Żołnierze bezbronni?

Ci, którzy przez kilka ostatnich lat lżyli ludzi w mundurach za to, co było ich obowiązkiem,
zamilkli, ale się z niczego nie wycofali
Czyta się kilka minut
fot. Magdalena Bartkiewicz
fot. Magdalena Bartkiewicz

Przez dziewięć dni był anonimowym „żołnierzem”. Żołnierzem zranionym na wschodniej granicy. Za pomocą noża zatkniętego na kiju nazywanego przez dziennikarzy dzidą. Leżał w szpitalu, a jego stan opisywano jako ciężki, ale stabilny.
Tuż przed wyborami do europarlamentu wybuchł skandal. Okazało się, że na dwa miesiące przed atakiem przy użyciu noża dwóch innych żołnierzy z tej jednostki zakuto w kajdanki, bo próbowali zapobiec inwazji kilkudziesięcioosobowej grupy podsyłanych przez białoruskie służby „imigrantów” strzałami ostrzegawczymi. Zaraz po tym ujawnieniu ranny żołnierz zmarł w szpitalu.
Te dwa fakty czytane łącznie stały się powodem politycznej eksplozji. Czy żołnierze złamali przepisy? W ustawie o użyciu broni jest zapisane prawo do strzelania, kiedy ktoś próbuje sforsować granicę „przy użyciu pojazdu, broni palnej lub innego niebezpiecznego narzędzia”. Mimo to eksperci różnią się w interpretacji, czy ten paragraf wystarczy, aby usprawiedliwić tamten incydent. Incydent, którego nie widzieliśmy.
Nasyłanie Żandarmerii Wojskowej zakuwającej żołnierzy w kajdanki wydaje się co najmniej nadgorliwością, a możliwe, że prowadzenie przeciw nim sprawy przez prokuraturę jest nieuprawnione. Ale pada pytanie: czy gdyby nie tamta historia, 21-letni Mateusz Sitek byłby zdolny się obronić? Tego nie możemy być pewni, bo też nie widzieliśmy zdarzenia. Ale strach żołnierzy przed użyciem broni palnej do samoobrony jest faktem. Piszą o tym dziennikarze na podstawie rozmów z wojskiem.
Właśnie: Mateusz Sitek. Dopiero po śmierci ranny chłopak zyskał tożsamość. Teraz możemy mu popatrzeć w oczy. Widzimy młodziutką buzię miłego chłopca, za którym oglądały się pewnie dziewczyny, a matki chciały go na zięcia. Ale nie będzie niczyim mężem ani zięciem. Czy możemy sobie wyobrazić, co czują teraz jego rodzice?
Koledzy z wojska nagrali muzyczny kawałek, w którym nazywają go bohaterem. Czy nim był? Jeśli bohaterstwem nazwiemy wypełnianie swoich obowiązków pomimo ryzyka, pomimo spotkań z uzbrojoną, szkoloną przez służby Łukaszenki hordą, określenie jest prawidłowe. Przed szpitalem wojskowym na Szaserów w Warszawie wciąż płoną znicze i lampki. Mateusz Sitek, utalentowany sportowiec i amator wojskowości, patrzy na nas ze zdjęcia. Coś mu jesteśmy winni.
Czy wszyscy tak czują? Ci, którzy przez kilka ostatnich lat lżyli ludzi w mundurach za to, co było ich obowiązkiem, zamilkli, ale się z niczego nie wycofali. Biznesmen i bloger Jakub Bierzyński obwieścił już po tym zgonie w Polsacie, że przecież imigrantów zginęło na granicy… 50. Liczba wzięta z powietrza, podobnie jak opowieści o „masowych grobach”. Prawda, zgony na granicy się zdarzały. Czy jednak ryzyko koczującego w lesie, łamiącego prawo „nielegała” można zestawiać z ryzykiem związanym z obroną ojczyzny? Jeśli nie staniemy za takimi ludźmi jak Mateusz, możemy sobie podarować fikcję uznawania własnego państwa za wartość.
Pojęła to nowa koalicja, wcześniej rzucająca w tej kwestii kłody pod nogi poprzedniej władzy, teraz podejmująca jej politykę. Tyle że nadgorliwość w potraktowaniu dwóch żołnierzy jak przestępców każe pytać o głębokość przemiany. Nawet jeśli w wyborach Donald Tusk na tej historii nie stracił – w roli winnych obsadzono PSL-owskiego ministra obrony i PiS-owskiego prokuratora. Ale to jego należy o to pytać.
Na razie konkretem jest nieżyjący chłopak, moim zdaniem w jakimś stopniu pozbawiony ochrony przez swoje państwo. Nawet na jego pogrzeb dotrzeć trudno – do Nowego Lubiela, gdzieś na Mazowszu. Nie był dzieckiem metropolii, a prowincji. Może to tam wierność ojczyźnie buzuje żywszym ogniem?
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2024