Logo Przewdonik Katolicki

Chrzest Chrystusa i mój chrzest

Ks. Krzysztof Porosło
Chrzest naszego Pana. Ikona XVII w. Klasztor Nowo-Tichwiński, fot. Wikipedia

Wszystkich czterech ewangelistów pozostawiło opis chrztu Jezusa. Choć relacje te różnią się od siebie, to jednak u wszystkich jest podkreślona relacja Ojca, Syna i Ducha Świętego. Chrystus przyjmuje chrzest, Ojciec wypowiada do Niego słowa, a Duch na Niego zstępuje.

Tłumacząc te zależności, warto sięgnąć do klasycznej ikony sceny chrztu Pańskiego i oprzeć się na tekście Ewangelii według św. Marka (Mk 1, 9–11). Ikona, o której mowa, jest niezwykła z kilku powodów. Po pierwsze, Chrystus jest pokazany na niej w pozycji nieboszczyka. Nie rusza się, ale równocześnie nie leży. Stoi. Wygląda jak ktoś, kto żyje, choć jakby umarł. Ktoś, kto jest w stanie panować nad sobą, kto jest w stanie mieć kontrolę nad wszystkim, co się dzieje, a jednocześnie jakby tej kontroli zupełnie nie miał. To apokaliptyczny Baranek – jakby zabity, a jednak żyjący (por. Ap 5, 6). Chrystus nie ma na niej ubrania. Tak zazwyczaj przedstawiamy Jezusa ukrzyżowanego, w samej przepasce na biodrach. Autor ikony chce nam pokazać, że Chrystus w tym momencie jest ukrzyżowany. Bardzo charakterystyczna jest również postawa, w jakiej przychodzi Jan Chrzciciel, który chrzci Jezusa. Jest bardzo głęboko pochylony, w postawie uniżenia. Na ikonach chrztu Pańskiego generalnie Jan Chrzciciel miał być pokazywany jako ten, który znika, który się wycofuje. Jan nie występuje jako postać pierwszoplanowa, wręcz przeciwnie – niemal wychodzi poza kadr tak, jakby całym sobą chciał powiedzieć, że nie on jest tu istotny. Po drugiej stronie najczęściej stoi anioł. Anioł, który jest znakiem tego, że dzieją się sprawy Boże. Pan Bóg, gdy chce coś powiedzieć w Piśmie Świętym, najczęściej posyła swojego anioła. A my wiemy, że w tej scenie Bóg Ojciec mówi bezpośrednio. Bezpośrednio dał słyszeć się Jego głos.

Relacje między Trójcą Świętą
Najgłębszym tematem tej ikony są relacje między poszczególnymi Osobami Trójcy. U samej góry często widzimy motyw albo dłoni Boga Ojca, albo obu dłoni ułożonych w geście epikletycznym. Lekko złożone, niewyprostowane. Mówiąc bardzo opisowo, jest to gest, jakby ktoś kładł rękę na głowie drugiej osoby. To są oczywiście ręce Ojca. Zresztą doskonale ten gest znamy z codziennego życia, kiedy ojciec trzyma w swoich rękach małe dziecko i delikatnie podtrzymuje główkę niemowlęcia, która mieści się w jego otwartej dłoni. To jest właśnie ojcowski gest epikletyczny.
Kolejny istotny element to woda, która u góry jest ciemna, a w niższych partiach staje się coraz jaśniejsza. To prosty, ale pełen treści motyw. Woda jest gęsta od grzechów Izraela, od grzechów konkretnego człowieka, który się w niej obmywał. Jak mówią ojcowie Kościoła, woda Jordanu nie mogła pokonać grzechu. Ona tylko ów grzech zmywała i zatrzymała w sobie. Tym, który zstąpił do niej i ją oczyścił, zabrał na siebie cały jej grzech, był Jezus Chrystus, i dlatego woda oczyszcza się, kiedy opływa Jego ciało. Na niektórych ikonach chrztu Pańskiego widnieje przy Chrystusie właśnie taka woda, która dotykając Go, staje się wręcz złota. Poprzez rozjaśnienie koloru aż po złoty artyści starają się pokazać uduchownienie materii.

Uduchowienie materii
Scena chrztu Pańskiego mówi również, że materia zostaje przemieniona. Ostatecznie ma to zapowiadać coś, co spotka nas w życiu wiecznym. Będziemy materialni, cieleśni, choć ta cielesność będzie innej jakości niż ta, którą dzisiaj znamy. Marko Ivan Rupnik – tłumacząc swój sposób przedstawiania chrztu Pańskiego na mozaikach – komentuje, że to uduchowienie materii jest również zapowiedzią sakramentów. One są uduchowioną materią. Z jednej strony wszystkie sakramenty są udzielane przez widzialny i konkretny znak. Do większości z nich używamy materii, potrzebujemy chleba, wody, wina, oliwy, a z drugiej strony ta sama materia sprawia coś najgłębiej duchowego.
To, co było widoczne na ikonie, również św. Marek pokazuje w swojej Ewangelii, wskazując, że nie da się zrozumieć tej sceny, jeżeli oderwiemy ją od tajemnicy śmierci Chrystusa. W sześciu elementach podpowiada, że scena chrztu mówi o śmierci. Po pierwsze dlatego, że do chrztu Janowego przychodzą grzesznicy. I nagle pojawia się Jezus. W scenie paralelnej, czyli scenie śmierci Chrystusa, jest powiedziane, że zawisł on między grzesznikami. Drugi z elementów to w tej samej Ewangelii Markowej postać Jana Chrzciciela, nazywanego Eliaszem. I znowu w scenie śmierci Chrystusa wątek Eliasza jest wyraźnie poruszony, poprzez stwierdzenie: „Patrz, woła Eliasza!” (Mk 15, 35). Trzeci element to zstąpienie Ducha Świętego w postaci gołębicy. W scenie śmierci natomiast jest mowa o tym, że Chrystus oddał ducha. Czwarty element to rozdarcie się niebios, z których słychać głos Ojca – znów w scenie śmierci Chrystusa mówi się o rozdarciu zasłony Przybytku. Piąty z elementów to głos Ojca, który objawia synostwo Boże Chrystusa, a w scenie pod krzyżem setnik wyznaje, że Chrystus jest Synem Bożym. I szósty – jakby ukryty w słowach, które wypowiada Ojciec do Syna. To wszystko świadczy o tym, że scenę chrztu Chrystusa trzeba rozumieć od początku w kontekście Jego śmierci. To kluczowe, inaczej nie zrozumiemy, że odsyła nas to do tajemnicy naszego własnego chrztu, czyli zanurzenia się w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Upodobniliśmy się do Niego właśnie w tej tajemnicy. Dzięki temu stajemy się dziećmi Boga, jesteśmy usynowieni.

Syn umiłowany
Centralnym punktem objawienia był głos Ojca, mówiącego w czasie chrztu Jezusa: „Tyś jest mój Syn umiłowany” (Mk 1, 11). Oto główne przesłanie. Cała tradycja Kościoła nazywa tę scenę teofanią i epifanią, objawieniem Pana Boga, objawieniem Chrystusa jako Syna swego Ojca. Święty Cyryl Aleksandryjski pisze, że to wszystko, co się dokonało w Chrystusie Panu w czasie chrztu, tak naprawdę dokonało się w Nim po to, byśmy wszyscy mogli być w Nim obecni. Sam z siebie tego nie potrzebował, doskonale znał swoją tożsamość. Objawienie stało się dla nas, byśmy zobaczyli, że my również w Chrystusie stajemy się synami. Jak mówią ojcowie Kościoła, wstąpił w wody Jordanu, by wziąć grzechy świata – konkretnie mój grzech – na siebie i odkupić go poprzez krzyż. To ja potrzebowałem oczyszczenia, nie On.
Zwróćmy uwagę na to, że Chrystus po zanurzeniu od razu wyszedł z wód, nie wyznawał swoich grzechów. Tajemnica chrztu Pańskiego objawia więc to, czym sam Chrystus jest i czym żyje w relacji do Ojca. Jezus słyszy: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” i wie, że te słowa odsyłają do tajemnicy śmierci. Jeżeli Pan Bóg miał w ofierze upodobanie, to znaczy, że ją przyjął. Ojciec mówi więc trudne do przyjęcia słowa: jesteś moim Synem umiłowanym i Twoją misją jest oddać życie, ale będziesz dla Mnie miłą ofiarą, w której Ja będę miał upodobanie, i tę ofiarę przyjmę. Taka jest między nami relacja, relacja miłości i posłuszeństwa w miłości. I w tym momencie pojawia się Duch Święty. To Duch tworzy relacje, On jest relacją, osobową miłością między Ojcem a Synem. Duch zstępuje, żeby namaścić Jezusa, wtedy ten objawia się jako Christos, czyli namaszczony, pokazuje się jako Mesjasz (hebr. meszijah). Jego misją będzie pojednać świat z Bogiem, złożyć ofiarę dla odkupienia człowieka. Duch uzdalnia Go do tej misji, objawiając wolę Ojca. Ważne jest tutaj zauważenie, że w scenie chrztu ewangelista Marek mówi, że duch nie tyle zstąpił na Chrystusa, ile zstąpił do Chrystusa, czyli Chrystus został duchem wypełniony. Zatem na krzyżu może oddać ducha, którego posiada.
Te fakty mają bezpośrednie przełożenie na sakramenty chrztu i bierzmowania, w których jesteśmy namaszczeni i upodobnieni do Jezusa. Chrzest był fundamentem, wprowadził nas w nierozerwalną jedność z Chrystusem, w bierzmowaniu otrzymujemy dar zaangażowania i życia łaską chrztu. Duch nas uzdalnia do tego, by to podobieństwo, które jest w nas potencjalne, rozwijało się. To z kolei przejawia się w zaangażowaniu i braniu współodpowiedzialności za wspólnotę Kościoła.

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki