Bardzo żałuję, że premiera filmu Agnieszki Holland Zielona granica przypadła akurat na czas kampanii wyborczej. Bo wpadła do debaty jak meteoryt, wywołała polityczne oburzenie, teraz pewnie do wyborów będzie co jakiś czas wracać jakieś hasło o obronie polskiego munduru, ale nie wywoła debaty, której potrzebujemy i która jest nam bardzo potrzebna. Chodzi mi o debatę o tym, jak powinna wyglądać populacja Polski za 10, 20 czy 50 lat. Przy obecnych trendach w ciągu najbliższych kilku dekad liczba obywateli Polski spadnie poniżej 30 milionów. To wynik kryzysu demograficznego, z którym borykamy się od lat, ale wciąż nie wymyśliliśmy żadnego sposobu, aby się mu przeciwstawić.
A Zielona granica to film, który zmusza do refleksji m.in. na temat tego, czy Polska ma jakąkolwiek politykę dotyczącą imigrantów, oraz tego, jak rzeczywiście, jako społeczeństwo, podchodzimy do migracji. Film wywołał gorące polityczne emocje, nie chcę już tutaj do tego wracać. Dość jednak, że emocje w kampanii wyborczej mają to do siebie, że szybko wybuchają, ale zaraz pojawia się nowy temat, nowe zjawisko, które przyciąga uwagę opinii publicznej.
Tymczasem dwa pytania po tym filmie wciąż nie dają mi spokoju. Pierwsze dotyczy tego, czy zdaliśmy egzamin z człowieczeństwa, gdy wybuchł kryzys na granicy z Białorusią. Tak, obowiązkiem państwa jest ochrona granic, nie mam nic przeciwko stawianiu muru, który utrudni nielegalne przekraczanie granicy. Ale równocześnie, gdy ktoś już tę granicę nielegalnie przekroczył i potrzebował pomocy wyziębiony w lesie, nie przekonuje mnie argument, że okazanie mu człowieczeństwa, albo zaniechanie push-backów na Białoruś, byłoby dowodem słabości polskiego państwa. Nie, uważam, że daliśmy się zaszantażować politykom, że albo jedno, albo drugie. Tymczasem nie powinno tu być sprzeczności. Państwo powinno chronić swych granic, ale nie oznacza to, że musi się zachowywać niehumanitarnie.
Druga sprawa to histeria polityczna, jaka dotyczy migracji. Politycy przekrzykują się, że nie dopuszczą do przyjazdu do Polski migrantów, a przecież oni już przyjeżdżają. Sam rząd przyznaje, że w ostatnich dwóch i pół roku pozwoliliśmy na pracę w Polsce ćwierci miliona przybyszów z Azji i Afryki. Bądźmy więc poważni. Zdecydujmy, czy chcemy, by się kurczyło nasze społeczeństwo, ale też i rezygnujemy z szans na rozwój albo stawiamy na materialne dogonienie Zachodu, ale to będzie wymagało prowadzenia polityki migracyjnej. Zdefiniowania, kogo wpuszczamy, a kogo nie, przedstawienia planu itp. Tymczasem taka dyskusja się w ogóle nie toczy. Politykom łatwiej jest straszyć Lampedusą czy przestępstwami dokonywanymi przez migrantów w zachodniej Europie, niż wyjść do obywateli i powiedzieć: w ciągu takiego a takiego czasu będziemy potrzebowali tylu a tylu migrantów, bo alternatywą jest spadek tempa rozwoju albo wręcz kurczenie się gospodarki.
Potrzebujemy więc i dyskusji o tym, jak być humanitarnym mocarstwem (polubiliśmy ten status po tym, jak udzieliliśmy pomocy uchodźcom z Ukrainy), a także – jak chcemy w przyszłości uregulować sprawę migracji. Ale na razie od tych dyskusji uciekamy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.












