Swoim kompozytorskim dorobkiem zasłużył na miano jednego z najpłodniejszych twórców XVIII w. Napisał ponad 500 koncertów, 86 sonat solowych i triowych, 46 oper i bliżej nieokreśloną liczbę kompozycji wokalnych. Mimo pełnienia funkcji cieszących się publicznym uznaniem – ksiądz, kompozytor, maestro di violino w żeńskim sierocińcu w Wenecji, będącym jednocześnie klasztorem i szkołą muzyczną: Ospedale della Pietà – sam Vivaldi nie zawsze odbierany był wyłącznie pozytywnie. Bywał czas, w którym wychwalano jego kompozycje pod niebiosa, ale bywał i taki, w którym daleko bardziej doceniano utwory dużo młodszych, popularnych ówcześnie młodych adeptów sztuki kompozytorskiej. Jego nazwisko odkryto ponownie w drugiej dekadzie XX w. (choć powrót koncertów umieszcza się bliżej połowy wieku) i od tego czasu blask jego popularności nie gaśnie, a on sam utrzymuje się na mocnej pozycji jednego z najlepszych włoskich twórców muzyki instrumentalnej.
Przełomowe Cztery pory roku
Wspomnianym bohaterem są oczywiście Cztery pory roku, będące jedną trzecią Il Cimento dell’ Armonia e dell’ Inventione – Szczytu harmonii i inwencji, czyli zbioru dwunastu koncertów opublikowanych w 1725 r. Wydany w formie dwóch zeszytów, zadedykowany został hrabiemu Wenzlowi von Morzin, czeskiemu hrabiemu i mecenasowi Vivaldiego. Nieprzypadkowo zyskał popularność we Włoszech i Francji, bo właśnie tam żywa była tradycja muzyki programowej (czy opowiadałam Państwu o symfonii fantastycznej Berlioza? Jeśli nie, obiecuję, że znajdę ku tym opowieściom powód, bo jest to jeden z ciekawszych tematów!), co z dużym zainteresowaniem, jakim obdarzano koncerty solowe, stworzyło idealne warunki. Dlaczego w świetle historii dzieło to zasłużyło na miano przełomowego? Po pierwsze dlatego, że stawiało ogromne wyzwania w zakresie techniki wykonawczej, wymagając nie tylko ogromnej sprawności i zwinności ręki lewej, ale i równie sprawnego i szybkiego grania pasaży za pomocą smyczka. Po drugie natomiast, przyczyniło się do tego wyjątkowe opracowanie treści pozamuzycznej, czyli poprzedzenie każdego z koncertów sonetem, którego autorstwo najczęściej przypisywane jest samemu Vivaldiemu. Choć składające się na ten zbiór koncerty mają podobną budowę, powstawały w różnym czasie i pod względem stylistycznym nie tworzą spójnej całości. Siedem z nich może posłużyć jako doskonały przykład muzyki ilustracyjnej (i ta sama szczęśliwa siódemka została opatrzona tytułami), pozostałe jednak nie mają wyraźnych odniesień pozamuzycznych. Zastanowić się można, co kierowało Vivaldim – ciekawość, chęć eksperymentowania, otwartość na nowe? Każda z odpowiedzi może być prawdziwa.
Co jeszcze o Czterech porach? Cztery trzyczęściowe koncerty, ułożone w cyklu zgodnym z naturą – wiosna, lato, jesień, zima. Cytując za Danutą Gwizdalanką, „Nawet na tle popularnego wówczas repertuaru programowo-ilustracyjnego Cztery pory roku wyróżniały się wielką ilością efektów onomatopeicznych i pomysłowym malarstwem dźwiękowym (...)” – i to właśnie do tropienia malarstwa dźwiękowego chciałabym Państwa dzisiaj zaprosić.
Wychodząc dziełu naprzeciw
Było ich trzech – Vivaldi, od którego wszystko się zaczęło, Astor Piazzolla, który dla tanga był tym, kim Duke Ellington dla jazzu, i Max Richter, z umiłowaniem łączący muzykę klasyczną z elektroniczną. Potem doszło kolejnych dwóch – akordeonista Łukasz Brzezina i saksofonista Jakub Muras, czołówka polskich muzyków młodego pokolenia, których talent budzi podziw, a lista dokonań – szczerze imponuje. W kilku słowach: Muras jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich saksofonistów, a także kompozytorem i aranżerem. Z wyróżnieniem ukończył Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie saksofonu prof. dr. hab. Pawła Gusnara, w której obecnie pełni funkcję asystenta profesora. Studiował także na Musik und Kunst Privatuniversitӓt der Stadt Wien w klasie prof. Larsa Mlekuscha. Jako solista i kameralista występował na wielu prestiżowych, międzynarodowych festiwalach. Jest laureatem ponad 30 głównych nagród w międzynarodowych i ogólnopolskich konkursach. Współzałożył polski kwartet saksofonowy The WHOOP Group, z którym aktywnie koncertuje. Brzezina z kolei ma na swoim koncie ponad 30 nagród zdobytych w prestiżowych, międzynarodowych i ogólnopolskich konkursach. Podobnie jak Muras, od początku swojej edukacji muzycznej występował jako solista i kameralista w wielu krajach Europy i poza nią. W 2016 r. zadebiutował w londyńskiej Royal Albert Hall, a podczas trasy koncertowej po USA – w słynnej nowojorskiej Carnegie Hall. Wielokrotnie uczestniczył w mistrzowskich kursach interpretacji, doskonaląc swoje umiejętności pod kierunkiem najwybitniejszych akordeonistów i pedagogów.
Tym, co ich połączyło, były Cztery pory roku właśnie. Z jednej strony – czołówka najbardziej popularnych utworów w historii muzyki wszelakiej, z drugiej – materiał nieziemsko wręcz wyeksploatowany. Nie oznacza to jednak, że jego zasoby są skończone, bo tak długo, jak długo chodzą po tej ziemi artyści twórczy i odważni, nawet najbardziej ograny repertuar może zaistnieć na nowo, dotrzeć do kogoś, kto jeszcze go nie słyszał, a temu, kto zna go doskonale, pokazać inne rozwiązania. Lubię, kiedy artyści nie kłaniają się w pas dziełom, po które sięgają, a wychodzą im naprzeciw, traktując je niejako po partnersku, i to właśnie zrobili z Vivaldim panowie Muras i Brzezina na najnowszym albumie Vivaldi Forever, którego premiera miała miejsce 26 maja.
Niezwykłe dźwiękowe malarstwo
Czerpiąc z dokonań Piazzolii i Richtera (każdy z nich rozprawił się z Czterema porami na swój sposób i bardzo, bardzo zachęcam, by zapoznali się Państwo z ich propozycjami; różnią się od siebie niesamowicie – od połączenia barokowego kontrapunktu ze złamanym rytmem klasycznego argentyńskiego tanga i muzyki jazzowej do wersji bliskiej minimalistycznej, ascetycznej, a jednocześnie nasyconej emocjami), stworzyli nową jakość – nowy rozdział w historii o dziele, o którym napisano już niemal wszystko. I wciąż udało im się zaskoczyć! Ich autorskie transkrypcje są świeże i interesujące, a umieszczenie w kontekście barokowego dzieła brzmienia saksofonu i akordeonu nadaje mu całkiem nowy wymiar. Muzycy sięgnęli po całość propozycji Piazzolli, Estaciones Porteñas, z Richtera wzięli ogniwa pierwsze, z Vivaldiego zaś – finałowe. To, jak się między sobą przeplatają, jaki krajobraz tworzą i jak intensywne, różnorodne i bogate w doznania malarstwo dźwiękowe nam proponują – jest to rzecz, o której najlepiej przekonać się na własnych uszach. Niech zainspirują!
---
Vivaldi Forever
Jakub Muras, Łukasz Brzezina
Dux Recording Producers 2025
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













