Zawsze byłam zorganizowana, chaos nie był moim środowiskiem naturalnym, a teraz kręci mi się w głowie od spraw, które właśnie mam załatwić w tej chwili. Zupełnie nie potrafię zdiagnozować mojej sytuacji. Wszystkiego jest za dużo: książek do przeczytania, filmów do obejrzenia, zakupów do zrobienia, ludzi do otoczenia opieką, pracy do wykonania, książek do napisania, zobowiązań i obietnic do zrealizowania. Kiedy zaczyna mnie ogarniać panika, że nie zdążę, że zawiodę, i ogólnie nie dam rady, przypominam sobie niedawną wizytę w szpitalu psychiatrycznym. Bo tam doznałam wyciszenia, tam wszystkie puzzle mojego zabiegania same z siebie ułożyły się w odpowiednich ustawieniach, i tam właśnie, na oddziale dziecięcym poczułam, że ta chwila, ta konkretna chwila mojej zawodowej, a może wręcz życiowej działalności ma sens. I uspokoiłam się.
Zostałam zaproszona przez polonistki ze szkoły przyszpitalnej. Jako autorka książek miałam opowiedzieć młodzieży o swojej pracy, o pisaniu. I też o tym, jak wygląda proces powstawania książek, więc o pracy redaktorów, korektorów i działu promocji – oczywiście z mojego punktu widzenia.
Łóżka stoją na korytarzach – taka jest rzeczywistość oddziałów psychiatrycznych dla dzieci. Niby to wiedziałam, o sytuacji polskiej psychiatrii dziecięcej dużo czytałam, a jednak co innego czytać, a co innego zobaczyć na własne oczy. Dziecko czy nastolatek w kryzysie psychicznym nie ma w szpitalu własnego kąta, jego łóżko – jego niecałe dwa metry kwadratowe – często stoi na widoku publicznym. Patrzyłam na nich jak na siebie; tak, widziałam siebie. Zagubioną, wystraszoną, zbuntowaną, przekonaną o tym, że nikt mnie nie rozumie, że jestem sama i że już nie chcę musieć sobie radzić i udawać, że jestem miła. Siedzieli naprzeciwko mnie, na krzesłach i na podłodze, otumanieni lekami, ale zainteresowani. Chciałam ich przekonać do czytania, ale przede wszystkim do pisania. Mam nadzieję, że chociaż jedno z nich zacznie pisać, znajdzie w tym lekarstwo na swoje myśli, swoje smutki, zagubienie i chaos. I samotność. Że uda im się zbudować własny świat i go nazwać. Bo jestem przekonana, że to pomaga, mnie pomogło, do dziś działa. Nie jest najważniejsze być wydawanym i czytanym, wystarczy sam akt pisania, pisanie jest uzdrawiające. Ta godzina spędzona z młodzieżą była najbardziej sensownie wykorzystanym przeze mnie czasem w ostatnich miesiącach. Tam, na oddziale psychiatrycznym dla dzieci, odzyskałam spokój.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













