To już ćwierć wieku, kiedy nie ma go z nami. Trudno w to uwierzyć wszystkim, którzy go pamiętają. Nie miałem okazji spotkać się z nim osobiście, choć jako student słuchałem nauk rekolekcyjnych, które głosił w kościele św. Stanisława Kostki na poznańskich Winiarach. Był rok bodaj 1985, tłum ciasno wypełniał świątynię. Nie słuchało się go łatwo: mówił powoli, niemodulowanym głosem, bez retorycznych fajerwerków. Trzeba było się nieźle skoncentrować, aby nadążyć za tokiem jego rozumowania. Ks. Józef Tischner był wtedy postacią legendarną, ważną zarówno dla tych niewielu, którzy rozumieli jego dzieła filozoficzne, jak również dla tych – liczniejszych – zafascynowanych jego osobowością, rolą „kapelana Solidarności”, kapłana „pachnącego owcami”, i to nawet w dosłownym sensie – jako gospodarza bacówki w Gorcach.
Zbyt mało jest miejsca w tym krótkim artykule, aby opisać życie tak bogate w myśli, zaangażowania i zdarzenia. Mamy jednak do dyspozycji szereg tekstów, zarówno jego autorstwa, jak również biografii. Każdy, kto chciałby ujrzeć Tischnera – księdza, uczonego, Górala, ale również człowieka, którego zaangażowanie publiczne budziło szereg kontrowersji, niech sięgnie choćby po jego fascynującą biografię pióra Wojciecha Bonowicza. Ja chciałbym pokazać nieco mniej znane oblicze księdza profesora – brata, przyjaciela, mentora, który miał wielki wpływ na życie wielu najbliższych mu osób.
Otwarty na świat
Gdy odwiedza się cmentarz w Łopusznej, gdzie spoczywa ks. Józef Tischner, można tam, przy odrobinie szczęścia, spotkać jego brata Kazimierza. Patrząc na niego i słuchając go, możemy ulec złudzeniu, że obcujemy z samym Józefem. Kazimierz Tischner, 15 lat młodszy od swego brata, poświęca swoje życie dla kultywowania pamięci o nim, a jako człowiek pełen życia, dowcipny, dystansujący się wobec wszelkich przejawów kultu starszego brata, jest w swych wspomnieniach niezwykle autentyczny i wiarygodny. Pamiętam jego opowieści, w których „Józiu” jawił się w perspektywie wielce osobistej, wręcz intymnej. Braci dzieliło 15 lat – różnica pokoleniowa, tym wyraźniejsza, gdy zdamy sobie sprawę, że jeden urodził się w roku 1931, drugi zaś w 1946.
Świat i Polska przybrały nowy kształt. Różnica doświadczeń, losu, wszystkiego, co nas określa, wymagały zmiany myślenia, nowego pojmowania relacji Kościoła i świata. Nic już nie było takim jak niegdyś. Wielu nie potrafiło wówczas dostrzec dojmującej potrzeby zrozumienia, a nie tylko potępienia świata współczesnego. Aggiornamento było wtedy dość powszechnie dostrzegalną potrzebą – ukrytą, ale tętniącą w umysłach tak wybitnych teologów jak Yves Congar, Henri de Lubac, Karl Rahner, Joseph Ratzinger, Karol Wojtyła i wielu, wielu innych.
Kościół w Polsce był wówczas zamknięty w warownej twierdzy walki o utrzymanie autonomii, przeciwstawiania się antykościelnej, a nawet antyreligijnej polityce władz PRL-u. Sobór był daleko, my walczyliśmy o życie – tak pojmował kwestie soborowej rewolucji prymas Stefan Wyszyński, który uważał, że Kościół w Polsce powinien być ostrożny, a nawet zachowawczy we wprowadzaniu reform soborowych w życie, tak aby nie podsycać wewnątrzkościelnego fermentu, nie dawać okazji do rozbijania jedności Kościoła przez jego wrogów.
Inaczej sądziło krakowskie środowisko „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku” oraz warszawskiej „Więzi”. Zachłyśnięci Soborem, nie rozumieli prymasowskiej ostrożności, chcieli więcej, chcieli szybciej. Związek z tym środowiskiem – nazywanym Kościołem otwartym – zachował i zacieśniał Tischner do końca życia, krytykując, często boleśnie, „księży na manowcach”, żyjących w „krainie schorowanej wyobraźni”.
Człowiek zaangażowany w tak wiele sporów, zajmujący stanowisko w kluczowych debatach swoich czasów był jednocześnie, do pewnego stopnia, opiekunem i mentorem swego brata, nieraz raczej ojcem.
Bez protekcjonalności
Wydaje się jednak, że w przypadku braci Tischnerów nie miało to decydującego znaczenia. Łączyły ich bowiem relacje głębsze niż tylko braterskie. Józef był dla swojego brata raczej ojcem, formującym jego osobowość i życiowe priorytety.
„Brat wspierał mnie w wielu rzeczach – wspomina Kazimierz Tischner – zawsze też starał się zaszczepiać we mnie różne wartości. Dzięki niemu chodziłem na kurs tańca góralskiego, a także dostałem góralskie portki. Były flanelowe, nie z sukna, ale i tak robiły spore wrażenie. Wręczył mi też książkę Na skalnym Podhalu Kazimierza Przerwy-Tetmajera i wybrał dla mnie trzy monologi do nauczenia się w gwarze góralskiej. Co jakiś czas, gdy przyjeżdżał, przepytywał mnie. Przyznaję: szło mi początkowo średnio, ale z perspektywy czasu widzę, jak przydatna była ta nauka. Dzisiaj jestem mu wdzięczny, bo mogę mówić gwarą góralską”.
Starszy brat unikał wobec młodszego jakichkolwiek form protekcjonalności, wychowawczej „mowy trawy”. Był przekonujący, ale bez budzenia poczucia winy.
Przytoczę kapitalny Spis życzeń Kazusiowi ofiarowanych dnia 2 marca 1968 roku, kiedy to naszego Czcigodnego Solenizanta po raz pierwszy rzuciła Kobieta:
1. Woda z miednicy życzy Mu, aby ją zawsze wylewał do wiadra lub zlewu.
2. Prezenty, jakie otrzymał na poprzednich imieninach, życzą Mu, aby ich używał. Szczególnie odkurzacz.
3. Długi zaciągnięte od Braci życzą sobie, aby były w porę zwracane.
4. Jego własny kożuch życzy Mu, aby go pokochał i nie porzucał na rzecz kożucha Brata.
5. Szczoteczka do zębów życzy sobie być używana nie tylko przed randkami.
6. Łóżko chciałoby Go widzieć u siebie zawsze przed 22.00.
7. Liczne Towarzyszki Jego licznych randek życzą Mu, aby na drodze swego wieczornego szczęścia nie spotykał Braci ani z tyłu, ani z przodu.
8. Studium wojskowe życzy Mu chorej wątroby.
9. Chora wątroba życzy Mu studium wojskowego.
10. Dzwonek do bramy życzy Mu gościnnych przypadłości.
11. Niektóre przepiękne Panienki życzą Mu mimo wszystko łagodnego Sądu Ostatecznego.
12. Rekolekcje wielkopostne życzą Mu, aby je miał.
Brat Najstarszy życzy Mu dobrego, zdrowego, niewielkiego, z własnym kluczem, pożyczonym adapterem, własnym kanarkiem, pożyczonymi strojami – głównie wieczorowymi; niech to mieszkanie będzie bez żadnych podręczników z chemii, bez książek o uprawie łąk, a już za żadne skarby – bez podręcznika ekonomii politycznej.
Z dystansem wobec samego siebie
Kontynuując rodzinne tradycje (brat Marian był weterynarzem), Kazimierz podjął studia na Wydziale Zootechniki w krakowskiej Wyższej Szkole Rolniczej. Zamieszkał u brata w warunkach dalekich od komfortu. Relacje braci były serdeczne, choć, jak świadczą przytoczone wyżej życzenia, nie obyło się bez różnic zdań – głównie dotyczących porządku. „Miał taki zwyczaj, że jak czegoś ode mnie oczekiwał, zostawiał kartki – na przykład: «Szklanka potrzebuje umycia» czy «Wiadro warto by napełnić wodą»” – wspomina Kazimierz.
W jego pamięci zachowała się iście tischnerowska anegdota z tamtych czasów. Józef odwiedzał chorego na żółtaczkę brata w nowotarskim szpitalu: „Kiedy moja twarz świeciła na żółto, Józiu przyjechał mnie odwiedzić – ale mogliśmy porozmawiać tylko przez uchylone okno na pierwszym piętrze. Wtedy poprosił, żebym (ze względu na żółty wygląd) stanął w jego obronie, jeżeli na Polskę napadną Chińczycy…”.
Inna przednia opowieść dotyczy juwenaliów: „W dniu ich rozpoczęcia byłem w mieszkaniu z Józiem, który powiedział: «Kaziu, to wasze święto – idź, baw się, korzystaj, póki jesteś studentem». Ja nie miałem ochoty, więc odpowiedziałem: «Dobrze, ale pod warunkiem że ty wymyślisz coś ciekawego». Nie chciałem mu robić przykrości. Po chwili zauważyłem, że zaczął coś knuć. Kazał mi zdjąć pościel z łóżka polowego i wymalował na nim kredą wielki napis: «Pogotowie seksualne». Do tego sporządził mi dwa kartonowe napisy na szyję: «Droga do grzechu wymaga pośpiechu» i na drugim: «Nim zostaniesz ramolem, zatrują cię fenolem». Zrobił taką rewię humoru, że nie wypadało odmówić. Wziąłem te «gadżety» i poszedłem na miasto, udając, że sam wpadłem na ten pomysł. No i powiem, że wzbudziłem zainteresowanie! Ludzie się śmiali, zagadywali. Po powrocie opowiedziałem bratu, jak było, a on – wniebowzięty! Ale już nie zdradzałem wszystkich szczegółów, bo to przecież ksiądz”.
Brat filozof i brat zootechnik – nie było wielkich szans na intelektualną wspólnotę, jednak Józef chyba nie tracił nadziei, gdy wpisywał w 1975 r. dedykację w swojej książce Świat ludzkiej nadziei: „Bratu Kazkowi i Jego rodzinie z beznadziejną nadzieją, że przeczytają”. W tych słowach jest cały Tischner, ze swym szacunkiem, czasem podszytym ironią, wobec innych, bez paternalizmu, pouczania, z humorem i dystansem wobec samego siebie.
„Zbaw mnie Panie od nienawiści”
„Gwiezdnym czasem” Tischnera były lata 80. Stał się nieformalnym, ale oczywistym kapelanem Solidarności. To on głosił kazanie w październiku 1980 r., gdy zjawili się na Wawelu przywódcy związku. Stało się ono zaczątkiem Etyki Solidarności – programem tego wielkiego ruchu społecznego, który głosił za swym duszpasterzem: „Zbaw mnie Panie od nienawiści. I ocal mnie od pogardy Panie”. Jestem ciekaw, na ile jest ów testament Tischnera i on sam częścią tożsamości dzisiejszej Solidarności?
Na koniec przyszło trudne doświadczenie – rak krtani odebrał mu mowę, która była jego szczególnym talentem. Wyprzedził o kilka lat swego przyjaciela Karola Wojtyłę, Jana Pawła II, który z innych przyczyn zdrowotnych także utracił tę szczególną zdolność. Starał się chronić swoich bliskich, zachować dystans wobec własnego cierpienia.
Sięgnijmy znów do wspomnień jego brata. Gdy zaczęły się szerzyć plotki, jakoby umarł, napisał na kartce: „Teraz muszę odpisywać, jakobym nieboszczyk. Może teraz gruchnie druga plotka, że uciekłem z pielęgniarką ze szpitala!”. Tym dystansem i humorem chronił swoich bliskich przed traumą bolesnego umierania, jednak sam zwracał się ku tradycyjnej religijności. Wiele wtedy pisał o s. Faustynie i Bożym Miłosierdziu – on, wyrafinowany intelektualista, szukał nadziei w prostych treściach Dzienniczka. Wielu do dziś tego nie pojmuje.
W tych „dniach przedostatnich” doznał wiele bólu, szczególnie w tej przestrzeni, która była jego domem – w przestrzeni Kościoła. Krzysztof Michalski zapamiętał, że „jak Józiu leżał, już umierający, to dostał list od jakiegoś księdza, który napisał do niego, że jest antychrystem, diabłem, zdrajcą. Cała Polska wiedziała, że on leży i umrze niedługo. Ta nienawiść musiała być bardzo silna i ona zdarzała się, niestety, nie tylko wśród osób świeckich, ale i wśród księży, którzy przecież mogli wiedzieć lepiej, jak się w takiej sytuacji zachować”. Tak, ta fala nienawiści, która zatruła ostatnie lata życia Tischnera, a której inspiratorami były niektóre środowiska katolickie (może raczej pseudokatolickie), nie tylko przyczyniła mu cierpienia, ale była po prostu godnym potępienia zaprzeczeniem wartości ewangelicznych. Czy kiedyś oszczercy uderzą się w pierś?
---
Na koniec wspomnienie brata, które głęboko mnie poruszyło, wtedy, nad grobem księdza profesora: „Kilka dni przed śmiercią był w Łopusznej. Pełniłem przy nim dyżur, który przejąłem po bratowej – miała sobie odpocząć po nocy. Zawołał mnie do siebie skinięciem ręki. Poprosił, abym się pochylił. Wtedy mocno przytulił mnie do piersi, zaczął głaskać. Czułem jego bicie serca i ten bratersko ojcowski uścisk. Było między nami piętnaście lat różnicy; nigdy wcześniej tego nie robił. Później wziął kartkę i coś niewyraźnie napisał. Odczytałem z trudem: «No to, Kazio, żegnamy się». Wyszedłem z pokoju ze łzami. Zawołałem Basię, aby się upewnić w tym, co napisał. Ona też tak odczytała. W pewnym momencie zorientował się, że zrobił nam przykrość. Ja, już uspokojony, podszedłem do niego z pytaniem, dlaczego pisze takie rzeczy. Powoli podniósł się do pozycji siedzącej; dałem mu nową kartkę i długopis. Wtedy napisał już wyraźniej: «Kazio, masz trociny we włosach, idź się uczesz». Na jeszcze innej kartce napisał: «Docenicie mnie po śmierci. Zobaczycie, ile wam kłopotów narobiłem». A na jednej z ostatnich: «Więc niech mnie grzebią w Łopusznej na cmentarzu, między ludźmi, a nie szukają miejsca przy kościele. Bez przemówień. Na drugi dzień zrobią akademię i zanudzą towarzystwo»”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













