Logo Przewdonik Katolicki

Jedziemy nad „polskie morze”

Jarosław Jurkiewicz
laża w Kołobrzegu, lipiec 2021 r. fot. StanisŁaw Bielski/Reporter

Rozmowa z dr Ewą Włodyką o kalejdoskopie zachowań społecznych na plaży, parawanach, które są efektem gwarantowanej nam wolności, i o tym, czy wyjazd nad Bałtyk to „oferta zastępcza”.

Czasy są trudne. Wypada więc pójść na plażę? Można mieć wyrzuty sumienia: niedaleko cierpią ludzie, a my odpoczywamy…
– Pewnie ma pan na myśli wojnę na Ukrainie? Turystyka rozwijała się w każdych warunkach, w czasie konfliktów wojennych także. Wszystko więc zależy od tego, co robimy na plaży. Możemy mieć dylematy, jeśli uczestniczymy w bardzo bogatym życiu towarzyskim. Ale jeśli oddajemy się lekturze, to chyba trudno o wyrzuty sumienia. Sądzę zresztą, że osoby, które mają bliższą styczność z okrucieństwem tej wojny, dla higieny umysłu od czasu do czasu muszą znaleźć miejsce, w którym mogą się zrelaksować. Plaża daje do tego świetną okazję.

Plaża jest dobrym miejscem do rozmów o polityce?
– To przede wszystkim miejsce odpoczynku i fizycznego relaksu. Dyskusje o polityce w szerszym gronie nie są więc chyba wskazane. W większości miejscowości turystycznych mamy przestrzenie, w których można się wypowiadać o polityce. Plażę zostawiłabym jako miejsce neutralne politycznie. I teren, w którym – generalnie – unika się hałasu i głośnych dyskusji.

PK-32.jpg
 

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 32/2022, na stronie dostępna od 14.09.2022

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki