Lepiej chociaż gorzej

Negatywna ocena zeszłego roku pod względem gospodarczym jest wynikiem obserwacji otoczenia, a nie osobistych doświadczeń. Dla rządu nie jest to jednak żaden powód do radości, gdyż jego indolencja przyczynia się do rosnącego pesymizmu.
Czyta się kilka minut
Pracownicy firmy Beko protestują przeciwko planom zamknięcia dwóch fabryk sprzętu AGD w Łodzi i Wrocławiu, w wyniku czego ponad 1800 osób straciłoby pracę, 20.10.2024 r. | fot. P. Kamionka/East News
Pracownicy firmy Beko protestują przeciwko planom zamknięcia dwóch fabryk sprzętu AGD w Łodzi i Wrocławiu, w wyniku czego ponad 1800 osób straciłoby pracę, 20.10.2024 r. | fot. P. Kamionka/East News

Nadchodzące wybory prezydenckie będą po części referendum w sprawie oceny dotychczasowych rządów premiera Donalda Tuska i nowej koalicji. W ostatnich latach można było się już przyzwyczaić, że w przestrzeni publicznej mamy do czynienia z dwiema zupełnie odmiennymi narracjami. W mediach bliskich rządowi słyszymy opowieści o sukcesach i dowodach zmian na lepsze, a w mediach krytycznych wobec rządu dokładnie odwrotnie.

Pomimo głębokiej polaryzacji społeczeństwa po obu stronach politycznego sporu pojawiło się ostatnimi czasy jednak sporo kanałów publicystyczno-dziennikarskich, które co prawda nie aspirują do miana obiektywnych, ale przynajmniej są względnie niezależne. W rezultacie krytycyzm wobec obecnego rządu daleko przekracza poparcie dla głównej partii opozycyjnej, która wciąż trzyma się na swoich ostatnich przyczółkach władzy. Ten krytycyzm mówi jednak więcej o zachodzących zmianach społecznych w Polsce niż o bieżącej sytuacji gospodarczej.

Idź mi z tą polityką

Deklarowane zmiany poparcia dla rządu w 2024 roku

Trzeba uczciwie przyznać, że rząd nie miał łatwego startu, a wyborcy dali mu zaledwie jeden miesiąc miodowy. Według badania CBOS, w styczniu ubiegłego roku odsetek zwolenników i przeciwników rządu był identyczny i wyniósł po 39 proc. W lutym odsetek zwolenników wzrósł do 41 proc., a przeciwników spadł do 34 proc. i był to dotychczas jedyny odczyt, gdy poparcie dla nowego gabinetu było w większości. Następnie od marca do czerwca przeciwnicy właściwie zrównali się ze zwolennikami na poziomie ok. 36-38 proc., co dobrze oddaje nadwiślańską polaryzację. W drugiej połowie roku, z grudniem włącznie, odsetek osób krytycznie patrzących na obecną władzę ustabilizował się na poziomie 40 proc., a zwolennicy nie potrafili przebić granicy 35 proc. Na koniec roku poparcie dla rządu (według CBOS) wyniosło 34 proc.

Niełatwy początek nowej większości jest jednak dosyć zrozumiały, gdyż już w pierwszych dniach zaczęła ona dokonywać działań przynajmniej kontrowersyjnych i to w sposób łopatologiczny. Sztandarowym przykładem jest brutalne przejęcie mediów publicznych z TVP Info na czele, której to stacji po prostu wyłączono sygnał, a na miejscu pojawili się silni panowie w skórach. Wyglądało to wszystko jak operacja w Azji centralnej, a nie w środku Europy. Spadek poparcia w drugiej połowie roku był już jednak spowodowany najprawdopodobniej brakiem realizacji obietnic złożonych przez poszczególne partie koalicyjne, które w wielu aspektach są ze sobą po prostu sprzeczne. Odbywały się nieustanne targi dotyczące programu mieszkaniowego Kredyt 0 procent, obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, liberalizacji prawa aborcyjnego czy związków partnerskich. Tych dwóch ostatnich prawdopodobnie nie podpisałby prezydent, ale te projekty nawet do niego nie trafiły, gdyż koalicja nie potrafiła między sobą ich uzgodnić.

Opinii o rządzie bez wątpienia nie poprawiały również nieustanne awantury polityczne i nieudolne próby rozliczenia poprzedników. To właśnie sytuacja polityczna w kraju jest oceniana przez ludzi najgorzej. W grudniu zeszłego roku aż 42 proc. respondentów CBOS oceniała ją jako złą, a zaledwie 16 proc. jako dobrą. Ci ostatni prawdopodobnie niespecjalnie śledzą bieżące wydarzenia, gdyż ich pozytywna opinia o polskiej polityce to co najmniej ekstrawagancja. Równocześnie w całym 2024 r. nieustannie rosła też grupa osób przekonanych, że sytuacja w kraju zmierza w złym kierunku. W grudniu 2023 r. odsetek optymistów przewyższył na moment pesymistów (41 do 37), ale to była tylko chwilowa anomalia. W grudniu zeszłego roku aż połowa ankietowanych stwierdziła, że polskie sprawy zmierzają w złym kierunku. Optymistów było już tylko 32 proc. Wyraźnie więc widać, że pesymizm daleko przekracza zwolenników PiS i obejmuje także niemałą część zwolenników koalicji rządzącej.

Strach przed bezrobociem

Wciąż rynek pracownika w Polsce?

Krytycyzm wobec rządu w dużej mierze wynika więc z powodu zaniepokojenia kwestiami politycznymi. Rośnie jednak również zaniepokojenie sprawami ekonomicznymi. Według CBOS, jeszcze w styczniu 2024 r. sytuację gospodarczą w Polsce jako złą oceniało 24 proc., a jako dobrą 29 proc. Od tamtego czasu odsetek tych pierwszych wzrósł do 32 proc., a tych drugich spadł do 26 proc.

Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby przez Polskę przeszedł gospodarczy kryzys. Zapaści gospodarczej jednak nie było, pomimo że przez cały okres opinia publiczna szeroko komentowała pojawiające się doniesienia o hamowaniu gospodarki. Mowa przede wszystkim o zwolnieniach grupowych, które rozpalały debatę w pierwszej połowie roku. Liczone były one w dziesiątkach tysięcy, co robiło wrażenie, jednak w rzeczywistości były one porównywalne z latami poprzednimi, gdy jednak nie omawiano ich aż tak ochoczo. Według GUS, realna sytuacja na rynku pracy zasadniczo nie zmieniła się w porównaniu do 2023 r. i stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 5 proc. Wciąż znacznie łatwiej w Polsce znaleźć pracę, niż znaleźć pracownika.

Zmieniła się jednak atmosfera na rynku pracy, co jest efektem najpewniej spadku liczby ofert. Pracownicy nie mogą już tak swobodnie wybierać pracodawcy jak w poprzednich latach, co spowodowało niepokój. Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, we wrześniu zeszłego roku aż 37 proc. Polek i Polaków obawiało się wzrostu bezrobocia, co oznaczało wzrost o 14,5 pkt. proc. w porównaniu do stycznia.

„Strach przed utratą pracy może wynikać z wielu czynników: niepewności gospodarczej procesów restrukturyzacyjnych, usprawnień technologicznych oraz przesunięć w zapotrzebowaniu na produkty czy usługi danej branży. Nie do przecenienia są też osobiste doświadczenia związane z koniecznością zmiany pracy lub utratą zatrudnienia przez członków rodziny czy znajomych” – czytamy w Tygodniku PIE z 7 listopada.

Inaczej mówiąc, to mniejszy wybór potencjalnych miejsc zatrudnienia, zmiany zachodzące w wielu zakładach i wpływające na sam sposób pracy oraz doniesienia o zwolnieniach wpłynęły na wzrost niepokoju pracowników, a nie ogólna sytuacja na rynku.

Oczywiście zaniepokojenie sytuacją ekonomiczną mogło być również spowodowane spadkiem dochodów. W tym przypadku także nie mieliśmy jednak z czymś takim do czynienia. Nominalny wzrost pensji faktycznie nieco wyhamował, ale tylko do 10 proc. – z kilkunastu procent w latach poprzednich. Wyhamowała jednak również inflacja, która w pierwszej połowie 2024 r. wynosiła ledwie ok. 2,5 proc., a w drugiej połowie wzrosła do ok. 5 proc. Realnie pensje wzrosły więc wyraźnie. Co więcej, w żadnej grupie zawodowej realnie nie zanotowano spadków, a bardzo solidne wzrosty notowały grupy wynagradzane zwykle słabo: w pierwszej połowie 2024 r. w gastronomii, handlu czy pomocy społecznej pensje nominalne rosły w tempie kilkunastu procent. Na dole znaleźli się za to m.in. informatycy czy handlarze nieruchomościami.

Rosnące aspiracje

Polacy czują, że żyje się lepiej

Niepokój o sytuację gospodarczą jest więc skutkiem bardziej obserwacji, a nie własnych doświadczeń. Widać to również w badaniach CBOS. Zapytani o własną sytuację ekonomiczną Polacy nadal w większości są zadowoleni. W styczniu zeszłego roku 59 proc. respondentów deklarowało, że im oraz ich rodzinie żyje się dobrze. „Źle” odpowiedziało ledwie 5 proc. Do grudnia odsetek tych pierwszych wzrósł do 61 proc., a tych drugich nawet lekko spadł do 4 proc. Polacy nadal zasadniczo są zadowoleni z poziomu życia niemal najbardziej w historii, czemu trudno się dziwić, gdyż obecnie żyjemy też na zdecydowanie najlepszym poziomie od początku istnienia III RP.

Skąd więc bierze się ta zła ocena sytuacji ekonomicznej Polski? Jedną z przyczyn są rosnące aspiracje i to nie tylko w odniesieniu do osobistych finansów, ale też stanu państwa i świadczonych przez niego usług. Początek rządów odbywał się pod znakiem intensywnej debaty na temat Centralnego Portu Komunikacyjnego oraz budowy elektrowni jądrowych. W obu przypadkach rząd był początkowo bardzo sceptyczny, szczególnie w odniesieniu do CPK. Ku zaskoczeniu rządzących poparcie dla projektów inwestycyjnych zapoczątkowanych przez PiS było bardzo duże i znacząco przekraczało grupę zwolenników partii Jarosława Kaczyńskiego. Według badania dla „Dziennika Gazety Prawnej” z czerwca 2024 r., zwolennicy CPK stanowili aż 60 proc. respondentów, a przeciwnicy ledwie 23 proc.

Na Polaków przestały więc działać mantry o rzekomej megalomanii czy konieczności wprowadzenia „taniego państwa”. Tym samym mogli również czuć zaniepokojenie stanem strefy budżetowej, która akurat w ostatnim roku zanotowała regres. Co prawda na początku roku nowy rząd wprowadził waloryzację pensji w budżetówce o 20 proc. (w edukacji nawet o 30 proc.), jednak na kolejny rok zapowiedziano „podwyżkę” o ledwie 5 proc., co po uwzględnieniu inflacji będzie oznaczać stagnację. Rząd zapowiedział też między wierszami, że w najbliższych latach odbywać się będzie głodzenie budżetówki, gdyż wymagać tego będzie konsolidacja finansów publicznych spowodowana unijną procedurą nadmiernego deficytu, którą Komisja Europejska w zeszłym roku nałożyła na Polskę. W ostatnich miesiącach zeszłego roku Polacy mogli też odczuć na własnej skórze skutki niedofinansowania publicznej ochrony zdrowia, w której brakowało pieniędzy na ponadplanowe zabiegi i operacje. NFZ odmówił wypłaty środków za nadmiarowe świadczenia limitowane, więc placówki medyczne musiały z nich zrezygnować, a nawet przesuwać niektóre zabiegi na obecny rok.

Europa na wstecznym

Czy Polacy wypatrują kolejny kryzys?

Mieliśmy jednak również do czynienia z nagłym wzrostem pesymizmu konsumenckiego, co przełożyło się na gwałtowne hamowanie sprzedaży detalicznej. Jesienią konsumpcja wręcz spadała, a jej odczyty były zdecydowanie gorsze od przewidywań analityków. Przyczyną były zapewne dochodzące z opóźnieniem skutki kryzysu inflacyjnego z lat 2021–2023. Polacy w tym czasie stopniowo wyzbywali się oszczędności, więc teraz postanowili zacisnąć pasa, by się z nich zupełnie nie wypstrykać. Poza tym w 2023 r. nastąpił gwałtowny wzrost biedy, co również odbiło się na nastrojach konsumenckich w 2024 r. Można też przypuszczać, że pracownicy i przedsiębiorcy obawiają się nadchodzącego kryzysu spowodowanego kryzysem w europejskim, a szczególnie niemieckim przemyśle. Wiele fabryk notowało spadek zamówień, co docierało również do pracowników. Ogólny nastrój pesymizmu dotyczącego przyszłości europejskiej gospodarki, której konkurencyjność spada względem Chin i USA, również mógł przełożyć się na decyzje o wstrzymaniu zakupów.

Negatywna ocena zeszłego roku pod względem gospodarczym jest więc wynikiem obserwacji otoczenia, a nie osobistych doświadczeń. Dla rządu nie jest to jednak żaden powód do radości, gdyż to jego indolencja i wyraźne wstrzymanie jakichkolwiek większych reform jest ważnym czynnikiem rosnącego pesymizmu. Dla większości wyborców rozliczanie poprzedników to zdecydowanie za mało, by docenić starania rządzących. Obecnie Polacy stali się bardziej wymagający w stosunku do państwa i oczekują już nie tylko wzrostu własnych pensji, ale też wzrostu jakości usług publicznych czy realizacji projektów ambitniejszych niż orliki, autostrady i Stadion Narodowy.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 3/2025