Zwierzenia

Dużo się ostatnio mówi o ahistoryzmie, czyli o interpretowaniu faktów i zjawisk społecznych z przeszłości z punktu widzenia współczesności.
Czyta się kilka minut
fot. materiały prasowe; wikipedia
fot. materiały prasowe; wikipedia

Pomyślałam sobie o tym, porównując losy dwóch kobiet, które poznałam w ostatnim miesiącu. Obie napisały wspomnienia: jedna w latach dwudziestych XXI wieku, druga ponad sto lat wcześniej. Poza tym miały wiele wspólnego: występowały na scenie w młodym wieku, a ich karierą zajmowała się matka.
Zacznę od Jennette McCurdy, gwiazdy filmów dla dzieci i nastolatków, którą matka tak długo zaprowadzała na castingi, że zaczęto ją obsadzać w rolach, najpierw pomniejszych, aż wreszcie na granej przez nią bohaterce oparto serial. Dorosła Jennette po śmierci matki i przejściu trudnej psychoterapii postanowiła upublicznić swój ból i napisała książkę zatytułowaną Cieszę się, że moja mama umarła. Szokujący tytuł? Tak jak szokujące było jej życie. Uzależniona od opinii matki, była właściwie kukiełką w jej rękach. Spełniała jej życzenia i marzenia, a sukces okupiła ciągłym lękiem, zaburzeniami odżywiania, uzależnieniami i ciągłym poczuciem bycia nie dość dobrą, żeby zasłużyć na miłość. Dodajmy do tego nieopuszczający jej strach, że tym razem się nie uda, nie wyjdzie jej i mama będzie nieszczęśliwa.
Sto pięćdziesiąt lat wcześniej żyła inna nastolatka, Jadwiga. Jej rodzice prowadzili w Warszawie salon literacki; przysłuchując się rozmowom o literaturze, a szczególnie o poezji, dziewczynka zaczęła pisać wiersze. Co więcej, okazało się, że ma niezwykły talent do improwizacji, salonowej zabawy, polegającej na deklamowaniu ułożonego na poczekaniu na zadany temat wiersza. Jadwiga mówiła długie poematy. Goście salonu klaskali. Stała się gwiazdą Warszawy, mówiono, że jest wieszczką, genialną improwizatorką. Matka zadbała o resztę: ubrała ją w białą grecką tunikę, uczesała jej włosy, nadała jej pseudonim: odtąd zamiast Jadwigi była Deotyma. Do jej salonu nie można się było dostać, goście przyjeżdżali z daleka, żeby usłyszeć Deotymę. Cztery osoby notowały jej improwizacje. Kiedy Warszawie się znudziła, Deotyma wraz z rodzicami wyruszyła w tournée: występowała w Poznaniu, Krakowie, Paryżu. W pamiętniku, który pisała jako dorosła kobieta, nie odważyła się napisać o matce złego słowa. Ale między wierszami przebija jakiś żal. Na przykład wtedy, gdy wspomina, że nie miała czasu na tańce czy inne zabawy z rówieśnikami. Musiała pisać i przesiadywać w bibliotece. Albo wtedy, gdy matka na samym początku oznajmiła jej, że jeśli chce poświęcić się poezji, to ma zapomnieć o małżeństwie i dzieciach. I rzeczywiście, zapomniała. Mieszkała z rodzicami, dopóki nie umarli, potem żyła samotnie, napisała jeszcze Panienkę z okienka, no i Pamiętnik. Czytam go z poczuciem, że nie ma w nim całej prawdy. Nie mogła pisać tak jak Jennette, nie wolno jej było szokować. I wcale nie wiem na pewno, co myślała.
 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2023