Prokrastynacja ze Stefką

Tłumaczę się: tydzień temu byłam w gorszym stanie, a mimo to napisałam wszystko na czas! I wtedy, taka usprawiedliwiona, włączam – w ramach prokrastynacji oczywiście – rolkę Muzeum Zamoyskich w Kozłówce.
Czyta się kilka minut
fot. Materiały prasowe
fot. Materiały prasowe

Snuję się, choć powinnam pisać. Laptop otwarty, temat wybrany (a to najtrudniejszy etap pisania), cisza w domu, pusta strona z paroma zdaniami, kilka witryn z inspiracjami mruga do mnie w tle pustej strony. Wspaniałe warunki do pracy. A ja: snuję się po domu, otwieram i zamykam okna, patrzę na sroki łażące leniwie po trawniku. Siadam wreszcie i przymierzam się do pisania. Przy okazji otwieram wiadomości, żeby sprawdzić, co tam nowego, dostrzegam powiadomienie o ciekawej wystawie, która szykuje się wkrótce gdzieś tam, więc zaglądam na stronę galerii, żeby dowiedzieć się szczegółów. Mija kwadrans. To może kawa. Zalewam ją pianką z mleka, w międzyczasie podjadam miód prosto ze słoika. Wracam do laptopa z kawą. Wyszło zza ciemnych chmur słońce, więc obserwuję na niebieskim tle (od razu chce się żyć) resztki migocących na wietrze listków lipy. To się nazywa prokrastynacja, pojęcie, które słownik opisuje jako „dobrowolne zwlekanie z realizacją zamierzonych zadań, pomimo posiadanej świadomości pogorszenia sytuacji” itd. Zwalam to na chorobę, która dopadła mnie dziesięć dni temu i nie chce odpuścić, więc jestem rozbita, rozmemłana i niezorganizowana. Tłumaczę się: tydzień temu byłam w gorszym stanie, a mimo to napisałam wszystko na czas! I wtedy, taka usprawiedliwiona, włączam – w ramach prokrastynacji oczywiście – rolkę Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. A potem następną, i kolejną, wracam do pierwszych i czuję, jak zdumienie przechodzi w zachwyt. Muzeum Zamoyskich w Kozłówce wykorzystało media społecznościowe w sposób genialny, biję głośne brawa!
Co mnie wprawiło w taki entuzjazm? Seria króciutkich odcinków, dosłownie minutowych, ze Stefcią i panem Antonim w roli głównej. Głupio brzmi? Tymczasem realizowane przez Muzeum rolki, które początkowo oglądało zaledwie kilka tysięcy osób, teraz mają ponad półmilionową publiczność. Odpowiedzialna jest za to kierująca działem promocji i marketingu Joanna Adamek, która w publikowanych na muzealnych profilach na Facebooku i Instagramie materiałach postanowiła pokazać życie służby pałacowej z XIX i XX wieku. Trochę w tym pewnie inspiracji słynnym serialem angielskim Downton Abbey, a trochę popularnością książek Joanny Kuciel-Frydryszak Chłopki i Służące do wszystkiego. Zresztą Joanna Adamek, pisząc scenariusz, chętnie korzysta z tej ostatniej. Role przeuroczej Stefki, służącej w pałacu, oraz pana Antoniego, młodego właściciela, grają młodzi aktorzy (Aneta Ćmiel i Michał Rudnicki), zupełnie nieznani z wielkich produkcji, ale dzięki temu wspaniale naturalni i bezpretensjonalni. Rolki są kręcone oczywiście we wnętrzach pałacu i parku, z zachowaniem całkowitej wiarygodności. Historia się rozkręca, obserwujący kibicują, komentując kolejne sceny i zgadując ciąg dalszy. Powiem szczerze: takiej akcji promocyjnej i edukacyjnej nie ma żadne muzeum w Polsce. Tak to mogę prokrastynować!
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2024