Szczęście na pampie

W matni obowiązków i goniąc za sukcesem, nie doświadczamy szczęścia.
Tęsknimy za nim, choć nie mamy przestrzeni, by je przyjąć.
O ludziach, którzy taką przestrzeń mają, opowiada film Gaucho Gaucho.
Czyta się kilka minut
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe

Michael Dweck i Gregory Kershaw raz na kilka lat wypuszczają w świat kolejne filmy. Drogę do pełnometrażowych dokumentów przeszli od sztuk wizualnych, poprzez zamówienia rynkowe, aż po tworzenie niesamowitych obrazów, których malarskość i melancholijna głębia sprawiają wrażenie, jakby ktoś przygotował je fabularnie. Dweck jest amerykańskim artystą wizualnym i filmowcem. Najbardziej znany jest ze swojej narracyjnej fotografii, która, jak twierdzą krytycy, eksploruje zmagania między tożsamością a adaptacją w zagrożonych enklawach społecznych. W 2003 r. był pierwszym żyjącym fotografem, który miał indywidualną wystawę w Sotheby’s. Bardziej tajemniczą postacią jest Kershaw: operator kamery, producent, reżyser, scenarzysta. Jednak gdy oglądałem kilka wywiadów z tymi twórcami, miałem wrażenie, iż więcej mówi Kershaw, tak jakby technicznie – ale też na poziomie idei – przenosił on na ekran pomysły Dwecka.

Zanikające społeczności
Piszę o tym, bo trzy filmy stworzone w zgranym duecie są bardzo poruszające. Ich punktem wyjścia są zanikające społeczności. Opowieści o nich wyzwalają wiele na co dzień niedostępnych odczuć. Jest nim nostalgia – choć bardzo dziwna, odnosząca się do rzeczywistości, których nigdy nie przeżywaliśmy. To rzeczywistości ukryte w górach, na bezbrzeżnych równinach, peryferiach miast. To nie są grupy zamknięte na innych – po prostu nikt ze świata zewnętrznego nie zamierza do nich dołączyć, niewielu rozumie to, w jaki sposób funkcjonują i co jest źródłem ich satysfakcji.
Szczególnie ważna jest w tym kontekście droga twórcza Dwecka. Jak już wspomniałem, zajmował się on zaangażowaną fotografią, która przekazywała opowieść na temat jej bohaterów. Podczas studiów zetknął się z kreatywnymi działaniami kilku znanych nowojorskich agencji reklamowych. Po studiach, chcąc uciec od frustracji związanej z tym, co uważał za mało inspirujące, założył własną firmę. Zespół szybko zyskał reputację dzięki niekonwencjonalnym i awangardowym kreacjom, pełnym poczucia humoru. W lipcu 2001 r. Dweck zamknął agencję i porzucił reklamę, aby skupić się na fotografii. Eksplorował świat surferów, śledził przemianę małej wioski rybackiej w nadmorski kurort, fotografował Kubę i dzieci jej rewolucjonistów, tworzył też rzeźby.

Różne kosmosy
Dopiero w 2018 r. stworzył z Kershawem swój pierwszy film, Ostatni wyścig – niestety niedostępny w dystrybucji w Polsce. Rozpoczął się on również od projektu fotograficznego, a zakończył premierą filmu. Fabuła kręci się wokół pary po osiemdziesiątce. Barbara i Jim Cromarty są właścicielami i zarządcami toru wyścigowego Riverhead Raceway. Wraz ze wzrostem wartości nieruchomości pewna korporacja oferuje im ponad 10 mln dolarów za sprzedaż toru – ostatniego tego typu obiektu na Long Island. Odmawiają, bo pozbawiłoby to grupę kochających wyścigi ludzi dostępu do swojej ulubionej rozrywki. Nie jest to jednak dokument o sporcie, ale o przekształcaniu świata poprzez kapitalistyczne rozbudowy miast.
Drugi pełnometrażowy film Dwecka, wyprodukowany i wyreżyserowany z Gregorym Kershawem, Truflarze, jest bardzo dobrze znany w Polsce. Akcja rozgrywa się we włoskim Piemoncie, a tematem filmu jest trufla Alba, zwana też tartufo blanco – wysoko ceniony przysmak, za który elita kulinarna gotowa jest płacić krocie, występujący głównie na gęsto zalesionych wzgórzach. Aby znaleźć trufle, doświadczeni poszukiwacze, z których większość w filmie ma ponad 80 lat, przeszukują lasy ze swoimi psami, których węch wykrywa trufle rosnące pod ziemią. I znów, choćby z powodów biologicznych, społeczność ta zanika.
Głównym problemem obu tych filmów jest fakt, że mimo wszechobecnej globalizacji, unifikacji gustów, ale też celów, które ludzie sobie wyznaczają w życiu, świat i poczucie szczęścia ludzi jest wciąż bardzo różnorodne. Poznając fragment innej kultury, możemy się zapoznać z zupełnie innym kosmosem.

Życie, które ma sens
Gaucho Gaucho, najnowsze dzieło duetu Dweck-Kershaw, to czarno-biały dokument z 2024 r. Film przenosi nas do północno-zachodniej Argentyny, gdzie w prowincji Salta żyje społeczność gauchos – argentyńskich kowbojów, którzy pielęgnują tradycyjny styl życia, z dala od zgiełku współczesnego świata. Główną bohaterką jest nastoletnia Guada, która marzy o zostaniu gauchą. Jej determinacja, by przełamać stereotypy płciowe i uczestniczyć w męskich zawodach rodeo, stanowi oś narracyjną filmu. Towarzyszą jej barwne postacie społeczności, takie jak pięcioletni Jony, zafascynowany kulturą gauchos, jego ojciec Solano, 83-letni gawędziarz Lelo oraz wszechstronnie utalentowany Santino – muzyk, tancerz i prezenter radiowy. Gaucho Gaucho, którego polska premiera odbyła się 6 czerwca, zdobył nagrodę specjalną jury za dźwięk na festiwalu Sundance oraz wyróżnienie na festiwalu w Locarno.
Każda kolejna scena w filmie jest nowym obrazem, kinowym wszechświatem. Ma się wrażenie, może przez monochromatyczność filmu, że kolejne obrazy są jakby malowane: światłem, gestami, rytuałami, spojrzeniem bohaterów. Twórcy filmu mówią, że tworzenie kolejnych scen i sklejanie ich ze sobą nie jest dla nich procesem intelektualnym, raczej szukają kolejnych wątków i to one ich znajdują. Nie inaczej czujemy się jako odbiorcy. Czy to słuchając życiowych mądrości Lelo, czy podśmiechując się z optymizmu Santino, dociera do nas głębokie przekonanie o życiu, które ma sens, które wprawdzie toczy się na wielkiej pampie, ale w jakże oswojonych małych wspólnotach. Młodzi ludzie nie dążą do przenosin do miasta, a przynajmniej spotykamy tych, którzy są zapatrzeni w swoją rodzimą kulturę i chcą stać się jej częścią. Widząc swoich szczęśliwych rodziców i dziadków, sami chcą zostać gaucho, tak jak Guada. Nikt jej nie zabrania realizować tego marzenia. Niektórzy argumentują, jakie wiąże się z tym ryzyko, ale ostatecznie staje ona do lokalnego rodeo jak równy z równym.

Z nadzieją
W filmie nie słyszymy o problemie, który grozi zanikiem tej kultury – chodzi o hodowlę przemysłową, mechanizację, wyjaławianie ziem. Gauchos są bardzo użyteczni, ale gdy nie mieliby gdzie hodować bydła, ich misja straciłaby sens. Tę użyteczność nadają więc siły natury, połacie traw, deszcz i ciepło argentyńskiej pampy. Naturze miejscowi oddają cześć – na początku sezonu swojej pracy proszą o łaskawość Matkę Ziemię. Jednak to nie tak, że gauchos są poganami, bo równie mocno proszą o błogosławieństwo z niebios, Boga Ojca i Jezusa. Nie są to rytuały magiczne, ale głębokie przekonanie o potrzebie równowagi między niebem a ziemią, potrzebie boskiej interwencji w życiu człowieka i w jego pracę. To film o zgodzie na życie – inny niż Truflarze, który to obraz był apoteozą pogodnego przemijania. Tutaj mamy zgodę na życie z nadzieją, że będzie ono trwać poza horyzontem naszych wyobrażeń i rzeczywistości, w której żyjemy.

---

Gaucho Gaucho
reż. Michael Dweck, Gregory Kershaw
Argentyna, USA 2024
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 23/2025