Zmarła w 2003 r. Leni Riefenstahl, czołowa propagandystka Hitlera, reżyserka topowych filmów zamówionych przez nazistowski reżim, dokumentowała swoje długie życie z pietyzmem. Segregowała z zapałem fotografie, dokumenty, korespondencję, zdjęcia filmowe, taśmy magnetofonowe. Wkładała do osobnych, szczegółowo opisanych pudełek, regałów i kopert. Pudeł nazbierało się 700. Po jej śmierci dysponował nimi jej partner, Horst Kettner, który zresztą gorliwie dokumentował jej życie codzienne. Jego taśmy wzbogaciły spadek Leni, a kiedy umarł i on, wszystko przeszło w ręce ich gospodyni. Ta przekazała owe „skarby” Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego w Berlinie. Wtedy dotarł do nich Andres Veiel, niemiecki reżyser i scenarzysta, twórca m.in. filmu fabularnego Jeśli nie my, to kto? (2011), który opowiadał o genezie powstania Frakcji Czerwonej Armii, czyli RAF, niemieckiej powojennej organizacji terrorystycznej, oraz dokumentu Beuys. Sztuka to rewolucja (2017) o życiu niemieckiego artysty Josepha Beuysa. Znany jest z tego, że przygotowuje się do swoich filmów bardzo dokładnie, nie szczędząc czasu na badanie dokumentacji, poświęcając swoim projektom całe lata. Nie inaczej było w przypadku Leni Riefenstahl – był pierwszym, który miał wgląd we wszystko, co po sobie pozostawiła. Okazało się, że warto było zrobić kolejny film poświęcony osobie, o której napisano już obszerne biografie i wyemitowano nawet trzyodcinkową serię dokumentalną. Wtedy jednak jeszcze żyła, a że była wybitną manipulatorką, pokazywała siebie tak, jak chciała. Czyli jako poświęconą sztuce genialną artystkę, dla której polityka nic nie znaczyła, bo przecież prawdziwi artyści na polityce się zupełnie nie znają. Stawiała się w roli ofiary, którą cały świat oskarża o coś, o czym nie miała pojęcia. Gdy miała dosyć, wyjechała z Niemiec i z Europy, uciekając przed zadającymi jej niewygodne pytania dziennikarzami i zaszyła się wśród tubylczego plemienia z gór Nuba w Sudanie, których członków traktowała z iście kolonialną władczością. Veiel w swoim filmie Riefenstahl nie pokazuje „wcielenia zła”, a szuka w przepastnym archiwum śladów człowieka i pyta: dlaczego stała się taka?
Na szczyt
Dokument Veiela rozpoczynają sceny z filmu Błękitne światło z 1932 r. Młoda kobieta wspina się na górskie pionowe skały z zadziwiającą zgrabnością i siłą. Bohaterka filmu, Junta, żyje w odosobnieniu. Miejscowi uważają, że jest odpowiedzialna za śmierć młodych ludzi, którzy zginęli podczas wspinaczki do wypełnionej kryształami groty, z której nocą, podczas pełni Księżyca, wydobywa się błękitne światło. To święte dla Junty miejsce ostatecznie zostaje sprofanowane przez mężczyznę, któremu zaufała, i mieszkańców wioski. Film reżyserowała Leni Riefenstahl, jest też odtwórczynią głównej roli. Często będzie o nim wspominać, wskazując na jego istotną rolę w swojej twórczości i życiu. Twierdziła, że tak jak Junta żyła w świecie marzeń do czasu, aż jej ideały zostały zniszczone. Ciekawe, że całkiem szybko zapomniała o twórcach scenariusza. Béla Balázs i Carl Mayer oraz producent Harry R. Sokal zostali wymazani z napisów końcowych z powodu żydowskiego pochodzenia.
Zanim została reżyserką, występowała po drugiej stronie kamery, stając się ulubioną aktorką Arnolda Fancka, twórcy nurtu niemieckiego filmu górskiego. Już tutaj dało się odczuć jej władczy charakter: tak natrętnie domagała się roli w jego filmie, że faktycznie ją dostała. Od 1924 r. zagrała w kilku, m.in. w Świętej górze, Burzy nad Mont Blanc i Białym piekle. Na fali swojej aktorskiej kariery próbowała dostać rolę w filmie Błękitny anioł, lecz, jak wiemy, otrzymała ją Marlena Dietrich. Ciekawe, jak potoczyłoby się jej życie, gdyby los zatrzymał ją na tym planie filmowym? A tymczasem usłyszała przemówienie Adolfa Hitlera. Był 1932 rok, a jej ciało pokryło się gęsią skórką. Była oszołomiona. Zafascynowała ją jego osoba i ekspresja. Już rok później z kamerą zjawiła się na spotkaniu NSDAP, co zaowocowało niedługim filmem Zwycięstwo wiary. Tym razem zauroczony Leni oraz możliwościami i mocą kina był Hitler. Zaproponował jej sfilmowanie zjazdu partyjnego w Norymberdze i tak powstał Triumf woli. Był rok 1934. Była już po lekturze Mein Kampf. Przemawiał oczywiście Hitler, także Rudolf Hess, Joseph Goebbels, Heinrich Himmler, Hans Frank i inni. Cztery dni udokumentowane w stylu niemieckiego ekspresjonizmu, z genialną grą światła i cienia, niepokojącymi zbliżeniami, wspaniałymi ujęciami. Obrazy maszerujących kolumn, łopoczących flag i sztandarów, postaci Hitlera, uniesionych rąk w nazistowskim pozdrowieniu należą do klasyki kina dokumentalnego, choć sam film po wojnie został w Niemczech zakazany. W 1936 r. powstał drugi dokument: Olimpiada. Temat również zlecony przez Hitlera w związku z odbywającymi się w Berlinie igrzyskami olimpijskimi miał pokazać Niemcy jako kraj silnych i zdrowych ludzi, kraj bogaty, dysponujący nieograniczonymi środkami finansowymi, kraj marzeń. Dostała na ten cel niewyobrażalną ilość pieniędzy, mogła zatrudnić najlepszych operatorów kamer, zastosować nowatorskie techniki, przekraczać wszelkie techniczne bariery. Odpowiadała bezpośrednio przed Hitlerem, a on zrozumiał, jaki to skarb mieć na swoich usługach twórczynię kina, które dociera do mas. Film osiągnął sukces, choć podczas premiery amerykańskiej Riefenstahl nie była już witana tak entuzjastycznie, uważano ją za zwolenniczkę nazistowskiego rządu, zwłaszcza że dziennikarzowi „Detroit News” powiedziała, że dla niej Hitler jest największym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył.
Artystka naiwna
Po wojnie starannie kreowała swój wizerunek, wmawiając wszystkim, że filmy te kręciła na rozkaz (skąd to znamy?) i że nie miała pojęcia o antysemityzmie, mimo że wśród jej znajomych byli Żydzi i mimo że w Triumfie woli Hitler jasno wypowiada się na temat czystości rasy. O Holokauście nie miała pojęcia. Wiedziała o istnieniu tylko jednego obozu koncentracyjnego, i to przed wojną, dla przestępców. O komorach gazowych dowiedziała się dopiero po wojnie. Nawet nie należała nigdy do partii, więc czego od niej wszyscy chcą? A że robiła takie filmy? Twórca ma prawo korzystać z oferowanych mu środków, żeby urzeczywistnić swoją artystyczną wizję. Czyż dzięki temu nie powstała dobra sztuka? Gdyby dostała pieniądze od Churchilla, nakręciłaby dla niego. W Pamiętnikach (niemal 600 stron, wydane w 2003 r. przez Świat Książki) napisała: „Ludzie wciąż oczekują, że przyznam się do winy. Nigdy nie przeszedł mi przez usta żaden antysemicki komentarz. Nigdy nie byłam antysemitką i dlatego też nie wstąpiłam do partii. Gdzie w takim razie jest moja wina?”. Kreowała rolę naiwnej kobiety, która uległa fascynacji nieodpowiednimi ludźmi. Skąd mogła wiedzieć, jak to się potoczy?
W dokumencie Veila oglądamy fragmenty programów telewizyjnych z Leni Riefenstahl. Za każdym razem, gdy dziennikarze pytają o jej bliską znajomość z Hitlerem i czy czegoś żałuje, wymiguje się od odpowiedzi. Jej twarz staje się zagadkowa, tak jakby publiczne odrzucenie tej osoby nie mogło przejść jej przez gardło. Można mieć wrażenie, że to zauroczenie wciąż trwa. Że jest dla niej niemożliwością odciąć się od tamtych wydarzeń. Może wciąż buduje na nich swój prestiż? Może dlatego nie potrafi się tego wyrzec? Interesujące są zwłaszcza fragmenty wycięte, kiedy reżyserka wychodzi ze swojej roli, kiedy daje się ponieść emocjom, krzyczy, obraża się, wstaje z fotela, wyłącza mikrofon. Nie znosi tych ciągłych pytań o przeszłość, tego ciągłego przepytywania o to, co wiedziała, a czego nie. Potem odbiera telefony od widzów, „zwykłych Niemców”, które sumiennie nagrywa. Mnóstwo taśm magnetofonowych z zapisami głosów poparcia dla niej. Jeszcze więcej listów. A w jej archiwum setki tysięcy zdjęć, w tym starannie przechowywane te, na których stoi u boku Hitlera, Speera czy Goebbelsa. Sytuacje prywatne, wizyty towarzyskie, uśmiechy na twarzach, luz, ciepło, obopólna sympatia. Mimo że we wrześniu 1939 r. już wiedziała, jak to wszystko wygląda. Jako korespondentka wojenna, ubrana w elegancką wersję munduru Wehrmachtu, razem ze swoimi operatorami była świadkiem masakry Żydów na rynku w Końskich. Istnieją świadectwa, które przypisują jej przypadkową rolę w tej zbrodni. Ktoś zrobił jej wtedy zdjęcie: jest przerażona. Wciąż trwała jej naiwność? A wykorzystanie do zdjęć jako statystów ponad setki Romów z obozu, którzy potem zostali tam odesłani? Nie można było znaleźć świadków – niestety wszyscy zginęli.
---
Riefenstahl
reż. Andres Veiel
Niemcy 2024
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













