W bezpiecznym miejscu

Mela Koteluk znalazła swoje miejsce na muzycznym firmamencie. Jest jej w nim na tyle dobrze, że nie planuje zmian, które przerobią powstałe już konstelacje na układy zgoła odmienne. Z drugiej strony nie mam poczucia, by obecność tej artystki w tym miejscu jakkolwiek się wyczerpała.
Czyta się kilka minut
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Rozdział pierwszy: początek. Melę Koteluk poznałam dzięki Migracjom – jej drugiemu studyjnemu albumowi, który trafił w nasze ręce w listopadzie 2014 r., a w moje – niespełna rok później (dla porządku pierwszy, Spadochron, ukazał się w maju 2012 r.). Pamiętam niemal euforyczną mieszankę zachwytu nad płynącą z jej muzyki wolnością z poruszeniem (wzruszeniem może nawet?) spowodowanym poczuciem bycia zauważoną. Koteluk i jej wspaniały zespół stworzyli świat oparty na kontrastach – połączyli abstrakcję z realizmem, przebogatą różnorodność środków wyrazu z minimalistycznym ascetyzmem. Myślę, że właśnie to stało się kluczem do sukcesu, który przełożył się z kolei na pokrycie płyty podwójną platyną i nominację do Fryderyka w kategorii Album Roku Pop w 2015 r.
Dzięki swojej artystycznej bezkompromisowości Mela Koteluk wypracowała język, którego nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym. Na poziomie brzmienia łączy to, co akustyczne (przez wielu odbierane jako bliższe, bardziej intymne, autentyczne), z tym, co syntetyczne (co z kolei może stwarzać wrażenie głębi rozumianej jako czerpanie z różnorakich mniej i bardziej tradycyjnych przestrzeni, fundujących nam szeroki wachlarz dźwiękowych doświadczeń). Mocno osadzone w realiach teksty pozwalają nam siebie nie tylko w nich znaleźć, ale i zobaczyć – z boku, bez oceny, z ciekawością. Lubię, kiedy wykreowany słowem świat z jednej strony pozwala nam poczuć się wyjątkowymi (to ja, to o mnie, ja to czuję), z drugiej – otula nas poczuciem pewnego rodzaju wspólnotowości (bo to nie tylko ja, nie tylko o mnie, nie tylko ja tak czuję). Teksty Koteluk to jednak nie tylko realizm, ale i spora dawka idealnie wyważonej abstrakcji. Dokładając do tego zespół złożony z topowych polskich muzyków i poprzetykane niespodziewanymi brzmieniami instrumentarium – mamy jakość, która zapada nam w pamięć i nie pozwala pomylić jej z jakąkolwiek inną.

Muzyczna przestrzeń
Rozdział drugi: poezja. Nie do końca się tego spodziewałam. Nie dlatego, że ten album był wyłomem w jej twórczości, ale raczej dlatego, że ukazał się w czasie, w którym wszyscy tkwiliśmy w zatrzymaniu. Pod koniec lipca 2020 r. na światło dzienne wyszła czwarta płyta Meli Koteluk i pierwsza, którą nagrała z perkusyjno-fortepianowym kwartetem Kwadrofonik, specjalizującym się w muzyce współczesnej i improwizowanej.
Astronomia poety. Baczyński to płyta, której wydanie zainicjowało Muzeum Powstania Warszawskiego i której obecność była bezpośrednio związana z 76. rocznicą powstania warszawskiego. Album stanowił kontynuację cyklu płyt wydawanych przez muzeum. Koteluk wraz z pianistą Kwadrofonika, Bartkiem Wąsikiem, odpowiedzialni byli za opracowanie koncepcji muzycznej tego projektu, wybór wierszy i także same kompozycje (w przypadku Wąsika były to również aranżacje). Płytę przyjęto z dużym entuzjazmem, którego źródło tkwiło w spotkaniu dwóch osobowości artystycznych poruszających się raczej po dość odmiennych od siebie biegunach. Wyrażano podziw dla Meli, która – wedle powtarzanych doniesień – nie nagrała nigdy wcześniej ambitniejszej muzyki, i dla Kwadrofonika, którzy z kolei zdecydowali się zaangażować w projekt dużo bardziej przystępny i egalitarny od dotychczasowych. Również i ta płyta zgarnęła Fryderyka, tym razem w kategorii Album Roku Muzyka Poetycka.
Powiem bez zająknięcia – dla mnie Astronomia poety zdeklasowała Migracje, stając się tym z albumów Meli, do których wracam regularnie i w którym zawsze znajduję głębokie poruszenie. Język, którym artyści zdecydowali się opowiedzieć nam znane już przecież z poezji historie nie tylko je dopełnia, ale i przedstawia w nowym świetle – tym, który sprawia, że jeszcze bardziej do nas trafia, jeszcze bliższy nam się wydaje. Niebo, Astronomia, Wolność są dla mnie synonimem muzycznej przestrzeni, której nie ogranicza nawet horyzont. Sięgnijcie po te utwory, pozwólcie Baczyńskiemu, Koteluk i Kwadrofonikowi zrobić w Was miejsce.

Świetna w tekstach
Rozdział trzeci: powrót. Musiało minąć pięć lat, by kolejna część opowieści Meli Koteluk wyszła na świat. Harmonia to album opisywany jako „muzyczna podróż przez świat pełen kontrastów i poszukiwań równowagi”. Ma przypominać, że nawet w największym chaosie można odnaleźć swoje bezpieczne miejsce. Nie ulega wątpliwości, że na muzycznym firmamencie Koteluk to swoje miejsce znalazła. Jest jej w nim na tyle dobrze, że nie planuje zmian, które przerobią powstałe już konstelacje na układy zgoła odmienne; z drugiej jednak strony nie mam poczucia, by obecność tej artystki w tym miejscu jakkolwiek się wyczerpała. Tworzy w zgodzie ze sobą, nadal lawirując pomiędzy skrajnościami – minimalizmu i bogactwa, realizmu i abstrakcji. Nadal opowiada historie, w których możemy znaleźć kawałki siebie, albo które mogą nam te kawałki pomóc odnaleźć. Duet Zobaczyć ciebie z Ralphem Kamińskim jest spotkaniem dwóch niesamowicie wrażliwych i świadomych artystów, dla których wspólne tworzenie ma większą wartość niż wyścig o artystyczną rację. Bliża i dal ze Smolikiem jest z kolei lawirowaniem między akustycznymi i elektronicznymi brzmieniami, co daje nam poczucie wciągającej wielowymiarowości. No i teksty – w tekstach Mela Koteluk jest świetna. Niezależnie od tego, czy swoim głosem opowiada te, które napisał ktoś, czy używa go do przekazywania nam swoich – „dowozi” je na najwyższym możliwym poziomie, a jej charakterystyczny, lekko matowy głos czyni to doświadczenie prawdziwie unikatowym.
Ciekawa jestem bardzo, jak potoczą się dalsze losy Harmonii – czy będziemy mogli spotkać się z nią na żywo i jeśli tak, jak ten repertuar zachowa się w zderzeniu z energią publiczności. Cieszy mnie powrót Meli Koteluk i cieszy również cała jej dotychczasowa droga. Od Migracji, do których zawsze będę mieć już pewnego rodzaju sentyment, przez Astronomię…, która ma na mojej życiowej playliście szczególne miejsce, aż do Harmonii, którą nadal sama odkrywam. Mam nadzieję, że i Państwo po tę harmonię zdecydują się sięgnąć. Wszyscy przecież jej potrzebujemy, prawda?

---

Harmonia
Mela Koteluk
Warner Music Group 205

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 23/2025