Nie ma Kaszeb bez Polonii, a bez Kaszeb Polsci – ta fraza autorstwa Hieronima Derdowskiego wyznacza do dziś idealny i pożądany kształt relacji polskości i kaszubskości. Kaszubi tak różni od polskiej normy – językowo, historycznie, mentalnie – zdają się jednak odporni na wszelakie próby oderwania ich od polskości. Są Polakami – Kaszubami, potrafiącymi osadzić swą własną tożsamość w ramach inkluzywnie pojętej, obywatelskiej polskości.
Zdawać by się mogło, że mamy tu wzorzec wkomponowania samoistności etnicznej w przestrzeń tożsamości obywatelskiej, zakładającej, że polska wspólnota polityczna jest spojona czymś więcej niż więzami krwi, że jest ponadnarodową wspólnotą obywateli. „My Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej” – stanowi preambuła naszej Konstytucji, a zatem narodem jesteśmy wszyscy, bez względu na nasze pochodzenie etniczne. Ukraińcy, Niemcy, Białorusini, Żydzi, Ślązacy, Kaszubi, Łemkowie etc. – wszyscy jesteśmy Polakami w sensie przynależności obywatelskiej, lojalności wobec wspólnego państwa, które nawiązuje do tradycji Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Nasze państwo, wbrew pozorom, jest i będzie etnicznie zróżnicowane, co nakłada na nas obowiązek wypracowania formuły wspólnoty godzącej pragnienie utrzymania własnego języka, tradycji i obyczaju z lojalnością wobec państwa i wspólnego dobra „wszystkich obywateli Rzeczypospolitej”.
Kaszubi – Polacy zdają się doskonale realizować taką formułę relacji z państwem, a państwo w ich przypadku właściwie wypełnia konstytucyjną normę. Czy jednak ten idealny wizerunek współczesnych Kaszubów, jako wzorzec obywatelskiej integracji, jest prawdziwy?
Raz tu, raz tam
Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, musimy odtworzyć historyczny proces kształtowania się kaszubskiej tożsamości, dostrzec czynniki, które ją formowały, wreszcie opisać, wcale nie tak prostą, naturę relacji między kaszubskością i polskością. Zacznijmy od kaszubskiej legendy. Gdy Bóg stworzył świat, ziemia pomorska była jałowa i smutna. Czyżby Stwórca o niej zapomniał? Zapytał Go o to jeden z aniołów. Wtedy Pan sięgnął do swego, niemal już pustego, worka i wytrząsnął zeń to, co zostało, a zostało wszystko co najpiękniejsze – lasy, łąki i otoczone wzgórzami jeziora. Każdy, kto był na Kaszubach, wie, jak piękna to ziemia.
Pierwotnie Kaszubi zamieszkiwali pas nadmorski pomiędzy Wisłą, Odrą i Notecią. Ślad początków tego regionu znajduje się w bulli papieża Grzegorza IX z 1238 r., w której książę szczeciński Bolesław I nosi tytuł duce Cassubie (księcia Kaszub). Do dziś Kaszubi upamiętniają ten fakt jako dzień jedności Kaszubów. Przez wieki, w procesie germanizacji, Kaszubi byli stopniowo wypierani ze swych pierwotnych siedlisk. Obecne Kaszuby to pas ziemi o szerokości około 40 km, rozciągający się od północnego wschodu na południowy zachód przez większą część województwa pomorskiego. Ziemie te często zmieniały polityczną przynależność. W średniowieczu wchodziły przejściowo w skład państwa piastowskiego, czasami uzyskując od niego niezależność pod rządami rodzimej dynastii Sobiesławiców. W czternastym stuleciu Pomorze Gdańskie zostało zajęte przez Krzyżaków, Polska odzyskała je w 1466 r., po zwycięskiej wojnie trzynastoletniej. Przez następne 300 lat wchodziło w skład Rzeczpospolitej, która jednak w 1772 r., podczas pierwszego rozbioru Polski, utraciła te ziemie na rzecz Prus, które sto lat później przekształciły się w zjednoczone Cesarstwo Niemieckie. Na mocy kończącego I wojnę światową traktatu wersalskiego zostały przyznane odrodzonemu państwu polskiemu, tworząc tzw. korytarz pomorski, zapewniający naszemu krajowi bezpośredni dostęp do morza. W latach 1939–1945 Pomorze Gdańskie zostało włączone do III Rzeszy, jako tzw. Reichsgau Danzig-Westpreußen, wreszcie po klęsce Niemiec wróciło do Polski.
Najtrudniejszym okresem w dziejach była dla Kaszubów II wojna światowa. Elita tej społeczności prawie w całości została wymordowana. Od marca 1942 r. obowiązywał na Pomorzu przymusowy wpis na Niemiecką Listę Narodowościową (volkslistę). Z tej przyczyny tysiące kaszubskich mężczyzn musiało służyć w armii niemieckiej. Kaszubi umierali w obozie koncentracyjnym Stutthof, w lasach piaśnickich i w wielu innych miejscach kaźni na Pomorzu i poza nim. Wyzwolenie i nowe porządki w państwie komunistycznym okazały się częstokroć dla nich niełatwe. W okresie PRL-u władze kierowały się w stosunku do Kaszubów mieszanką nieufności i próbą wciągania ich przedstawicieli w struktury władzy. Język i kulturę kaszubską spychano do zaułka lokalnego folkloru, eliminując je z życia codziennego. Gdy w 1989 r. system komunistyczny upadł, Kaszubi czynnie zaangażowali się w budowę nowej, demokratycznej III Rzeczpospolitej. Nadszedł dla nich czas procesu podwójnego upodmiotowienia: obywatelskiego i etnicznego.
Niemiecka moc przyciągania
Tożsamość kaszubska ma za sobą krętą drogę. Miejscowa ludność wiejska, rybacy i rolnicy, utrzymała przez wieki odrębność językową, wyznaniową i obyczajową, nie rozwinęła jednak własnej świadomości narodowej. Jak się z reguły zdarzało w wielu podobnych sytuacjach (np. na Mazurach i Śląsku), wyjście poza wiejską wspólnotę, zdobycie wykształcenia, zamieszkanie w dużym mieście oznaczało akces do języka, kultury i tożsamości dominującej, czyli niemieckiej. Dopiero w XIX w., w dobie tzw. przebudzenia narodowego, również na Kaszubach, najpierw z inicjatywy niewielkiej grupki rodzącej się kaszubskiej inteligencji, zaczęło się budzić poczucie wartości własnego języka, obyczaju i kultury. Już wtedy powstała specyficzna relacja kaszubskości, polskości i niemieckości.
Stosunki kaszubsko-niemieckie zawsze miały wymiar asymetryczny. Niemcy byli grupą zdecydowanie dominującą: politycznie, ekonomicznie i kulturowo. Powodowało to także, że przez wieki niemieckość, jak już wspominałem wyżej, miała dla wielu Kaszubów wielką moc przyciągania. Jej przyjęcie dawało szersze możliwości awansu społecznego i materialnego. Dlatego ludność kaszubska germanizowała się dobrowolnie i wybierała niemiecką opcję narodową (szczególnie w zachodniej części Pomorza wśród Kaszubów wyznania ewangelickiego). Był to jednak wybór oznaczający rezygnację z kaszubskości, dla Niemców bowiem kultura kaszubska była zawsze czymś niższym, traktowanym pogardliwie. Osoba chcąca stać się Niemcem, musiała odrzucić dziedzictwo kaszubskie. W zasadzie godzenie identyfikacji niemieckiej i kaszubskiej było niemożliwe.
Dyskusje o polskości
Podobne zjawisko nie występowało w relacjach polsko-kaszubskich. Kontrowersje dotyczyły w zasadzie jednej kwestii: czy Kaszubi są narodem, czy grupą etniczną w łonie narodu polskiego? Ten dylemat, który pojawił się jeszcze w XIX w., wraz z początkiem kaszubskiego przebudzenia, jest żywy do dziś. Warto go pokazać na przykładzie sporu wybitnych „budzicieli” kaszubskiej tożsamości – Floriana Ceynowy oraz ks. Szczepana Kellera i Hieronima Derdowskiego.
Ceynowa, uchodzący dziś za najważniejszego spośród ojców kaszubskości, już w 1850 r. opublikował po kaszubsku, opierając się na samodzielnie opracowanej ortografii – odezwę Kaszebi do Polochov (Kaszubi do Polaków). Pisał w niej o odrębności i równorzędności języków polskiego i kaszubskiego oraz używał wobec Kaszubów słowa „naród”. Tekst wzbudził oburzenie wielu przeciwników kreowania kaszubsko-polskiej odmienności, którzy nie akceptowali nazywania wiejskiej gwary kaszubskiej – językiem, a tym bardziej używania pojęcia „naród”. Pelpliński ksiądz Szczepan Keller negował możliwość odprawiania Mszy św. w „chłopskiej mowie”. „Kaszubi to Polacy. […] Jako takich więc ich uważaj, a nie za zupełnie odrębny szczep słowiański” – pisał w liście do Ceynowy. Faktycznie, wśród Kaszubów-katolików opcja propolska, przeciwna kreowaniu narodowej samoistności, zdecydowanie przeważała. Nawet dziś dwa najważniejsze stowarzyszenia kaszubskie zdają się nadal podążać śladami Ceynowy i Kellera. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie promuje kaszubskość jako składową polskości, wedle tradycyjnej formuły; nowa, młodsza i bardzo aktywna Kaszebsko Jednota chce uznania narodowości kaszubskiej i współpracuje z autonomistycznymi środowiskami na Górnym Śląsku.
Gdy ziemia kaszubska powróciła do Polski, kiedy przy wielkim entuzjazmie gen. Józef Haller w lutym 1920 r. wrzucał do Bałtyku pierścień zaślubin Polski z morzem, sądzić było można, że pamiętna fraza Derdowskiego „Nie ma Kaszeb bez Polonii, a bez Kaszeb Polsci” stanie się rzeczywistością. Stosunki pomiędzy ludnością kaszubską a polskimi władzami, wojskiem i przybywającymi z głębi Polski urzędnikami, nauczycielami i przedsiębiorcami, nie ułożyły się jednak dobrze. Przybysze mieli wobec miejscowych stosunek oparty na poczuciu wyższości, nie rozumieli języka (większość Kaszubów nie mówiła po polsku), mentalności, obyczaju. Polityka gospodarcza rządu polskiego, m.in. zrównanie kursu wymiany marki polskiej i niemieckiej, uderzyła w miejscową ludność. Wielu było Polską rozczarowanych, tęskniło za niemieckim ładem i porządkiem (problem ten dotyczył zresztą również innych terenów byłego zaboru pruskiego). Jednak nie doszło wówczas do masowego odwrotu Kaszubów od polskości.
Tak to tłumaczy jeden z najwybitniejszych badaczy ziemi kaszubskiej, prof. Cezary Obracht-Prondzyński, sam będący Kaszubą: „Kaszubi są społecznością długiego trwania – wiele zjawisk zakorzenionych jest tu w odległej przeszłości i ma swoje konsekwencje także dla współczesnych mieszkańców Kaszub: dziedzictwo wielosetletniego, trudnego sąsiedztwa z Niemcami, skutki zamieszkiwania regionu przygranicznego, trwałość silnych więzi rodzinnych, przywiązanie do religii, specyficzna mentalność i postawy społeczne. Ważna jest też zasiedziałość na kaszubskim terytorium – w naszej Małej Ojczyźnie”.
Rozkwit czy odwrót?
A jak to jest z Kaszubami dziś? Cóż, trudno byłoby powiedzieć, że dotykają ich ze strony państwa polskiego jakieś istotne ograniczenia. Konstytucja i Ustawa o mniejszościach narodowych zapewniają im status mniejszości etnicznej, a język kaszubski posiada status języka regionalnego. Kaszubi mają to wszystko, o co walczy dziś wielu Ślązaków: działają kaszubskie stowarzyszenia, wychodzą czasopisma i książki po kaszubsku, kultywowanych jest wiele lokalnych zwyczajów. Kaszubi liczą się w polityce (Kaszubą jest przecież premier Donald Tusk). Dawny kompleks kaszubski, czyli wstydliwe nieprzyznawanie się do kaszubskości w niektórych środowiskach, bywa wręcz zastępowane modą na bycie Kaszubą. Nawet osoby niemające kaszubskich korzeni umieszczają na samochodach naklejki z czarnym gryfem na złotym tle i napisem „Kaszëbë”, czy też starają się wplatać w swoje wypowiedzi jakieś pojedyncze kaszubskie zwroty.
Dlaczego zatem Stasia Budzisz, autorka świetnej, choć kontrowersyjnej, książki Welewetka, wydanej niedawno przez Wydawnictwo Poznańskie, dodaje podtytuł „Jak znikają Kaszuby”? Znikają, bo jej zdaniem, zamykają się w ciasnej przestrzeni rytualnych zachowań, stają się coraz bardziej folklorystycznym skansenem, nietolerującym różnic obyczajowych i zdominowanym przez konserwatywno-formalistyczną religijność. Któż z młodych będzie chciał trwać w tak pojętej kaszubskości? – pyta. Sugeruje, że jedyną szansą dla kaszubskiej autentyczności jest budowanie wśród Kaszubów poczucia odrębnej od polskiej świadomości narodowej przy zachowaniu wspólnoty obywatelskiej. Chce kaszubskości nowoczesnej, a więc m.in. sekularyzującej się równie piorunująco jak reszta kraju i wolnej od konserwatyzmu obyczajowego.
Czy ma rację? A może prawdziwe Kaszuby to dla niej Kaszuby jej własnych wyobrażeń? Trudno o odpowiedź. Większość Kaszubów, głęboko przywiązana do tradycyjnej polskości i swojego stylu życia, odpowie zapewne słowami kaszubskiego klasyka Hieronima Derdowskiego: „Nigdë do zgùbë nie przińdą Kaszubë i Më trzimómë z Bògã”.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












