Maryja zawsze Dziewica” – nauczyliśmy się powtarzać, zwykle niespecjalnie przykładając się do zrozumienia, ile trudności się za tym kryje. Dogmat o dziewiczym macierzyństwie Maryi jest jedną z głównych prawd wiary chrześcijańskiej i dobrze wiemy, czego uczy nas Kościół. Maryja jest Matką Zbawiciela i pozostaje nieustannie w stanie dziewictwa w każdym jego wymiarze: fizycznym, duchowym, moralnym i psychologicznym. Przekonanie o dziewictwie Maryi powracało już w najstarszych wyznaniach wiary. Uczyli o tym ojcowie Kościoła. Motyw ten był obecny w liturgii i w sztuce. Pisali na ten temat papieże kolejnych wieków.
Jak uczy Kościół
W 390 roku papież Syrycjusz pisał: „To jest Dziewica, która poczęła w swoim łonie i jako dziewica urodziła syna”. Sobór Chalcedoński w 451 roku potwierdził nauczanie papieża Leona I mówiące o tym, że Maryja jest zawsze Dziewicą. Sobór laterański w 649 roku ogłosił: „Jeśli ktoś nie wyzna prawdziwie i właściwie, że święta Maryja, zawsze Dziewica i Niepokalana, jest Matką Boga, gdyż w tym ostatnim wieku poczęła w prawdziwej rzeczywistości bez ludzkiego nasienia z Ducha Świętego, samego Boga Słowa, który przed wiekami został zrodzony z Boga Ojca i urodził Go bez szkody, zachowując dziewictwo jej po urodzeniu równie nienaruszonym, anathema sit”. W 1555 roku papież Paweł IV potwierdził dziewictwo Maryi przed, w trakcie i po narodzeniu Pana.
Oznacza to, że Maryja poczęła Jezusa bez udziału mężczyzny. Że nie współżyła z nikim po Jego narodzeniu. Najtrudniejszy do zrozumienia pozostawał jednak moment samego porodu, w teologii elegancko nazywany po łacinie in partu.
Pytania współczesności
W XXI wieku ta wiara staje się jeszcze trudniejsza niż w pierwszych szesnastu stuleciach. W okolicach Soboru Watykańskiego II – zarówno przed nim, jak i po nim – Kościół przeżywał wyraźny kryzys mariologiczny, który miał wiele przyczyn. Wśród nich można wymienić fakt, że Maryja przestała pojawiać się w poważnych dziełach teologicznych i w zasadzie w ogóle nieobecna była w teologii pastoralnej, poświęconej wprost duszpasterstwu – co siłą rzeczy przekładało się na Jej ludyczny i niepogłębiony obraz wśród wiernych. Jeśli teologia katolicka o Maryi pisała, to uciekała przed rozumieniem pewnych prawd w interpretacje protestanckie i symboliczne, w których wieczyste dziewictwo Maryi miało być tylko symbolem, nie historyczną prawdą. Często po prostu dochodzono do wniosku, że Maryja nie jest jednak główną i pierwszą treścią wiary chrześcijańskiej, więc nie trzeba budować Jej teologii, a raczej zająć się innymi kwestiami. To właśnie z tego powodu papież Paweł VI poświęcał Maryi tak wiele czasu i miejsca w swoim nauczaniu. Nadal jednak kwestia dziewictwa Maryi, zwłaszcza fizycznego, pozostawała trudna. Nie ma przecież możliwości, żeby jakiekolwiek dziecko przeszło przez drogi porodowe, nie naruszając (jeśli byłaby tam wciąż obecna) błony dziewiczej.
Teologia kontra anatomia
Jako pierwszy w XX wieku zajął się badaniem tego tematu wiedeński ksiądz, który równocześnie był również lekarzem – Albert Mitterer. Poświęcając Maryi całe swoje dzieło, pisał, że urodziła Ona Jezusa tak samo, jak każda inna kobieta rodzi dziecko. Twierdził, że jeśli skupiać się będziemy na utrzymywaniu tezy o cudownym porodzie i zachowaniu błony dziewiczej, to zaprzeczymy prawdziwości macierzyństwa Maryi. Istotą dziewictwa bowiem nie jest fizyczne istnienie błony dziewiczej (są kobiety, które mają ją bardzo małą lub rodzą się bez niej), ale brak współżycia. W czasach, w których nie znano jeszcze cesarskiego cięcia, trudno natomiast uznać, że prawdziwą matką jest kobieta, której dziecko nie przeszło przez drogi rodne.
Albert Mitterer nie miał na celu zaprzeczania dogmatowi o dziewictwie Maryi, wywołał jednak ogromną dyskusję w Kościele, w której brali udział najwięksi teologowie tamtego czasu. Rozważali kwestię dziewictwa, błony dziewiczej, porodu, bólu – aż wreszcie głos zabrało Święte Oficjum (dzisiejsza Dykasteria Nauki Wiary). 27 lipca 1960 roku wydało ono dekret. „Z głębokim zaniepokojeniem” zauważano w nim, że publikowane są prace teologiczne, w których temat dziewictwa Maryi podejmowany jest „z naganną ostrością wyrazu” oraz z otwartą niezgodnością z doktryną Kościoła i pobożnym wyczuciem wiernych. Konkluzją tegoż dekretu stał się zakaz publikowania podobnych prac. Uznano, że nie godzi się uprawiać teologii Wcielenia Jezusa Chrystusa, przyglądając się niemal pod lupą szczegółom anatomicznym Maryi i że taka „teologia” nie wnosi niczego nowego, a staje się żenująca.
Bez przesady i ciemnoty
Sobór Watykański II nie dotyka już wprost biologii i nie pyta o dziewictwo przy porodzie. Mówi po prostu, że to Chrystus był Boskim sprawcą dziewiczego porodu i że stało się to ze względu na Niego. Lumen gentium odsyła tu do orzeczeń Soboru Laterańskiego, które mówiły, że Boskie macierzyństwo Maryi było macierzyństwem w pełni dziewiczym. Powtórzone są również inne wypowiedzi Kościoła na ten temat w historii: z listu Flawiana do Leona Wielkiego czy z soboru w Chalcedonie w 451 roku, gdzie padają słowa, że „raczył uświęcić Ją w dziewictwie po porodzie i zamknąć Jej łono nienaruszalnością cielesną”. Powołuje się również na nauczanie św. Ambrożego, który nieuznających trwałego dziewictwa Maryi uważa za świętokradców.
Sobór Watykański II nie głosi zatem o Maryi nowych prawd i nie wyjaśnia wątpliwości teologów. Potwierdza tylko niewzruszenie kościelną doktrynę, przekazywaną od początków Kościoła. Przy okazji zachęca również teologów, żeby z jednej strony podchodzili do Maryi „bez fałszywej przesady”, a z drugiej – bez „ciasnoty umysłowej” w prezentowaniu jej godności. Teza o naturalnym porodzie nie została odrzucona. Teologia nadal może o tym rozmawiać. Może to jednak robić w taki sposób, by nie odrzucić prawd wiary i nie naruszać godności Maryi.
Tak było zawsze
Ktoś powie: co z tego wynika? Jak w takim razie rozumieć dziewictwo Maryi? Najprostsza odpowiedź – jeśli w ogóle zdobyć tu się można na proste odpowiedzi – powinna brzmieć: nie wiemy. Nie wiemy do końca, jak to było możliwe i jak się wydarzyło. Wiemy tylko, że Kościół od samego początku przekazywał tę prawdę i nie rozmyła się ona w mroku dziejów, nie straciła na aktualności, wciąż jest ważna w zmyśle wiary Kościoła. Nie da się więc tak po prostu odrzucić jej czy zaprzeczyć, żeby nie odejść od rdzenia chrześcijańskiej wiary.
Szukający
W teologicznym świecie jednak to „nie wiem” pociągało dalsze spekulacje. Przekonywano na przykład, że dziewiczy poród nie należy do istoty wiary, a jest tylko wnioskiem wyciąganym z faktu wiary w dziewicze Wcielenie. Zwolennicy tej tezy powoływali się na fakt, że nie istnieją żadne źródła teologiczne, żaden tekst informujący w najbardziej choćby zawoalowany sposób o dziewictwie in partu. Nie ma źródeł biblijnych ani żadnych innych. Postulowali oni nie tyle odrzucenie doktryny o dziewiczym porodzie, ile to, żeby nie wykluczać ze wspólnoty wierzących tych, którzy wiary w taki poród nie podzielają.
Inni biblijnych potwierdzeń dziewictwa Maryi szukali w Ewangelii św. Łukasza, w słowach, że „narodzi się święty”, czy w Ewangelii św. Mateusza, w słowach: „nie zbliżał się do niej, aż (έως ού) porodziła syna”, które to stwierdzenie oznacza czynność niedokonaną i trwającą.
Nie jesteśmy tu w stanie przytoczyć czy nawet streścić wszystkich teologicznych dyskusji, jakie się toczyły i nadal toczą się na ten temat. Są one zbyt obszerne i zbyt szczegółowe. Jeśli warto o nich wspominać, to dlatego, żeby zdać sobie sprawę z tego, z jak skomplikowaną materią mamy do czynienia – a jednocześnie jak nieuchwytnej próbujemy dotknąć rzeczy. W gruncie rzeczy nie wiemy, co się wydarzyło. Nie jesteśmy w stanie zapytać świadków czy głównych bohaterów tamtych wydarzeń. Pozostają nam dwie rzeczy: pewna wiara w to, że dziewicze narodzenie się wydarzyło – i teologiczne, niepewne i zmienne spekulacje, w jaki sposób mogło się lub nie mogło się wydarzyć.
Gap nie rozumie
Jest jeszcze jeden powód, żeby o tym mówić. Jest nim niewielka rzeźba, ustawiona w katedrze w Linz – rzeźba Maryi w trakcie porodu, która wywołała liczne kontrowersje. Najbardziej zaciekli przeciwnicy uciekli się do odcięcia figurze głowy. Obrońcy mówią o odcieleśnieniu Maryi w chrześcijaństwie, o tym, że przez to postrzegana jest jako lepsza, o chrześcijańskiej pogardzie dla ludzkiego ciała lub o tym, że poród w Kościele traktowany jest jak nieczysty i grzeszny.
Dopiero nasze wcześniejsze wejście w teologiczne próby zrozumienia tego tematu – próby, które wciąż nie znajdują swojego wypełnienia – pokazują, jak uproszczony jest język rzeźby austriackiej artystki i jak bardzo nie dotyka sedna problemu. Owszem, działa jako prowokacja. Przełamuje granice. Stara się pokazać naturalne wydarzenie w bezpośredni sposób, przekonując, że taka jest prawda świata – świat zaś tę bezpośredniość nadal odrzuca. Znamienne jest to, że nigdzie nie są publikowane fotografie rzeźby robione z przodu, tak by rzeczywiście ukazać centrum akcji porodowej. Więcej: nie dotyczy to samej tylko Maryi. To samo dotyczy choćby celebrytów, którzy w mediach społecznościowych próbują od czasu do czasu chwalić się własnymi porodami, pokazując je otwarcie i bez cenzury. Oni również słyszą: „nie”. Są rzeczy, których nie chcemy oglądać. Powodem nie jest wcale, jak się często przypuszcza, przekonanie, że coś jest złe, nieczyste, grzeszne czy brzydkie. Rozumiemy raczej, że jest wkroczenie w moment, w którym jesteśmy tylko gapiami – a więc nie rozumiemy całego sensu i piękna.
Gdzie miłość
Piękno porodu nie zamyka się w biologii. Objawia się w miłości, w relacji między małżonkami, w doświadczeniu cudu nowego życia z nas. Obcy nie mają tam wstępu.
Być może nigdy nie zrozumiemy tajemnicy dziewiczego macierzyństwa Maryi: bo ona również kryje się w relacji z Ojcem i Synem. Być może trzeba pokornie przyjąć, że pozostaniemy na zawsze tymi, którzy pytają. Jedno jest pewne: tej tajemnicy nie odkryje przed nami nic, co lepszy lub gorszy artysta umieści między nogami swojej rzeźby.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!












