Najtrudniejsza z nauk

Mt 5, 38–48
Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski
Czyta się kilka minut
il. Agnieszka Robakowska
il. Agnieszka Robakowska

Rodzi się konsternacja, gdy słuchamy słów Jezusa o miłości nieprzyjaciół. To przede wszystkim z ich powodu niektórzy nazywają chrześcijaństwo utopią, a o Jego uczniach mawiają, że są naiwni. Dla nas, którzy chcemy naśladować Mistrza, są one wyjątkowo trudne. Naturalne poczucie sprawiedliwości mówi przecież, że konieczna jest naprawa krzywd i zadośćuczynienie, a zła nie wolno puścić płazem. Obowiązkiem ludzi kochających Boga i bliźnich jest nie być obojętnym i reagować, gdy dzieje się niesprawiedliwość. To bierność i obojętność zabijają, to dzięki takim postawom zło zdaje się zwyciężać, a płacz skrzywdzonych jest nieutulony. Stawanie w obronie słabszych, obrona wartości to przecież wymóg sumienia. O czym więc mówi Jezus, gdy każe nadstawiać drugi policzek bijącym i oddawać płaszcz temu, kto chce zabrać szatę?
Rzecz w tym, że Jezus wcale nie neguje ludzkiego poczucia sprawiedliwości i nie każe się go wyrzekać. Naprawienie krzywd prowadzi do uleczenia, pomaga przebaczyć wyrządzone zło. Nie chodzi więc o taką postawę, która każe trwać w bierności. Przeciwnie, Syn Boży wskazuje, żeby iść krok dalej. Dalej w miłości, dalej w przebaczeniu, dalej w hojności. Ten krok jest jednak krokiem milowym, bo oznacza miłowanie nieprzyjaciół, a więc nie tylko skrzywdzonych, słabych i płaczących, ale także krzywdzicieli, tych, którzy wyrządzają zło. To największa kontrowersja, przed jaką stajemy jako uczniowie Pana. Być miłosiernym? Tak. Modlić się i dawać świadectwo wiary, cierpieć prześladowania? Owszem. Oddać życie za przyjaciół? To niemal oczywiste dla kogoś, kto kocha. Dla chrześcijanina są to więc sprawy fundamentalne i niepodlegające dyskusji. Ale… być miłosiernym dla nieprzyjaciela, darować winy krzywdzicielowi, kochać wroga? To heroizm, na który stać nielicznych. „Ja tak nie potrafię” – mówi wielu z nas. I mają rację.
Człowiek nie potrafi w ten sposób kochać. Naturalne poczucie sprawiedliwości każe wyrównywać rachunki, a nie odstępować od wymierzania kary czy oddawać pole agresorowi. Jezus jednak nie mówi nigdzie, byśmy usprawiedliwiali się tym rodzajem niemocy i zatrzymywali na stwierdzeniu, że jesteśmy zbyt słabi, by kochać na sposób heroiczny i bezwarunkowy. On pokazuje na Źródło, z którego mamy czerpać siły do takiej miłości: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. To nie jest zachęta, by stawiać się na miejscu Boga i dążyć do doskonałości moralnej czy precyzyjnego przestrzegania wszelkich norm mających do niej prowadzić. Syn Boży wskazuje na Ojca, byśmy się w Niego wpatrzyli, kontemplowali Go i czerpali z Jego miłości. Kto kocha, pragnie we wszystkim naśladować Umiłowanego, być z Nim w jedności. Jeśli więc wiemy, że o własnych siłach nie potrafimy tak kochać, jak kocha Bóg, i wierzymy, że On może wszystko, prośmy Go o łaskę bycia dobrymi dla przyjaciół i nieprzyjaciół, o wielkie serce dla tych, którzy dobrze nam życzą, ale i dla tych, z którymi jesteśmy w konflikcie.
Miłowanie nieprzyjaciół, nawet jeśli brzmi to jak mrzonka, zdaje się dzisiaj jedyną drogą, by powstrzymać nakręcające się w różnych miejscach świata spirale zła i zatrzymać eskalację przemocy – nie tylko militarnej. Paradoksem jest fakt, że historia wielu wojen i konfliktów mówi o tym, że były czy są toczone w imię religii, które głoszą pokój i potrzebę pojednania między ludźmi. Człowiek, który na sztandary bierze Ewangelię, by w jej imię przelewać krew albo w inny sposób krzywdzić i powodować łzy, nie zna albo świadomie kwestionuje Jezusowe orędzie. Nie jesteśmy wezwani do walki, ale do wprowadzania pokoju. A tego nie da się zrobić inaczej, jak tylko drogą miłości, która przekracza ograniczenia ludzkiego serca i każe kochać tych, którzy w naszych oczach nie zasługują na miłość. „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi” – trudna do przyjęcia to prawda, ale w podzielonym świecie jest fundamentem, na którym da się budować mosty, nie mury. Podjęcie tego wyzwania jest naszym obowiązkiem, coraz bardziej naglącym.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2023