Starcie dwóch iluzji

Aż 62,1 proc. Polaków uważa, że do ewentualnego powstrzymania agresora potrzebna jest pomoc tak USA, jak i Europy
Czyta się kilka minut
Piotr Zaremba, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej” i „Polski Times” | fot. Magdalena Bartkiewicz
Piotr Zaremba, publicysta „Dziennika Gazety Prawnej” i „Polski Times” | fot. Magdalena Bartkiewicz

Kiedy będziecie to państwo czytali, zdarzenie będzie już przeżyte po wiele razy. Ale mam wrażenie, że nadal roztrząsane. Mowa o pojawieniu się Karola Nawrockiego, kandydata prezydenckiego PiS, najpierw w ogrodach Białego Domu, potem w Gabinecie Owalnym z Donaldem Trumpem.
Kampanię, jaką rozpętała w tej sprawie tak zwana druga strona, uważam za godną tych wyborów, które zbyt często przypominają zapasy w błocie. Najpierw zaprzeczanie, że cokolwiek się zdarzyło. Teza, że Nawrocki przypadkowo pojawił się w pobliżu amerykańskiego bossa. Potem, kiedy pojawił się niezbity dowód, czyli wspólne zdjęcie, podwójny kontratak.
Z jednej strony Trump miał kandydata PiS podejmować przez kilkadziesiąt sekund. Z drugiej – to fatalny prezydent, więc nie ma się czym chwalić. Przeciwnie, to ma być powód do wstydu. Dawny arbiter politycznej elegancji Tomasz Lis, zmieniony dziś w chorego z nienawiści propagandzistę, napisał o spotkaniu „alfonsa” (Nawrockiego, pomawianego na podstawie plotek) z „agentem” (czyli Trumpem, Tusk się z pomówienia rakiem wycofał, ale nie jego żołnierze).
Tyle o brudnej pianie. Jest pytanie, czy pokazywanie się z obcymi politykami powinno być w kampanii poważnym argumentem. Liderzy Koalicji Obywatelskiej ogłaszają, że nie. Po czym zabiegają o pojawienie się Rafała Trzaskowskiego u boku byłego prezydenta Baracka Obamy. W sieci przypomina się też o wspólnych zdjęciach wielu z nich z Ursulą von der Leyen w czasie kampanii do europarlamentu.
Powiedziałbym ostrożnie: nie wiadomo, czy to pomoże prawicowemu kandydatowi. Tym bardziej nie wiadomo, czy pomoże w czymkolwiek Polsce, w przypadku gdyby Nawrocki miał wybory wygrać. Można by hasło trzymania się Ameryki jako głównej zapory przeciw Rosji uznać za sianie złudzeń. Trump jest w relacjach z Kremlem co najmniej chwiejny, a co ważniejsze, chce ograniczać europejskie zaangażowania Ameryki. Ale zarazem może rządy bliższe mu ideologiczne miałyby szanse na to, aby proces jego wycofywania się przynajmniej opóźnić.
Marcin Duma, szef pracowni sondażowej IBRIS, opowiadał mi, co sądzą na ten temat Polacy. Aż 62,1 proc. z nich uważa, że do ewentualnego powstrzymania agresora potrzebna jest pomoc tak USA, jak i Europy. 15,7 proc. uważa, że obroni nas sama Ameryka. 9,4 proc., że sama Europa.
Z punktu widzenia wiary zdjęcia z prezydentem USA mają więc wartość kampanijną, nawet z nieobliczalnym Trumpem, który dopiero co obsypywał komplementami Władimira Putina. A czy ma to sens z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa? Ja mu nie ufam. Polska prawica go kocha, choćby jako sojusznika w globalnej, ideologicznej wojnie z polityczną poprawnością. Możliwe, że ta bliskość mogłaby mieć pozytywne skutki i w geopolitycznych grach z Ameryką. Ale możliwe też, że Trump wojujący w wielu sprawach z Europą – cła to tylko pierwszy przykład – europejskiej, eurosceptycznej prawicy bardziej zaszkodzi. Bo mieszkańcy tego kontynentu, także Polacy, uznają, że ta prawica gra z Ameryką przeciw ich interesom.
Na razie mam wrażenie starcia dwóch iluzji. Opowieści Donalda Tuska (straszącego nas przez lata Trumpem), że receptą na rosyjskie zagrożenia jest Unia Europejska bardziej zwarta i odbierająca kolejne kompetencje państwom narodowym, są równie wydumane jak wiara w globalną i mającą nas ochronić charyzmę amerykańskiego prezydenta. Na mrzonkach dotyczących europejskiej polityki obronnej na razie zarobią niemieckie i francuskie fabryki zbrojeniowe. A co przyniesie przyszłość? Trzeba by lawirować między Ameryką a Unią. Jakoś nie bardzo wierzę w sprawność polskich polityków w tej sztuce.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 19/2025