Logo Przewdonik Katolicki

170 metrów Brandstaettera

Natalia Budzyńska
Roman Brandstaetter (1906-1987)w gabinecie, z nieodłączną fajką, którą traktował jako elemet wizerunku, 6 listopada 1965 r., fot. ANDRZEJ SZYPOWSKI/EAST NEWS

Nie lubił, gdy mówiono o nim: „Żyd nawrócony”. Wolał: „Żyd spełniony”. Trochę dziś przykurzony, w pożółkłej okładce. „Zapomnicie o mnie, zapomnicie…” – mówił z żalem do swoich przyjaciół.

Na początku stycznia ktoś przypomniał mi o Romanie Brandstaetterze. Urodził się on właśnie w tym zimowym miesiącu, daleko stąd, choć to tutaj, w Poznaniu, niemal codziennie przechodzę ulicą jego imienia. Nie ulicą, a uliczką, 170 metrów. Mieszkał niedaleko, stary Żyd w czasach, gdy wydawało mi się, że wszyscy Żydzi w moim kraju wymarli lub wyjechali. Byłam zbyt młoda, gdy w duszpasterstwach akademickich czytano jego poezje, odgrywano sztuki, zaczytywano się Jezusem z Nazaretu. Bo zamknięto go w salkach duszpasterstw, klubów inteligencji katolickiej, pokojów profesorskich na polonistyce, na obronach prac magisterskich i doktorskich. I chyba tak zostało do dzisiaj. 35 lat po jego śmierci jest bohaterem gazetek w szkołach katolickich i prac dyplomowych na wydziałach teologicznych. To nie są oskarżenia wobec tych, którzy o Brandstaetterze pamiętają, ale wobec tych, którzy jego twórczość zmarginalizowali. Może dlatego, że był Brandstaetter za bardzo bezkompromisowy, nie wchodził w koterie i towarzyskie kliki. A może dlatego, że pisał zbyt religijnie, zbyt żydowsko, zbyt katolicko. Jak inaczej tłumaczyć tę nieobecność?

PK-03.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 3/2022, na stronie dostępna od 23.02.2022

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki