Właśnie ten obraz mam przed oczyma, kiedy myślę o tytułowej tłoczni Chrystusa, znanej też jako tłocznia mistyczna lub tłocznia gniewu Bożego. To dość szeroko znany motyw w sztuce chrześcijańskiej: Jezus w koronie cierniowej stoi w kadzi z winogronami, a rolę dociskającej od góry belki bywa, że odgrywa krzyż, którym Pan jest zgniatany albo przez anioła, albo przez Ojca. Z miażdżonego ciała tryska krew, a na twarzy widać głębokie cierpienie. Obraz drastyczny, próbujący oddać głębię tego, co wydarzyło się w Wielki Piątek, a o czym będziemy słyszeć w głównej Ewangelii czytanej w Niedzielę Palmową, której druga nazwa to przecież Niedziela Męki Pańskiej.
Krew winogron
Motyw Chrystusa jako miażdżonego w tłoczni pojawia się już u św. Ambrożego z Mediolanu, a więc w IV wieku. Komentując fragment błogosławieństwa, którego Izrael udzielił Judzie: „W winie prać będzie swą odzież i w krwi winogron – swą szatę” (Rdz 49, 11), starożytny biskup mówi o tym tekście jako proroctwie dotyczącym męki Pańskiej. W końcu Jezus, jako potomek Dawida, pochodził z pokolenia Judy. I o ile literalnie w błogosławieństwie chodzi o obraz olbrzymiego bogactwa, które przypadnie królewskiemu rodowi, o tyle alegorycznie rzeczywiście współbrzmi genialnie z późniejszymi zapowiedziami proroków – Izajasza i Joela, nie pomijając Apokalipsy. To przecież w tej ostatniej pojawia się uderzający paradoks, czyli błogosławieństwo dla tych, którzy szaty swoje wybielili w Krwi Baranka (zob. Ap 7, 14). Jeśli jeszcze dodamy do tego, że krew winogron na ołtarzu staje się krwią Pana, obraz się „domyka”: zapowiedziane przez patriarchę bogactwo Judy to krew przelana przez Boga-człowieka i ma ono nieskończoną, bo wieczną wartość. Dzięki temu może wykupić człowieka od śmierci, a więc obmyć/wybielić go z jego grzechu, który jest tej śmierci przyczyną.
Miażdżenie winogron oraz ich sok z męką Pana i Jego krwią zestawiał potem najbardziej znany uczeń Mediolańczyka – św. Augustyn, ale największą popularność motyw ten zyska w średniowieczu. Jak pisze ks. Tadeusz Gacia w artykule Motyw torcular Christi i jego reminescencje w średniowiecznej poezji liturgicznej (dostępny w internecie), z którego w tej kwestii hojnie tutaj czerpię, w IX wieku Amalariusz z Metzu z kolei zestawił w kazaniu wydarzenia Wielkiego Piątku z proroctwem z Trito-Izajasza, mówiącym o sądzie Bożym (zob. Iz 63, 1–4). Perykopa ta była czytana w ówczesnej liturgii (i jeszcze do II soboru watykańskiego) w środę Wielkiego Tygodnia, a opowiada o mścicielu, który nadchodzi w purpurowej szacie, która swój kolor zawdzięcza sokowi z winogron. Sam deptał ich jagody w kadzi, nie było nikogo, kto by go wspomógł lub podtrzymał, a czas był ku temu już wielki, „albowiem dzień pomsty był w moim sercu i nadszedł rok mojej odpłaty” (Iz 63, 4), jak przyznaje.
Z lekcjonarzy i komentarzy alegoria przeniknęła do poezji, zarówno utworów wykorzystywanych w ramach liturgii, jak pieśni i wierszy będących wyrazem pobożności ich autorów, a przy okazji budujących dusze także tych, którzy byli ich odbiorcami. Kilka przykładów w wersji oryginalnej, czyli po łacinie, zestawionej z polskim przekładem można znaleźć we wspomnianym przeze mnie wyżej artykule. Zresztą możemy ten motyw literacki kojarzyć ze śpiewanych i dzisiaj pieśni pobożnych, chociaż tu częściej pojawia się obraz Chrystusa jako rozpiętego na krzyżu krzewu winnego (zob. J 15).
Wreszcie w XII wieku tłocznia mistyczna zaczęła pojawiać się w formie malarskiej (miniatur, fresków – jeden z nich, choć dopiero piętnastowieczny, można oglądać na krużgankach krakowskich franciszkanów) oraz rzeźb i tą drogą alegoria ta przeniknęła nawet do sztuki ludowej. Druga część wieków średnich, szczególnie schyłkowy gotyk, lubowała się w naturalistycznych przedstawieniach, więc obraz ciała Chrystusa, z którego jak z fontanny tryskają strumienie krwi, mieścił się doskonale we wrażliwości epoki i przemawiał do serc wiernych.
Zbyt drastyczne?
Już słyszę te głosy zaniepokojenia, że dla „współczesnej wrażliwości” jest to obraz zbyt drastyczny: sądu i kary oblewającej posoką zarówno tego, kto ją wymierza, jak i wszystko wokół. Być może coś mi umyka, ale kiedy patrzę na popularność patostreamów, treści gier komputerowych czy seriali kryminalnych (i nie tylko) oraz przyglądam się ludzkiej psychice, to dochodzę do dwóch wniosków. Po pierwsze, ta wydelikacona współczesna wrażliwość przypomina jednorożca – wszyscy o nim słyszeli, mało kto widział. Po drugie, wyrzucenie ze sposobu mówienia o Bogu aspektu Jego gniewu, tudzież odrealnienie go lub pokrycie pluszem, koniecznie pastelowym, zamazuje stawkę, o którą toczyła się gra w Misterium Paschalnym. Mówiąc inaczej, umniejsza wagę ofiary Chrystusa.
Bóg ustami autora Apokalipsy nie bez powodu mówi nam o karze za grzechy, której obrazem (zresztą pojawiającym się już wcześniej w Księdze Joela; zob. Jl 4, 13) są żniwo i winobranie zakończone tłoczeniem gron ziemi. W tym obrazie nie zostaje sprecyzowane kto/co jest tymi winogronami, jeśli jednak cofniemy się w lekturze, przeczytamy dwa fragmenty, które mogą nas naprowadzić na odpowiedź: „Jeśli ktoś wielbi Bestię i jej obraz i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę, ten również będzie pić wino zapalczywości Boga” (Ap 14, 9) oraz: „Błogosławieni, którzy w Panu umierają – już teraz. Zaiste, mówi Duch, niech odpoczną od swoich mozołów, bo idą wraz z nimi ich czyny” (Ap 14, 13). Gronami są grzechy i ci, którzy je popełniają, a dokładniej: nie chcą ich porzucić. Izajasz opisuje Sługę Pańskiego jako tego, którego Bóg obarczył winami nas wszystkich (zob. Iz 53, 6). Niosąc je, dał się zmiażdżyć tłoczni Bożego gniewu, a ponieważ był bez winy, Jego krew-wino stała się napojem uzdrowienia. Ci, którzy ją spożywają i żyją zgodnie z tym, co spożywają, wchodzą do Bożego odpoczynku, do wiecznego Jeruzalem.
Jeśli jednak ktoś zacina się w uporze, wybiera Bestię i jej służy, będzie pił inne wino. Jeśli przylgnie do grzechu, zostanie razem z nim zmiażdżony w tłoczni za miastem, z której krew wytryśnie aż po wędzidła koni (zob. Ap 14, 20). Nie dlatego, że Bóg jest mściwy, ale dlatego, że poniesie konsekwencje własnych wyborów.
Czasem sama łapię się na tym, że podobnie jak bogacz z przypowieści o Łazarzu zaczynam traktować objawienie, szczególnie związane z nim wymagania moralne, jak szmer na pograniczu świadomości. Po co utrudniać sobie życie? Po co psuć przyjemność? Włącza mi się wówczas tryb „Scarlet O’Hara”, czyli: „Pomyślę o tym jutro”. Tylko to dzisiejsze wybory zadecydują o moim jutrze, i tym doczesnym (im mniej praktykuję cnoty, tym stają się trudniejsze do praktykowania), i tym, które nie będzie miało końca.
Jeśli zobaczycie gdzieś obraz tłoczni mistycznej, zachęcam, byście pomyśleli o dwóch rzeczach: że miażdżony w niej Chrystus przyjmie każdy wasz grzech, by was z niego uzdrowić, ale i że uzdrowienie z tego grzechu przychodzi przez realne zmiażdżenie Chrystusa. A jeśli cena jest tak wysoka, to stawka w tej grze także niska nie była.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













