Gdy miałem 29 lat i rozpocząłem już terapię hormonalną, powiedziałem siostrze, siostra poinformowała drugą siostrę i rodziców. Zorganizowaliśmy spotkanie: ja, moi rodzice plus siostry. Siostry bardzo mnie broniły, mama płakała, a tata stwierdził, że to, co robię, to robienie sobie kpin z rodziców i z Boga”. To tylko jeden z opisów tego, z czym mierzą się osoby doświadczające dysforii płciowej, gdy mówią o swojej sytuacji osobom bliskim. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Wydział Psychologii UW w 2019 r., ponad
60 proc. osób transpłciowych w Polsce doświadcza braku akceptacji swojej tożsamości ze strony rodziców i najbliższej rodziny. Gdy zatem chcieli po terapii hormonalnej uregulować swoją sytuację również prawnie i w dokumencie tożsamości mieć imię i płeć zgodne z tym, kim się czują – musieli dodatkowo wytaczać proces cywilny swoim rodzicom.
Ułatwienie procedury
Sąd Najwyższy w najnowszym wyroku wydanym 4 marca zdecydował, że w sytuacji korekty płci w dokumentach takich jak akt urodzenia czy dowód tożsamości nie powinno być wymagane ani pozywanie rodziców, ani cały proces z powództwa cywilnego. Wystarczy odpowiednie zaświadczenie od specjalistów i wniosek o wydanie decyzji administracyjnej. Wyjątkiem mają być tylko te sytuacje, gdy o korektę płci wnosi osoba pozostająca w związku małżeńskim – wówczas udział jej współmałżonka w procesie będzie niezbędny.
„Sąd Najwyższy po dokonaniu wszechstronnej analizy zagadnienia kręgu podmiotów, które winny brać udział w postępowaniu o zmianę oznaczenia płci w akcie urodzenia osoby transseksualnej i właściwego trybu postępowania sądowego, w którym takie żądanie powinno być rozpoznane – stanął na stanowisku, że tego typu sprawy powinny toczyć się nie – jak obecnie – w trybie procesowym, ale w trybie postępowania nieprocesowego przy zastosowaniu w drodze analogii art. 36 Prawa o aktach stanu cywilnego. Sąd Najwyższy miał na uwadze to, że w obecnym stanie prawnym płeć człowieka jest elementem stanu cywilnego, a wszystkie postępowania unormowane w ustawie z dnia 28 listopada 2014 r. – Prawo o aktach stanu cywilnego, które mają na celu doprowadzenie do prawidłowej treści aktu stanu cywilnego (o sprostowanie, o uzupełnienie, o unieważnienie i o ustalenie treści), na etapie sądowym toczą się w trybie nieprocesowym” – czytamy w oficjalnym komunikacie SN.
Absurdalność całej sytuacji obowiązującej dotychczas w Polsce wynikała z faktu, że nie mamy w polskim prawie żadnej ustawy ani innego prawa ustalającego formalną sytuację osób cierpiących na dysforię płciową. Projekt ustawy zawierającej przepisy na ten temat został w 2015 r. zawetowany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Dotychczasowe orzecznictwo sądów opierało się zatem jedynie na orzecznictwie sądów krajowych i międzynarodowych. Ustalił się na tej podstawie zwyczaj stosowania wobec tego typu żądań artykułu 189 Kodeksu postępowania cywilnego, który notabene nie dotyczył tożsamości płciowej, a jedynie istnienia lub nieistnienia „stosunku prawnego”. Zapis ten zaczęto odnosić do konieczności pozwania swoich rodziców, jako osób, które de facto ustaliły formalną płeć swojego dziecka, podając ją przy wniosku o wydanie aktu urodzenia. Aby więc dokonać korekty w rubryce „płeć”, trzeba było najpierw wykluczyć ich stosunek prawny do tej sprawy. Praktyka była taka, że nie zdarzyło się, aby taką sprawę osoba transpłciowa przegrała. Nierzadko jednak właśnie ten – dość absurdalny wymóg – powodował dodatkowe konflikty w i tak trudnej emocjonalnie sprawie.
Nawet jeśli rodzice osoby cierpiącej na dysforię płciową byli ludźmi akceptującymi i otwartymi na potrzeby swojego dziecka, oświadczenie, że ich syn lub córka nie czuje się tym, za kogo ją lub jego mieli od urodzenia, budziło ból i niezrozumienie. Nierzadko – jak donoszą badacze przedmiotu – tego typu coming out wywoływał i wywołuje wręcz żałobę jak po fizycznej stracie: oto nie mam już ukochanej córki, bo ona czuje się synem; oto nie mam już ukochanego syna, bo on czuje się córką.
Konieczność pozywania za to rodziców dodatkowo utrudniała i tak bardzo trudną sytuację emocjonalną całej rodziny. Obecna decyzja Sądu Najwyższego uprasza więc nieco tę sytuację.
Skala zjawiska
Czy to oznacza, że korekta płci w Polsce będzie odtąd znacznie powszechniejszym zjawiskiem, a urzędy zostaną zasypane wnioskami od osób transpłciowych?
Takich obaw nie ma bioetyk ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, profesor UKSW z Katedry Etyki w Instytucie Filozofii UKSW w Warszawie. – Obecny wyrok Sądu Najwyższego nie ma aż tak dużego znaczenia, ponieważ dotyczy jedynie zmiany procedury. Oczywiście dla osób zainteresowanych to jest ważne uproszczenie, natomiast jeśli chodzi o cały proces korekty płci metrykalnej, to zmiany najważniejsze i tak dzieją się w gabinetach lekarzy specjalistów – psychiatrów, psychologów czy endokrynologów. Najważniejsze sprawy dla osób transpłciowych i tak są rozstrzygane nie przed sądem czy w urzędzie, a na etapie diagnozy specjalistycznej – mówi ks. prof. Andrzej Kobyliński.
Nie było dotychczas w Polsce prowadzonych rzetelnych badań, które pozwoliłyby na dokładne policzenie, jaki procent polskiego społeczeństwa stanowią osoby z dysforią płciową – transpłciowe albo niebinarne (nieczujące wyłącznej przynależności do żadnej z płci). Ostatni spis powszechny, pomimo apeli Rzecznika Praw Obywatelskich, nie uwzględnił trzeciej możliwości w pytaniu o płeć. Wszystkie zatem liczby próbujące określić skalę zjawiska w naszym kraju oparte są jedynie na szacunkach. Te zaś wskazują, że w 2022 r. jako transpłciowe określiło się w Polsce 377 tys. osób, zaś 188 tys. jako osoby niebinarne (dane ze strony zaimki.pl). Nie wyróżniono jednak, czy dotyczy to osób pełnoletnich, czy również tych poniżej 18. roku życia. Forum Ginekologii i Położnictwa podaje natomiast, że według światowych szacunków transseksualizmem może być dotknięta 1 na 17 tys. anatomicznych kobiet oraz 1 na 57 tys. anatomicznych mężczyzn. Wszystkie te dane potwierdzają zatem, że problem nie jest ani masowy, ani powszechny.
– W Polsce obserwujemy obecnie zwiększone zainteresowanie tą tematyką w społeczeństwie, natomiast w Stanach Zjednoczonych obserwujemy tendencję odwrotną i wprowadzanie różnego rodzaju ograniczeń dotyczących możliwości zmiany płci – mówi ks. prof. Andrzej Kobyliński. Zauważa również, że opinie dotyczące tego zjawiska dzielą ludzi, i to nie tylko według tradycyjnego podziału na konserwatystów i postępowych albo na wierzących i niewierzących. – Opinie są podzielone także w środowisku specjalistów zajmujących się tą problematyką. Nie ma zatem innej drogi, jak uczciwa debata i poznawanie wzajemne swoich argumentów – mówi ks. prof. Kobyliński.
Podzielone opinie i różne przepisy prawne
Również nauka Kościoła, starając się analizować i odpowiadać na obserwowane zjawiska współczesne, w tym problematykę dotyczącą tożsamości płciowej, stara się uwzględniać złożoność problemu. Opublikowane w 2024 r. oficjalne stanowisko Zespołu Ekspertów KEP
ds. Bioetycznych dotyczące tranzycji płci bardzo szeroko omawia problem transseksualności. Czytamy w nim, że „płciowość jest darem, a wybory, w których odgrywa ona kluczową rolę (realizacja życia seksualnego, ojcostwo, macierzyństwo), są ściśle związane z bytowością i tożsamością ludzkiej natury. Stąd trudności w sferze płciowej i seksualnej bardzo często wiążą się z frustracją i poważnymi kryzysami życiowymi. Jeśli zatem spojrzymy na omawiane zagadnienia z perspektywy płciowości (życia seksualnego, rodziny oraz zrodzenia i wychowania człowieka), to dysforia płciowa staje się poważnym problemem w ich realizacji i przeżywaniu. Trwała dysharmonia, spowodowana przez nieudaną próbę interwencji chirurgicznej oraz hormonalnej, może doprowadzić do trwałego naruszenia zdolności wymaganych w relacjach osobowych, seksualnych i rodzinnych. Uświadomiona perspektywa relacji intymnych i rodzinnych powinna zatem skłaniać do powściągliwości w stosowaniu radykalnych rozwiązań, które, jak uczy praktyka, nie tylko nie przynoszą spodziewanych rezultatów, lecz mogą trwale zdezintegrować oraz okaleczyć człowieka – ostatecznie pacjent nie będzie mógł podjąć życia seksualnego i posiadać potomstwa”.
W sferze prawnej w różnych krajach świata także stosowane są różne rozwiązania problemu korekty płci. Większość krajów Unii Europejskiej w taki czy inny sposób uregulowała już tę kwestię. Wśród nich 11 krajów, m.in. Belgia, Szwajcaria, Finlandia czy Hiszpania, dokonuje korekty płci w dokumentach, opierając się wyłącznie na autodeklaracji osoby zainteresowanej, inne wymagają do tego albo orzeczenia specjalistów, albo wręcz operacji chirurgicznej zmieniającej płeć, co z kolei wiąże się najczęściej z trwałą bezpłodnością osoby.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













