a ponoć w Warszawie jest więcej sklepów z alkoholem niż w całej Szwecji.
Dla kogóż miałby to być powód do dumy?
Alkohol nas zabija. Zabija ciała, dusze, relacje, nadzieje. Zabija naszą przyszłość. Wszyscy to wiemy i żyjemy dalej. To znaczy: żyją (jeszcze) ci, którzy piją, jak i ci, którzy (jeszcze) nie trafili na pijanego sprawcę rozboju – na drodze, w lokalu, w domu…
Wiem, że to są sprawy oczywiste i być może wręcz trąci banałem. No ale przecież rzecz to straszna i nie możemy się do niej przyzwyczajać, machając ręką: „nic nie da się zrobić”, „taki naród”, „w Polsce tak już jest” itd. Nie możemy, bo alkohol wciąż zabija.
Potworna jest ta nasza polska, alkoholowa skaza. Może najstraszniejsze – oprócz ludzkich śmierci i wszelkiego rodzaju zła, jakie spotyka pijących, ich otoczenie i wszelkie inne ofiary – jest to, że jako zbiorowość nie robimy praktycznie nic, by to alkoholowe tsunami zatrzymać. Bo alkohol leje się zewsząd: jest dostępny nie tylko w lokalach, ale też w setkach tysięcy sklepów i na stacjach paliw. Przecież nie ma spożywczaka bez alkoholu, a ponoć w Warszawie jest więcej sklepów z alkoholem niż w całej Szwecji. Dla kogóż miałby to być powód do dumy? W mojej podwarszawskiej miejscowości takich sklepów jest kilkanaście, w tym jeden całodobowy. Miasto zdaje się nie dostrzegać problemu, widocznie zbyt lukratywny to biznes dla miasta. Dlaczego nic nie robią radni (a może robią, ale nieskutecznie?) – tego nie wiem. Ale także na poziomie centralnym nie widać szczególnego poruszenia. Dzieje się to od przypadku do przypadku: najczęściej od jednej, spektakularnej tragedii na drodze do drugiej. A stacje paliw, tak jak były quasi-monopolowymi, tak są nimi nadal. Tak na marginesie: tzw. dopalacze nie są już legalne, ale charakterystyczne neoniki „open”, widniejące na wielu małych przybytkach, nie są przecież klubami grzecznych filatelistów lub miłośników wspólnego czytania klasyki. Wszyscy – łącznie z policją i strażą miejska o tym wiedzą. I co? No oczywiście: nic.
Ale może jest coś nawet jeszcze gorszego niż nasze przyzwyczajenie się do obrazu kwitnącej alkoholowej antykultury i naszej (osobista, samorządowa, państwowa) wobec niej bierności. Tym czymś jest wszechobecna reklama tych używek. W ubiegłym tygodniu na jednym z kanałów telewizyjnych oglądałem ponownie znakomity film Truman show Petera Weira. W przerwie emisji naliczyłem 14 (czternaście!) reklam piwa. Łapię się za głowę: sympatyczni aktorzy, fajni zapewne ludzie – i wchodzą w coś takiego! Czyżby nie wiedzieli, że kreują fałszywy obraz świata (skądinąd, niczym demiurgiczny antybohater Trumana), w którym pokazuje się tylko niewinny początek – roześmiane twarze bawiących się młodych ludzi – ale bez dramatycznych skutków uwiedzenia alkoholem? Nie chcę być tanim moralistą, ale jednak nasuwa się myśl, że współtworzą oni proalkoholowy klimat, a zatem w jakiejś części ponoszą współodpowiedzialność za tragiczne skutki picia. Czyż nie?
Jesteśmy u progu wakacji. Przed nami wyjazdy nad wodę, grillowanie, wzmożony ruch na drogach. I znów, jak co roku, wiele telewizyjnych czy radiowych serwisów informacyjnych będzie rozpoczynało się od tragicznych statystyk dotyczących liczby utonięć czy śmierci na drogach. Serwisy te będą poprzedzone, jakże by inaczej, blokiem reklamowym. A jaki produkt będzie w nich królował? Tak, piwko oczywiście. I tak kręci się nasze (tych, którzy przeżyją i/lub nie stracą nikogo bliskiego) życie. Nie jest to życie na miarę naszych – osobistych, społecznych, narodowych – aspiracji. Co zatem robić? Pisał Miłosz: „zaraz dzień/ jeszcze jeden/ zrób co możesz”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.














