Jak nam szkodzą romantyczni idole

Schematy znane z utworów literackich czy filmów wywołują w nas złudną nadzieję, że jeśli pokochamy kogoś, kto pod pewnymi względami przypomina baśniowego potwora, ulegnie on cudownej przemianie. Tymczasem taka relacja może okazać się bardzo szkodliwa.
Czyta się kilka minut
il. Jan Kałużny
il. Jan Kałużny

Mężczyźni kreowani na romantycznych idoli, zasiedlający karty popularnych powieści oraz ekrany kin, dostarczają nam nie tylko wielu wrażeń wynikających z rozwoju fabuły, ale także kształtują nasze oczekiwania wobec miłości. Nie zawsze oczekiwania te okazują się zdrowe i adekwatne.

Darcy i jego pochodne
Fascynacja panem Darcym, bohaterem Dumy i uprzedzenia, albo bohaterami literackimi inspirowanymi tą postacią to bardzo uniwersalne doświadczenie, które mają w swoim „dorobku” zarówno dzisiejsze trzydziesto-, jak i sześćdziesięciolatki. Wykreowany przez Jane Austen przystojny i zamożny brytyjski arystokrata fascynował rzesze kobiet swoją tajemniczością, zdolnością do szybkiego działania, a także nieustępliwością w sprawach miłosnych. Protagonistów, którzy są do Darcy’ego pod tymi względami podobni, możemy spotkać zarówno na kartach powieści wywodzących się z romantyzmu (vide: Heathcliff z Wichrowych Wzgórz), książek dla nastolatek (Edward Cullen ze Zmierzchu), a także na filmowych ekranach – wprost nawiązujący do nazwiska bohatera austenowskiego Mark Darcy z Dziennika Bridget Jones jest wręcz nowym „wcieleniem” swojego poprzednika. Można nawet powiedzieć, że popkulturowi amanci podobni do Darcy’ego towarzyszą nam na każdym etapie życia: na początku, jako kilkulatki, zachwycamy się zaczarowanym księciem z Pięknej i Bestii, później odkrywamy wampiryczny czar Cullena, chwilę potem Greya, a kiedy dobiegamy trzydziestki – doceniamy powściągliwy urok Marka Darcy’ego. Oczywiście lista mężczyzn „do pokochania” nie zostaje zamknięta: co jakiś czas powstają (i zapewne będą powstawały) kolejne utwory i filmy, w których główna postać męska będzie uwodziła odbiorczynie i formowała ich wyobrażenia na temat romantycznych relacji. Nie ma niczego niewłaściwego w posiadaniu idoli i utożsamianiem się z bohaterami baśni (również tych dla dorosłych) – zasadniczy problem polega na tym, że wiele popularnych utworów adresowanych do dziewczynek i młodych kobiet prezentuje bardzo niebezpieczny model miłości i związków. Fakt, że popularne historie miłosne niemal zawsze kończą się szczęśliwie, sprawia, że młode kobiety są skłonne odtwarzać w życiu proponowane w nich schematy i traktować je jako drogowskazy na drodze do osobistego szczęścia. Co więcej, „mitologia związkowa” wywodząca się z kultury popularnej czasami pracuje w nas, choć nie zawsze do końca zdajemy sobie z tego sprawę – a jeśli jakikolwiek przekaz działa na poziomie podświadomym, bardzo trudno jest go podważyć i obalić. Wiele kobiet poszukuje zatem partnerów przypominających bohaterów austenowskich, zupełnie nie wiedząc, że tak naprawdę odtwarza skrajnie nieadaptacyjny schemat.

Postaraj się i go zmień
Jednym z głównych zarzutów, które stawia Rachel Feder, autorka wydanej niedawno książki Mit Darcy’ego. Jane Austen, literaccy amanci i potwory, które nauczono nas kochać, jest ten, że mężczyzn, których powszechnie kochamy, trzeba w jakiś sposób „naprawiać”. Feder pisze o tym, że określony model relacji jest w popkulturowych narracjach przedstawiony jako sprawdzony sposób na zdobywanie miłości i życiowej stabilizacji: „Klasyczna powieść Austen i niekończące się wariacje na temat fabuły romansowej typu slow burn – od nienawiści do miłości, którą ta autorka wyszlifowała do perfekcji – wprowadzają nas w pewną narrację. Opowieść brzmi tak: poznasz kogoś nieznośnego. Będą cię ostrzegać, że to zły człowiek. Pierwsze wrażenie potwierdzi pogłoski. Tak się zacznie twoja wielka miłość”.
Fitzwilliam Darcy, Christian Grey czy Edward Cullen nie są osobami, które dają się lubić już podczas pierwszego kontaktu – każdy z tych mężczyzn jest niedostępny emocjonalnie i „odcięty” od swoich uczuć i pragnień. Tym, co sprawia, że mężczyźni ci stają się „zdatni” do związku i małżeństwa, jest nieustępliwa siła uczucia zainteresowanych nimi kobiet. Dzięki zaangażowaniu swoich partnerek (początkowo odpychanych, a nawet poniżanych) męscy protagoniści zmieniają się lub odkrywają w sobie potencjał do bycia wspaniałymi, lojalnymi i godnymi podziwu współmałżonkami. Christian zostaje przez Anastazję nauczony delikatności, Edward dzięki Belli wznosi się na wyżyny samokontroli (udaje mu się nie wypić jej krwi), a Darcy „ratuje” honor rodziny Elisabeth – tym samym skazując jednak jej siostrę na życie z rozpustnikiem, który chciał jedynie ją wykorzystać. Kobieta czytająca tego typu opowieści otrzymuje więc komunikat: postaraj się i go (mężczyznę, na którym ci zależy) zmień. Ściągnij jego maskę i odkryj w nim wielkie serce, które ów przystojny, tajemniczy kawaler na pewno posiada. 
Brutalność, gburowatość czy wręcz sadyzm mężczyzn uchodzących za amantów zawsze – w świecie fantazji pisarek i scenarzystów – znajdują wytłumaczenie i usprawiedliwienie: trudne dzieciństwo, bycie ofiarą oszczerstwa, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, który doprowadził do zmiany człowieka na gorsze. Czytelniczki i odbiorczynie filmów, w których pojawiają się coraz to nowe wersje panów Darcych są więc uczone tego, że tak naprawdę mężczyźni niewłaściwie je traktujący nie ponoszą winy za swoje postępowanie – oni są pokrzywdzonymi, którzy potrzebują pocieszenia i wyrozumiałości. W prawdziwym życiu takie „lekcje” mogą jednak doprowadzić do wielu poważnych kłopotów.

Bestii nie da się odczarować
Pułapka, którą romantyczni idole zastawiają na młode – i nie tylko młode – kobiety, może sprawić, że utkną one w relacjach przemocowych i kompletnie nierokujących na bezpieczną przyszłość. Schematy znane z Pięknej i Bestii, Zmierzchu czy klasycznej Dumy i uprzedzenia wywołują w nas złudną nadzieję, że jeśli pokochamy kogoś, kto pod pewnymi względami przypomina baśniowego potwora, to on ulegnie cudownej przemianie – w końcu miłość to plaster na każdą ranę, czyż nie…? W prawdziwym życiu jednak chęć zmiany kogoś to absolutnie najgorsza motywacja do wchodzenia z nim w związek czy małżeństwo. Każdy psychoterapeuta spotkał zapewne wielu pacjentów (a zwłaszcza pacjentek), którzy podjęli się „misji” wyciągnięcia ukochanej osoby z uzależnienia, nauczenia wierności albo okazywania uczuć. Próby takie kończą się, jak można się spodziewać, cierpieniem osoby „naprawiającej”. Oczywiście możliwe jest, że ktoś, kto był uwikłany w np. alkoholizm lub agresywne zachowania, przejdzie przemianę – do niej potrzebna jest jednak ciężka praca nad sobą samym, zauważanie swojego problemu i wzięcie odpowiedzialności za własne czyny. Łobuz wcale nie kocha najbardziej – on zazwyczaj najbardziej krzywdzi. Istnieje także grupa osób, które z powodu różnych ograniczeń po prostu nie chcą lub nie mogą stać się empatycznymi partnerami. Posługując się przykładem wspomnianej powieści dla młodzieży: nawet irracjonalna i szalona miłość Belli do Edwarda nie była w stanie sprawić, by ów wampir stał się na powrót człowiekiem. Stephanie Meyer, autorka wampirzej sagi, być może nie miała tego na myśli, ale mimochodem zawarła w swoich książkach pewną ważną myśl: możliwości zmiany niektórych osób również są ograniczone. Jak można się spodziewać, w najbardziej dramatycznym położeniu znajdują się te kobiety, które wchodzą w związki z partnerami stosującymi przemoc i które uważają, że są w stanie ich tego oduczyć. Taki partner-oprawca, podobnie jak Cullen, jest swego rodzaju „drapieżnikiem”, który odczuwa perwersyjną potrzebę krzywdzenia bliskich sobie osób. Jednak w przeciwieństwie do Edwarda czy nawet dominującego Christiana Greya sprawca przemocy wobec partnerki nie dąży do zapanowania nad swoimi agresywnymi impulsami, lecz do przejęcia absolutnej kontroli nad zależną od niego kobietą. Czasami związek taki przyjmuje postać trwającego wiele lat piekła domowego, które może doprowadzić nawet do śmierci cierpiącej kobiety. Partnerki agresorów – choćby były odważne jak Bella z Pięknej i Bestii oraz namiętne jak Anastasia z sagi o Greyu – nie są w stanie zmienić ich w zrównoważone wersje siebie.

Nie linczujmy Darcych
Ogromnym przekłamaniem byłoby oczywiście stwierdzenie, że romantyczni idole z twórczości Jane Austen oraz innych popkulturowych tekstów o miłości wyrządzają nam wyłącznie krzywdę. W książkach samej Austen pojawiają się także bardzo cenne pod kątem psychologii relacji tropy – chociażby w Pierwszych wrażeniach otrzymujemy „lekcję”, że człowiek, który podjął złe decyzje, zasługuje (przynajmniej czasami) na drugą szansę. Mark Darcy z Dziennika Bridget Jones całym sobą „mówi” z kolei, że na piękną miłość wcale nie trzeba zasługiwać, wpisując się w restrykcyjne kanony piękna i udanej kariery – jego ukochana Bridget zmaga się przecież z nadwagą, nikotynizmem i „zalicza” zawodowe wpadki. Edward Cullen z sagi Zmierzch początkowo uważa swoją partnerkę, Bellę, za słabą i niezdolną do decydowania o swoim losie – po wielu wampirzo-ludzkich perypetiach zaczyna jednak dostrzegać jej wewnętrzną siłę. Christian Grey (tak, nie wypada o nim w tym zestawieniu nie wspomnieć) „zamyka” swoją przeszłość, wychodzi z traumy przemocy seksualnej i buduje rodzinę z kobietą, która choć w pewnym stopniu jest wobec niego asertywna. Jak zawsze w przypadku literatury pięknej, jej wpływ na czytelnika będzie zależał w głównej mierze od przyjętej interpretacji i tego, jakie wątki z danego tekstu szczególnie będą korespondowały z naszymi potrzebami i pragnieniami. Te z kolei kształtują się na długo przed tym, jak nauczymy się czytać i zanim sięgniemy po książki z gatunku young adult  – czyli we wczesnym dzieciństwie. To rodzice lub inni opiekunowie są dla dziecka pierwszymi nauczycielami miłości – i to oni pokazują młodemu człowiekowi, na czym może, a na czym nie powinna opierać się bliskość między ludźmi. Pan Darcy – mimo że nie darzę go sympatią – nie powinien być przez nas obwiniany o wszystkie miłosne zawody i związkowe niepowodzenia. Jego popularność i zadziwiający czar mogły co najwyżej wzmocnić to, co już wcześniej stanowiło nasz deficyt: umiejętność odróżniania miłości od obsesyjnej kontroli czy rozróżnianie między troską a przemocą.
Jeśli nasze dzieci – w tym kontekście zwłaszcza córki – będą wychowywane w atmosferze czułości i zainteresowania ich sprawami, a także będą miały możliwość „oglądania” zdrowego, harmonijnie funkcjonującego związku rodziców, to ani chłodny pan Darcy, ani dziki Heathcliff, ani nawet krwiożerczy Edward Cullen nie wyrządzą im wielkiej krzywdy swoim istnieniem w popkulturowym kanonie.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2025