Wyznanie

Od jakichś dwóch tygodni obserwuję w mediach katolickich i w mediach społecznościowych dyskusję na temat spowiedzi. Dyskutują księża i świeccy.
Czyta się kilka minut
Fot. unsplash / grant whitty, wesley tingey
Fot. unsplash / grant whitty, wesley tingey

Pojawiają się głosy rozsądne i nierozsądne, wiele proponuje zmiany, obnaża błędy, zastanawia się nad sensem spowiedzi usznej, przypomina historię tego sakramentu i to, że przez kilka wieków nikt nie znał takiego mebla jak konfesjonał. Ja się bardzo cieszę, że ta dyskusja w ogóle zaistniała. Nie dlatego, żebym była przeciwna sakramentowi pojednania, to uwalniający moment, w którym można doświadczyć bezwarunkowej miłości Chrystusa. Ale umówmy się: nie zawsze się da. Mamy różne doświadczenia. Jako dorośli rozumiemy, że problem nie tkwi w rycie spowiedzi indywidualnej, ale w człowieku. Ksiądz udzielający nauki zamiast być figurą miłosiernego Boga, często zamienia się w psa ogrodnika i pozostawia nas z poczuciem winy, a wielu z postanowieniem, że to już ostatni raz. Cała ta dyskusja zaczęła się od kontrowersyjnego wezwania Rafała Betlejewsiego sugerującego zakaz spowiedzi dzieci, co spowodowało rozmowę o tym, czy spowiedź pierwszokomunijna jest faktycznie potrzebna. Czy w ogóle takie małe dzieci mają się z czego spowiadać i czy ich pierwsze zetknięcie z tym pięknym sakramentem powinno wyglądać tak, tak wygląda. Czyli jak? Pamiętacie?
Ja pamiętam do dziś: siedziałam przy stole z całą listą przewinień wydrukowanych w książeczce i wypisywałam na kartce swoje. W konfesjonale myślałam tylko o tym, żeby dobrze wypowiedzieć formułkę i wyrecytować wszystko w odpowiedniej kolejności, bo kompletnie nie rozumiem, dlaczego księża tak wielką przykładali do tego wagę. Do formułek. Zdarzało się, że odsyłali, bo ktoś coś pomylił. Grzechy można było mieć wypisane na kartce, ale formułka musiała być wykuta na pamięć. Udało mi się, ale i tak ksiądz skrzyczał mnie za jeden z grzechów. Pamiętam za jaki: rok wcześniej razem ze starszymi koleżankami na Mszy św. przyjęłam komunię. O rok za wcześnie! Bez zdania katechizmu! Bez spowiedzi! O, jak wielkie było to przewinienie!
Ktoś może powiedzieć: ależ to były inne czasy, inni księża, teraz są uczeni prawidłowych zachowań. Chcąc uniknąć tego rodzaju doświadczeń, postanowiłam, że moje dzieci przystąpią do wczesnej Komunii św. I pamiętam pierwszą spowiedź mojej córki, której podczas próby (tak, są próby spowiedzi!) katechetka wmawiała, że na pewno popełniła pewien grzech, którego ona nie wymieniła. Mój syn miał więcej szczęścia, ale do czasu. Przyszedł wstrząśnięty do domu, kiedy usłyszał w konfesjonale reakcję na wyznane grzechy: jak mogłeś coś takiego zrobić! Był dzieckiem. A przecież wystarczy tylko jedno: dowiedzieć się, że Bóg nas kocha. To powinna być jedyna reakcja na wyznanie grzechów. Wszystko się wtedy zmienia. Wiem to, bo tego doświadczam.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 50/2022