Przełom drugiej i trzeciej dekady XX wieku. Georges Auric, Louis Durey, Arthur Honegger, Darius Milhaud, Francis Poulenc oraz Germaine Tailleferre uznają, że mają dość. Dość patetycznych, niekończących się oper Ryszarda Wagnera i ich emocjonalno-fabularnego ciężaru, dość impresjonistycznych kompozycji Claude’a Debussy’ego, opartych na inspirowanym folklorem, starożytnością czy przyrodą programie. Zmęczyła ich cała ta elitarność, zmroził dystans, jaki powstał między nadawcami a odbiorcami, między tymi, którzy tworzyli, a tymi, dla których (przynajmniej w teorii) tworzono. Krytyk muzyczny Henri Collet jako pierwszy nazwał ich Grupą Sześciu, Les Six. Działali w latach 1918–1921 i koncentrowali się na komponowaniu takiej muzyki, która trafi do możliwie jak najszerszego grona słuchaczy. Chcieli nie tylko przybliżyć sztukę muzyczną, która – jak wspomniałam – uznawana była za prestiżową, przeznaczoną dla wąskiego grona i niedostępną dla plebsu, ale także wpłynąć na pesymistyczne nastroje, których źródłem była I wojna światowa.
Genialny błazen
Jak wyglądało to w praktyce, na pięciolinii? Pisali muzykę prostą (ale nie prostacką!), czasem prowokującą, często dowcipną, pogodną, graniczącą niekiedy z rozrywką. Wspólnie skomponowali L’Album des Six, a także balet Les Mariés de la Tour Eiffel, który cieszył się ogromną popularnością i który nie schodził z paryskich afiszy do końca lat 20. Jego scenariusz napisał Jean Cocteau, poeta i dramaturg, scenarzysta i malarz, choreograf i… menedżer bokserski, przede wszystkim jednak jeden z dwóch duchowych patronów Grupy. Przyjmuje się, że rok 1921 (będący rokiem, w którym ukazały się powyższe dzieła) uchodzi za ostatni rok działalności Les Six. Nie powstało już później żadne dzieło, które opatrzone byłoby ich wspólnym szyldem. Niektóre źródła donoszą, że Grupa działała do połowy lat 20. i rozpadła się na skutek osobowościowych różnic.
Wspomniany już Cocteau dbał o to, by członkowie i jedna członkini (ważna uwaga dla niewładających biegle językiem francuskim – Germaine Tailleferre była kobietą) brali udział w spotkaniach z przedstawicielami innych dziedzin sztuki. Spotkania te służyły konfrontacjom różnych postaw twórczych i miały przyczyniać się do rozwijania i wzmacniania tożsamości twórczej młodych kompozytorów.
Cocteau nie był jednak jedynym patronem Grupy. Stał bowiem ramię w ramię z Erikiem Satie, kompozytorem i prekursorem programu odnowy (czyli tego, za co wzięli się Les Six) muzyki francuskiej. W swoich utworach łączył groteskę z humorem, satyrę z ironią, przyprawiając niekiedy całość sporą dawką absurdu. Krytycy nazywali go genialnym błaznem, na co miał zasłużyć sobie prowokacyjnym balansowaniem na krawędzi modernistycznej dekadencji. Skomponował m.in. Trzy utwory w kształcie gruszki czy Sonatinę biurokratyczną. Jednym z najpopularniejszych, jeśli nie najpopularniejszym dziełem Satie, jest Gnossiennes – sześć utworów fortepianowych z ostatniej dekady XIX w. To jedna z tych kanonicznych kompozycji, której wielu słyszało choćby i fragment, niewielu jednak połączy ją z jej twórcą, tym, co miał w głowie, i tym, co zdecydował się przelać na papier. Powstanie Gnossiennes zostało poprzedzone skomponowaniem Trois Sarabandes i Trois Gymnopédies, które sam Satie nazywał musique d’ameublement, czyli w wolnym tłumaczeniu – muzyką meblową. Muzyką, która jest jak ulubiony domowy mebel: potrafi znakomicie wpłynąć na nastrój, jednak nie absorbuje swoją obecnością na tyle, by stanowić jakiekolwiek rozproszenie. Satie z jednej strony poszedł o krok dalej, wprowadzając pewnego rodzaju harmoniczne komplikacje, z drugiej jednak – trwał w swojej wizji muzyki będącej nienachalną towarzyszką codzienności.
Wszędzie i „nigdzie”
Być może właśnie to urzekło Bruce’a Liu, znakomitego pianistę młodego pokolenia, laureata pierwszej nagrody XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, do tego stopnia, że postanowił z kompozycji Satie zrobić post scriptum… Ale po kolei.
W listopadzie 2023 r. Liu wydaje długo oczekiwany, debiutancki w ramach wyłącznego kontraktu album Waves w prestiżowej wytwórni Deutsche Grammophon. Poświęca go twórczości trzech kompozytorów, którzy na przestrzeni dwóch wieków (od baroku po nowoczesność) odegrali znaczącą rolę w ewolucji muzyki klawiszowej, a byli nimi Jean-Philippe Rameau, Maurice Ravel oraz Charles-Valentin Alkan. Tytułowe fale odnoszą się nie tylko do motywu przewijającego się przez wybrany repertuar, ale także stanowią komentarz do interpretacyjnego podejścia Liu, którego źródło często tkwi w swobodnym przepływie spontaniczności.
Nieco ponad pół roku później do Waves: Music by Rameau, Ravel, Alkan dołączają Waves: Music by Satie, jedynie w postaci cyfrowej (a zatem dostępnej na serwisach streamingowych). Ta półgodzinna podróż przez Gnossiennes nagranych najpierw na fortepianie, później na pianinie, zabiera nas wszędzie… i „nigdzie” jednocześnie. Wszędzie – bo interpretacyjnie Liu płynie, kierując naszą uwagę na każde, najdrobniejsze nawet załamanie światła na muzycznej tafli. „Nigdzie” – bo to nadal Satie, któremu zależało na tym, by muzyka była jedynie (aż?) tłem naszego życia. Im dłużej wmyślam się w ten kontrast, tym bardziej mnie on pociąga, zarówno na poziomie wykonawczym, jak i kompozytorskim. Jak wiele można powiedzieć, do jak intensywnych emocji pobudzić można… spokojem. Zatrzymaniem. Powściągliwością, w splocie której poukrywane zostały okruchy diamentów. Łagodnością, która nie kojarzy się z uległością i monotonią, a z zatrzymaniem właśnie. Bliskością. Obecnością.
Piękny jest to album, pełen czułości, swobody i oddechu, który pachnie jak koniec lata. Ale nie ten przygnębiający i przybijający nas do ziemi, tylko ten rześki, słodki, orzeźwiający. Niosący za sobą pewną obietnicę, której spełnienie dla każdego z nas może oznaczać coś innego. Niech się więc spełni.
---
Waves
Bruce Liu
Deutsche Grammophon 2024
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













