Centrum Lemkina

Patrząc na te śmiejące się dziewczyny, odczułam radość, że są tu, a nie tam. Bo tam mogłoby je spotkać to, czego doświadczyły inne. Ich świadectw wysłuchał zespół Centrum Lemkina, który działał w ramach Instytutu Pileckiego.
Czyta się kilka minut
fot. Unsplash
fot. Unsplash

Na ławce siedzą trzy dziewczyny z komórkami w rękach. Pokazują sobie coś na ekranach, śmieją się, opowiadają jedna przez drugą. Przechodzimy obok i słyszymy je – mówią po ukraińsku. W tym samym momencie pomyśleliśmy o tym samym: jak dobrze, że są tutaj. Że mogą być bezpieczne, że nie muszą się bać, że mają szansę na młodość i że mogą po prostu śmiać się z głupot. To nie jest tak, że myślę w ten sposób za każdym razem, kiedy słyszę język ukraiński: na ulicy, u kosmetyczki, w tramwaju, w sklepie, na boisku. Fakt, że w moim mieście mieszka tak wielu Ukraińców, jest dla mnie czymś normalnym. Przestałam się nad tym zastanawiać, przestałam nawet to zauważać. Więc to jest normalność? O jakiej normalności myślimy? O takiej, że niedaleko stąd jest wojna i wielu ludzi ucieka przed tą wojną, żeby chronić swoje dzieci i umożliwić im życie. Zostawia się swój dom, swoich kuzynów, swoich dziadków i często też rodziców, zostawia się podwórka i ulice, po których się chodziło z chłopakiem albo z przyjaciółką. „Przesadzeni” tutaj mogą czuć się bezpiecznie, ale do normalności to jednak daleko.
Patrząc na te śmiejące się dziewczyny, odczułam radość, że są tu, a nie tam. Bo tam mogłoby je spotkać to, czego doświadczyły inne. Ich świadectw wysłuchał zespół Centrum Lemkina, który działał w ramach Instytutu Pileckiego. Jego zadaniem było zbierać zeznania ludności cywilnej i dokumentować zbrodnie rosyjskie na Ukrainie. W latach 2022–2024 zebranych zostało ponad 700 zweryfikowanych świadectw. Jak? Trzeba było pojechać na miejsce, nocować niedaleko frontu, mieć na głowie hełm, a na sobie kamizelkę. Cztery osoby przez ten czas robiły to za symboliczne wynagrodzenie i bez ubezpieczenia. Powstała cenna baza danych, a zebrane świadectwa są wykorzystywane jako materiał dowodowy. A teraz Instytut Pileckiego stwierdził, że już nie są potrzebni, bo przecież w Ukrainie jest wojna i nie można tam pracować, a poza tym Instytut Pileckiego zajmuje się wiekiem dwudziestym. Napisała o tym Monika Andruszewska, dziennikarka wojenna, jedna z tych czterech osób.
Nic nie pomogło, żaden polityk nie podjął się wyjaśnienia tej sytuacji. Więc są ludzie, którzy gotowi są ryzykować własne życie i zdrowie, żeby jechać do miejsc niebezpiecznych i szukać świadków zbrodni. Mogą nawet włożyć kupione za własne pieniądze hełmy. Ale nikt nie chce ich zatrudnić i publikować ich raportów. „Każdy dzień zwłoki to kolejny świadek, którego tracimy, a po roku przerwy część wiosek, gdzie pracowaliśmy, jest już spalona albo znowu okupowana” – pisze na swoim profilu facebookowym Andruszewska. „Dzwonią do nas osoby chcące dać świadectwo i nie wiemy, co im odpowiadać. Co powiedzieć osobie, która np. przeżyła rosyjską niewolę? Że Polski jej świadectwo już nie interesuje?”.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2025