Wybielanie Hitlera?

"Upadek" - film o ostatnich dniach Trzeciej Rzeszy - oglądałem w Wiedniu. Kino było wypełnione po brzegi, miejsca zajmowali Austriacy, przeważnie w średnim wieku i młodzież. Potomkowie tych, którzy dali się omamić. Po zakończeniu projekcji większość z nich opuszczała salę w milczeniu. Ze spuszczonymi głowami.



Traudl Junge miała 22 lata, kiedy w 1942 r. rozpoczęła pracę jako...
Czyta się kilka minut
"Upadek" - film o ostatnich dniach Trzeciej Rzeszy - oglądałem w Wiedniu. Kino było wypełnione po brzegi, miejsca zajmowali Austriacy, przeważnie w średnim wieku i młodzież. Potomkowie tych, którzy dali się omamić. Po zakończeniu projekcji większość z nich opuszczała salę w milczeniu. Ze spuszczonymi głowami.

Traudl Junge miała 22 lata, kiedy w 1942 r. rozpoczęła pracę jako sekretarka Adolfa Hitlera. To spełnienie jej marzeń, to szczytowy punkt jej życiowej kariery. Naiwna i łatwowierna postanawia nie opuścić swojego Führera także wtedy, gdy on w ostatnich dniach swych rządów ukrywa się wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami w bunkrze pod kancelarią Rzeszy, a Armia Czerwona metr po metrze, budynek po budynku, zdobywa Berlin.

Tak rozpoczyna się akcja filmu "Der Untergang" ("Upadek"), który przedstawia ostatnie dwanaście dni nazistowskich Niemiec, od 55 urodzin Hitlera - 20 kwietnia 1945 r. - do jego samobójczej śmierci - 2 maja tegoż roku. "Der Untergang" opiera się na książce niemieckiego historyka Joachima Festa pod tym samym tytułem oraz na wspomnieniach owej młodej sekretarki, której w ostatniej chwili udało się uciec z bunkra Führera, zatytułowanych "Bis zur letzten Stunde" ("Do ostatniej godziny"). W 2001 r. reżyser Andre Heller nakręcił na ich podstawie film dokumentalny "Im toten Winkel" ("W martwym polu") z udziałem sędziwej już wtedy Traudl Junge (zmarła rok później, w 2002 r.). Ambicją reżysera "Upadku" Olivera Hirschbiegela było jak najwierniejsze oddanie atmosfery, jaka towarzyszyła upadkowi Trzeciej Rzeszy oraz charakterystyka postaci historycznych tego czasu, przede wszystkim samego Adolfa Hitlera. Właśnie ta próba, jak się wydaje, wywołała największe kontrowersje w naszym kraju, jeszcze przed pojawieniem się filmu na polskich ekranach.

Zarzutem, który można najczęściej usłyszeć, jest opinia, że film ten usiłuje uczłowieczyć "bestię", próbuje największego zbrodniarza XX wieku przedstawić od ludzkiej strony, a może nawet wzbudzić w widzu sympatię do niego. Cóż wobec tego możemy zobaczyć na ekranie?

Ostatnie dni

Adolf Hitler, grany przez znakomitego niemieckiego aktora Bruno Ganza, nie dopuszcza do siebie myśli o kapitulacji. Otoczony przez wiecznie pijanych generałów, którzy nie ośmielają mu się przeciwstawić, snuje plany obrony. Przesuwa na mapie swoje armie, których w rzeczywistości dawno już nie ma. Koniec jest bliski. Mimo to rozkazy likwidacji "zdrajców" należą nadal do porządku dziennego, między innymi wyrok śmierci wydany na szwagra Evy Braun. Na ulicach Berlina rozgrywają się tymczasem dramatyczne sceny. Indoktrynowane przez faszystowską propagandę dzieci wierzą wciąż w ostateczne zwycięstwo i stawiają czoła radzieckim czołgom. Bezradni ludzie siedzą w mieszkaniach, niektórzy popełniają samobójstwo. Na ulicach panuje mord i samosąd, "zdrajcy" są wieszani na drzewach lub we własnych domach przez nazistowskie bojówki. Film nie pozostawia wątpliwości, kto jest temu winien. To nie Rosjanie, którzy zresztą pojawiają się na ekranie dopiero w końcówce filmu, ale dyktator ukryty w bunkrze sześć metrów pod ziemią ponosi odpowiedzialność za to, co się dzieje. Hitler nie ma żadnego względu na niemiecki naród: "W tej wojnie nie ma cywilów. Jeśli są słabi, powinni umrzeć" - mówi człowiek, który jednocześnie precyzyjnie przygotowuje własne samobójstwo. No właśnie - człowiek. Co jest ludzkiego w filmowym Hitlerze?

"Bestia" wyprowadza psa na spacer, w chwili intymności namiętnie całuje Evę Braun, jest szarmancki wobec pań, "po ojcowsku" głaszcze młodą sekretarkę, grzecznie dziękuje kucharce za pyszny posiłek, osobiście wręcza odznaczenia prostym żołnierzom. Tych kilka epizodów powoduje, że "demoniczne zło" rzeczywiście nabiera ludzkich kształtów. I pozwala zrozumieć, jak to było możliwe, że Hitler zdobył władzę nad duszami Niemców (a także Austriaków), władzę, jakiej nikt dotąd nie miał. Jak to się stało, że jeden człowiek omamił i przekonał miliony ludzi do barbarzyństwa, jakiego świat dotąd nie widział? Dotąd tego nie rozumiałem, teraz potrafię to sobie wyobrazić.

Na ekranie widzimy Hitlera takiego, jakim widziała go jego sekretarka w 1945 roku. Traudl Junge jest tutaj przedstawicielką całego pokolenia niemieckiej młodzieży lat trzydziestych i początku czterdziestych, które do końca wierzyło w swojego Führera. Twórcy filmu przedstawiają ten sposób patrzenia bez cynizmu i bez moralizowania. Starają się po prostu opowiedzieć pewną historię. Czy dlatego można uznać "Upadek" za film niebezpieczny? Wydaje się, że nie. Przedstawienie Hitlera jako jednostki posiadającej ludzkie cechy nie oznacza przecież jego usprawiedliwienia. Trudno się zresztą takiej próby w filmie dopatrzyć. Nie widać też śladu sympatii dla mordercy.

Mimo wszystko człowiek

Nigdy nie miałem wątpliwości co do tego, że Adolf Hitler był człowiekiem. Na pewno bezgranicznie złym, ale jednak człowiekiem. I tylko jako człowiek może podlegać moralnej ocenie. Ta ocena nie jest w "Upadku" wyrażona wprost, niemniej jednak po obejrzeniu filmu narzuca się sama: Hitler był psychopatycznym tyranem, który zdobywszy władzę, przyczynił się bezpośrednio do śmierci i cierpienia dziesiątek milionów ludzi. I nie ma mowy o żadnym usprawiedliwieniu oprawcy. Nie ma także mowy o usprawiedliwieniu tych, którzy pozwolili mu się omamić. Takie jest, moim zdaniem, przesłanie tego filmu. I mam podstawy twierdzić, że podobne przekonanie wynieśli z sali kinowej pozostali widzowie. "Upadek" oglądałem w Wiedniu, kino było wypełnione po brzegi. Miejsca zajmowali Austriacy, przeważnie w średnim wieku i młodzież. Potomkowie tych, którzy dali się omamić. Po zakończeniu projekcji większość z nich opuszczała salę w milczeniu. Ze spuszczonymi głowami.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2004