Zachęcenie dziecka, a zwłaszcza chłopca, do rozmowy o emocjach bywa zadaniem wymagającym sporej cierpliwości. Dziewczynki są bardziej skłonne do rozmów o emocjach i drążenia tego tematu, chłopcy – nie tyle z kultury czy wychowania, ile z natury – zdecydowanie mniej. Związane jest to z różnicami w połączeniach między półkulami mózgu kobiecego i męskiego, co skutkuje większą łatwością rozpoznawania i analizy emocji u kobiet (i dziewczynek). Jednak umiejętność rozpoznawania i wyrażania emocji to kluczowa kompetencja w zakresie samoregulacji. Zrozumienie własnych uczuć to także podstawa empatii – zdolności do wczuwania się w emocje i potrzeby drugiej osoby – a więc fundament inteligencji emocjonalnej, która pozwala budować zdrowe relacje i lepiej radzić sobie z wyzwaniami życia.
30 rozmów po minucie zamiast jednej półgodzinnej
Wielu rodziców ma naturalny odruch, by w trudnej sytuacji usiąść z dzieckiem do długiej, poważnej rozmowy, w której omówi się konkretny temat i wspólnie wypracuje rozwiązanie. Taki sposób rozmowy może sprawdzać się w kontaktach dorosłych, ale w przypadku dzieci zazwyczaj prowadzi do oporu, zamknięcia się lub poczucia bycia ocenianym. Znacznie skuteczniejszą metodą jest podzielenie dużego tematu na krótkie, codzienne rozmowy, trwające zaledwie minutę czy dwie. Celem każdej z tych rozmów jest nie tylko zebranie informacji o przeżyciach dziecka, lecz też budowanie relacji. Minirozmowy, powtarzane regularnie, pozwalają dziecku stopniowo nabierać wprawy w rozpoznawaniu i nazywaniu emocji – podobnie jak ćwiczy się inne umiejętności.
Dlaczego dzieci źle znoszą długie rozmowy?
Z perspektywy dziecka długa rozmowa często oznacza moralizowanie. Dorośli mają tendencję do mówienia dużo, a dzieci szybko się wyłączają. Nie tylko dlatego, że mają niższą niż dorośli zdolność koncentracji uwagi, ale zwyczajnie je to męczy. Często sposób tłumaczenia czegoś dziecku jest zbyt trudny i zostaje tylko nieprzyjemne wrażenie: „rodzice byli na mnie źli”.
W dodatku rozmowa o trudnych sprawach sama w sobie bywa stresująca. Dzieci często radzą sobie z przykrymi uczuciami poprzez unikanie ich – rozpraszają się, zajmują czymś innym. Gdy zaczynamy temat, którego unikają, możemy łatwo doprowadzić do przeciążenia emocjonalnego, czyli tzw. „zalania” emocjami. Nie oznacza to, że mamy zaniechać rozmów – wręcz przeciwnie – ale należy prowadzić je z wyczuciem i empatią.
Często też dzieci po prostu nie wiedzą, co czują. Pytania w stylu „Dlaczego jesteś taki smutny?” czy „Co się stało?” mogą być odebrane jak przesłuchanie, co dodatkowo utrudnia otwartość.
Dlaczego krótkie rozmowy działają?
Przede wszystkim są jak odpowiednio dobrany ciężar na siłowni – pozwalają ćwiczyć bez przeciążenia. Bazują na niewielkiej zdolności przetwarzania emocji przez dziecko i nie zmuszają go do zanurzenia się w trudnych tematach zbyt głęboko na jeden raz. Dodatkowo pomagają zbudować pozytywne skojarzenia z rozmową – dziecko nie czuje się przytłoczone, więc łatwiej mu wrócić do tematu w przyszłości. To ważne, bo zaufanie do rozmowy jest niezbędne, by mogła rozwijać się bliskość emocjonalna.
Jak to wdrożyć w praktyce?
Kluczowym warunkiem powodzenia jest dobranie odpowiedniego momentu. Najlepiej inicjować rozmowy wtedy, gdy dziecko jest spokojne, w dobrym humorze, zdecydowanie nie w trakcie wybuchu emocji. W sytuacji porwania emocjonalnego nic do nas nie dociera. Za to w czasie spaceru, wspólnego jedzenia, jazdy samochodem, czy na chwilę przed przytuleniem przed snem – jak najbardziej. Ważny jest też odpowiedni, łagodny ton głosu i stosowanie neutralnych sformułowań, które nie brzmią jak oskarżenie, np.: „Zauważyłem, że ostatnio wydajesz się trochę przygaszony” albo „Dostałem maila od twojej nauczycielki matematyki – pisała, że na lekcji nie reagujesz na polecenia. Co się dzieje?”.
Dalej – mniej mów, więcej słuchaj. Epiktet sformułował to następująco: „Po to mamy dwoje uszu i jedne usta, abyśmy dwa razy tyle słuchali, co mówili”. A zatem warto zwyczajnie rzucić temat i słuchać, zamiast zagadywać ewentualną ciszę.
Podczas rozmowy należy skupić się na słuchaniu – nie przerywać, nie poprawiać, nie wygłaszać komentarzy. Najważniejsze jest wysłuchanie dziecka i okazanie zrozumienia. Gdy już coś powie – warto to potwierdzić, np.: „Rozumiem, że to dla ciebie trudne”, „To brzmi naprawdę frustrująco”. To też modelowanie empatii, dzieci szybko przechwytują charakterystyczny dla nas sposób mówienia i też go stosują w życiu.
Nie zrażaj się, jeśli dziecko początkowo nie będzie skore do rozmowy. Może milczeć, odburknąć jedno słowo, a nawet powiedzieć, że go denerwujesz. To nie znaczy, że robisz coś źle – po prostu może to akurat zły moment albo dziecko wie, że coś zbroiło i boi się reakcji. Zachowaj spokój, nie naciskaj, ale też nie wycofuj się zupełnie. Cokolwiek usłyszysz, spróbuj wyrazić wobec tego empatię. To otwiera temat na dalsze rozmowy.
---
Wiadomo, że nauka prawidłowego rozpoznawania swoich emocji, zarządzania nimi i rozwijania samokontroli to długi proces, jednak to jest dobry początek. Dodatkowo – pomagający w niektórych przypadkach przełamać impas wyłączania się dziecka z rozmowy natychmiast po dwóch pierwszych zdaniach rodzica.
---
JAK TO DZIAŁA? PRZYKŁADOWA ROZMOWA RODZICA Z DZIECKIEM
Rozmowa 1
Mama: „Hej, kochanie, właśnie zobaczyłam, że przyszła wiadomość od twojej nauczycielki matematyki. Napisała, że nie reagujesz na polecenia na lekcji. Co się dzieje?”.
Dziecko: „Matma jest głupia”.
Mama: „Brzmi, jakbyś się bardzo frustrował tą matematyką”.
Dziecko: „Mam dosyć. Daj mi spokój”.
Mama: „Masz dosyć. Rozumiem. Wygląda na to, że naprawdę nie masz teraz ochoty na rozmowę o tym. Dobrze, możesz iść. Chciałam tylko zapytać”.
Rozmowa 2
następnego dnia lub wieczorem
Mama: „Myślałam o tym, co powiedziałeś o matematyce, że cię denerwuje. Pamiętam, że matematyka potrafiła być trudna”.
Dziecko: „Chodzi o to, że musimy pokazywać, jak doszliśmy do wyniku. Ja wiem, jaka jest odpowiedź. Po co mam pokazywać, jak to zrobiłem?”.
Mama: „To ma sens”.
Dzięki tym dwóm rozmowom mama dowiaduje się, że powodem niereagowania na polecenia jest frustracja związana z koniecznością szczegółowego opisywania rozwiązania. Gdyby zaczęła rozmowę od moralizowania czy wypominania, nie dowiedziałaby się niczego. Kolejna rozmowa mogłaby zacząć się od pytania: „Jak dzisiaj było na matematyce?”. A jeszcze następna: „Pokażesz mi przykład zadania, przy którym trzeba pokazać cały tok myślenia?”. W ten sposób zamiast jednej ciężkiej, półgodzinnej rozmowy pojawiają się cztery krótkie wymiany zdań, które budują zaufanie, rozumienie i pozwalają dojść do istoty problemu.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












