijskich rodzin – przyszedł na świat Iñigo López de Loyola. Radość z pojawienia się nowego życia szybko została osnuta cieniem rodzinnej tragedii. Niedługo po porodzie chłopca zmarła bowiem matka. Brak doświadczenia bezwarunkowej matczynej miłości naznaczył serce chłopca raną, która miała pozostać z nim przez całe życie. Z upływem kolejnych dziecięco-młodzieńczych lat, rana pogłębiała się. Iñigo dorastał jako najmłodszy, a co za tym idzie, zasadniczo pozbawiony szans na odziedziczenie rodzinnego majątku. Ciągle w cieniu starszego rodzeństwa, od najmłodszych lat nauczony, że na uwagę, docenienie i miłość trzeba sobie zasłużyć. Zgodnie z dość powszechną praktyką tamtych czasów, początkowo przeznaczony został do stanu duchownego, przyjął nawet niższe święcenia. Jednak tym, co naprawdę go pociągało, było życie rycerskie, do którego zaprawiał się już jako chłopiec, dorastając na arystokratycznych dworach. Dokonania żołnierskie, zabawa, pojedynki i podboje miłosne wypełniły wczesną dorosłość Iñiga. Poszukiwanie nowych doznań i ciągłe udowadnianie czegoś sobie i innym znalazło swój kulminacyjny moment we wspomnianej już obronie Pampeluny obleganej przez francuskie wojska. Sytuacja była beznadziejna. Siły hiszpańskie były skazane na porażkę i wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Jednak Iñigo przekonał towarzyszy broni do swoich militarnych ambicji i wspólnie podjęli się tej dramatycznej obrony miasta wbrew wszelkiej nadziei. W końcu kula armatnia strzaskała jedną nogę wojowniczego Baska i uszkodziła drugą, co było początkiem końca zarówno tej heroicznej obrony, jak i całej jego rycerskiej kariery. Jednocześnie okazała się początkiem nowej ścieżki, która ostatecznie miała doprowadzić go do upragnionego i gorączkowo poszukiwanego doświadczenia życia w pełni.
Błogosławiona nuda
Znajdującego się na krawędzi życia i śmierci Iñiga przeniesiono do rodzinnego zamku Loyola. Tam, po kilku bardziej lub mniej udanych operacjach zdewastowanej nogi, po których o mały włos nie przeniósł się przedwcześnie na drugi świat, w końcu cudownie zaczął wracać do zdrowia. W trakcie długiej i żmudnej rekonwalescencji jego głowę zajmowały marzenia o przyszłych spektakularnych działaniach, jakich chciał dokonać, żeby dowieść swojego męstwa i zdobyć względy „damy swojego serca”. Gdy po pewnym czasie we znaki zaczęła mu się dawać nuda, sięgnął po jedyne dwie książki, jakie były na zamku: Żywoty świętych Ludolfa z Saksonii i Złotą legendę Jakuba de Voragine. Lektury te dostarczyły mu nowego tematu do rozmyślań. Zaczął mianowicie rozważać inne heroiczne czyny, którymi mógłby się odznaczyć: upodabniając się w surowych umartwieniach, pokutach i modlitwach do tych herosów ducha, jakimi jawili mu się św. Franciszek i św. Dominik, a nawet prześcigając ich w radykalizmie i gorliwości.
Pierwszy przełom
Długi czas w ciszy i samotności sprzyjał nie tylko pogrążaniu się w rozważaniach o przyszłości, ale i autorefleksji. Iñigo zauważył, że między marzeniami o podbojach rycerskich a tymi o życiu poświęconym Bogu nie zachodzi jakaś zasadnicza różnica. Jedne i drugie sprawiały mu przyjemność, rozpalając jego wyobraźnię i serce. Różnica polegała na tym, co zachodziło w jego wnętrzu później, kiedy przestawał oddawać się marzeniom. W pierwszym przypadku odczuwał pustkę i oschłość. W drugim, nadal odczuwał pokój i zadowolenie. W ten sposób doszedł do jednego z przełomowych odkryć w historii duchowości: że Bóg i cały świat duchowy może oddziaływać na nas na poziomie afektywnym, dlatego ważny jest kontakt z własnymi uczuciami i tym wszystkim, co dzieje się w naszym sercu. To zarazem pierwszy krok w sztuce tzw. Rozeznawania duchów (sic!). Duch dobry prowadzi nas do kontaktu z naszymi najgłębszymi pragnieniami i predyspozycjami, co za tym idzie, do podejmowania decyzji zgodnych z naszym sercem i wolą Bożą, a przez to – do wewnętrznego pokoju. Duch zły natomiast stara się nas odciągnąć od tej życiodajnej spójności, ostatecznie prowadząc do niezadowolenia i wyjałowienia. Sztuka życia zgodnego z wolą Bożą, a zatem życia spełnionego i szczęśliwego, polega na podążaniu za podpowiedziami ducha dobrego. W przypadku Iñiga odkrycie tej zależności doprowadziło go do przekonania, że jego życiowym powołaniem ostatecznie nie jest bycie rycerzem, ale pielgrzymem oddanym Bogu. W tym odnalazł pierwsze doświadczenie pokoju serca. Mimo tego przełomu nadal był dość daleko od prawdziwego nawrócenia, które miało się rozpocząć na dobre około dwóch lat później.
Nawrócenie
Po powrocie do zdrowia Iñigo rozpoczął swoją pielgrzymią drogę. Zamierzał udać się do Jerozolimy, żeby prowadzić radykalne życie pokutnicze w miejscach, w których żył Pan Jezus. Swoją drogę rozpoczął od udania się do popularnego sanktuarium maryjnego w Montserrat. Tam symbolicznie złożył broń u stóp Matki Boskiej, która stała się jego nową „damą serca”. Następnie udał się do pobliskiej Manresy. Początkowo planował zatrzymać się tam kilka dni, ostatecznie został przez rok. W pierwszym okresie doświadczył tam potężnego kryzysu duchowego i psychicznego, aż po myśli samobójcze. Ciągle wracało do niego widmo dawnych grzechów, poczucie, że mimo ekstremalnych i wyniszczających dla organizmu pokut, jakie sobie narzucał, ciągle nie jest godny miłości Boga. Rana w sercu, wyniesiona z dzieciństwa, przypominała o sobie z całą mocą. Doświadczenie niemożliwości zasłużenia na miłość, we cześniejszym życiu zagłuszane historiami miłosnymi i aktami żołnierskiej brawury, w sytuacji totalnego ogołocenia dało o sobie znać w całej pełni, prowadząc na skraj śmiertelnej rozpaczy. W tym doświadczeniu pustki i całkowitej bezradności Iñigo otrzymał łaskę głębokich przeżyć mistycznych, na czele ze słynną wizją Trójcy Świętej „jakby pod postacią trzech klawiszy”, czyli
de facto trzech dziejów składających się na jednolicie i harmonijnie brzmiący akord. Doświadczenie wszechogarniającej i zupełnie darmowej miłości uwolniło go od skrupułów i śmiercionośnego przekonania, że musi się ekstremalnie wykazać, żeby zasłużyć na miłość Boga.
Pomagać duszom!
Wtedy właśnie powstał rdzeń jego słynnej metody prowadzenia ludzi do bezpośredniego i przemieniającego doświadczenia Boga, w postaci książeczki Ćwiczenia duchowe. Iñigo skrupulatnie spisywał kolejne propozycje ćwiczeń, wskazówek i rozważań, po czym przez kolejne lata prowadził ludzi w tych rekolekcyjnych ćwiczeniach w różnej formie, na podstawie zdobywanych doświadczeń dopracowując ostateczny kształt książeczki. Jednocześnie uczył dzieci i prostych ludzi katechizmu, służył różnym osobom przez towarzyszenie duchowe i rozmowy na temat wiary, jednocześnie prowadząc ciągle żebracze i surowe życie, choć już nie tak autodestrukcyjne, jak w pierwszych miesiącach po opuszczeniu rodzinnego zamku. Działalnością tą ściągnął na siebie uwagę kościelnej Inkwizycji, która na przestrzeni lat kilkakrotnie przesłuchiwała go, podejrzliwie patrząc na jego przekonanie o możliwości bezpośredniego doświadczania Boga i w ogóle na mówienie o sprawach duchowych, pomimo braku wykształcenia teologicznego. Te doświadczenia przyczyniły się do decyzji o podjęciu studiów. W przyszłości miały natomiast stać się fundamentem jednego z charakterystycznych rysów jezuickiej formacji, czyli solidnego i wszechstronnego wykształcenia. Podobnie jak w historii Iñiga, ma ono dawać samym jezuitom intelektualną bazę dla zintegrowania głębokich duchowych doświadczeń przeżywanych podczas odprawianych regularnie ćwiczeń duchowych, a ludziom, wśród których pracują, poczucie bezpieczeństwa i jedności z Kościołem.
Od serca zranionego do otwartego
W kolejnych latach Iñigo przeżył wiele bardzo różnych doświadczeń, od wymarzonej pielgrzymki do Jerozolimy, przez słynny obiad u dominikanów, którzy na koniec zaprosili go… do aresztu domowego i wypytywali o niepokojące inkwizytorów zachowania, aż po wspomniane studia, łącznie z tymi najważniejszymi na uniwersytecie w Paryżu. Tam, poza tytułem naukowym, zdobył on serca swoich przyjaciół, na czele z późniejszymi świętymi – Franciszkiem Ksawerym i Piotrem Faberem. Razem z nimi i czwórką innych bratnich dusz ostatecznie założył zakon, który wkrótce stał się najbardziej wpływową i najpotężniejszą instytucją w Kościele. Młody zakon o znakomitej (choć od początku niepozbawionej kontrowersji) renomie przyciągał kolejne wybitne jednostki, których punktem wspólnym były serca płonące pragnieniem głoszenia całemu światu Dobrej Nowiny oraz co najmniej dobrze rokujący potencjał intelektualny. Iñigo, który notabene od czasów studiów w Paryżu zaczął się nazywać Ignacym, miał przed oczami jeden cel: realizowanie woli Bożej. W tym odkrył największe szczęście własnego życia. Doświadczenie bezpośredniego spotkania z Bogiem przemieniło jego zranione serce w serce otwarte na prawdę o sobie, na innych ludzi, w końcu na samego Boga. Tym doświadczeniem pragnął dzielić się odtąd z innymi, najskuteczniejsze do tego narzędzie widząc w ćwiczeniach duchowych. Ostatecznie w tym właśnie celu założył nowy zakon: żeby pomagać ludziom w doświadczeniu takiego przemieniającego spotkania z Bogiem; w doświadczeniu Życia, które przenika całą rzeczywistość, nadaje wszystkiemu smak i pozwala kochać cały stworzony świat w Bogu i Boga w całym świecie.
Ignacy i Towarzystwo
Jeden z byłych przełożonych generalnych Towarzystwa Jezusowego, o. Adolfo Nicolas SJ, powtarzał często, że jako chrześcijanie wszyscy uczestniczymy tak naprawdę w jedynej misji, która ma dla nas najwyższe znaczenie: misji Jezusa Chrystusa w naszym świecie. Wszelkie zakony, ruchy i wspólnoty włączają się w realizację tej misji zgodnie z charyzmatem, mającym swoje źródło w pierwotnym doświadczeniu duchowym założyciela. Stąd tak istotne jest głębokie zrozumienie, kim był Ignacy i jaka jest historia jego spotkania z Bogiem oraz wsłuchiwania się w Jego wolę. Zrozumienie wymykające się pokusie uproszczeń, powierzchowności i stereotypów. Cała historia Towarzystwa Jezusowego jest rozciągnięciem doświadczenia Ignacego Loyoli w czasie i przestrzeni. Każdy jezuita rozpoczyna swoją formację zakonną od głębokiego wczytania się w Autobiografię św. Ignacego. Tu nie chodzi o ckliwe nabożeństwo do ojca założyciela. To kwestia odczytywania na nowo misji Towarzystwa Jezusowego w dzisiejszym świecie. To ciągle aktualne pytanie: w jaki sposób możemy jako jezuici żyjący w XXI wieku realizować pragnienie, jakie Bóg złożył w sercu Ignacego, by „pomagać duszom”, prowadząc ludzi do osobistego, głębokiego i przemieniającego spotkania z żywym Bogiem. Ostatecznie to drugorzędna sprawa, czy dokona się to przez prowadzenie rekolekcji ignacjańskich, czy pracę w parafii lub duszpasterstwie; przez działalność naukową i publicystyczną czy przez bycie kapelanem w szpitalu lub wojsku; przez indywidualne towarzyszenie duchowe i celebrację sakramentów czy przez pracę z uchodźcami i wykluczonymi. Sam Ignacy w konstytucjach zakonu podkreśla wielokrotnie konieczność elastyczności i mądrego dostosowywania się do kontekstu. Tylko w ten sposób Dobra Nowina, głoszona przy pomocy specyficznych dla duchowych synów św. Ignacego narzędzi, nie staje się skostniałą ideologią, ale czujną odpowiedzią na obecność Boga żyjącego i działającego w naszym świecie.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













