A w lesie…

Nie przestanę o nich myśleć. Będę monotematyczna. Będę przypominać i wytrącać ze strefy komfortu.
Czyta się kilka minut
fot. Unsplash
fot. Unsplash

Myślę, wciąż i wciąż, o pewnej nieprzekraczalnej linii na ziemi. O pasie paru metrów pachnących uschłą zielenią, przekwitniętym wrotyczem, ostatnim kwiatem krwawnika i kłującym ostem. Nic już z ich piękności nie pozostało. Jeszcze o zaroślach i rozrastających się krzewach z różnokolorowymi owocami: pomarańczowymi dzikiej róży, granatowymi tarniny, czerwonymi głogu. O brązowiejących liściach drzew i tych, które przybierają kolor żółty – tak bardzo cieszący oko na tle błękitnego nieba. Paprocie też już mówią latu „do widzenia”, kurczą się i zwijają. Jeśli się położyć na ziemi, wyraźnie można poczuć zapach grzybów. Taki, z którym mamy same przyjemne skojarzenia: jesiennych spacerów z koszykiem, śmiechu dzieci biegających po lesie i biegającego wokół psa, zaplątujących się we włosy pajęczyn, a w perspektywie ciepłej kuchni, gdzie gotuje się sos. I jest tam taka cisza, tak wielka cisza, za którą tęsknimy, mieszkając w nieustannym szumie z pobliskiej ulicy lub autostrady, że dopiero tam tę ciszę zauważamy. I jeszcze są gwiazdy, wielkie jak pięści, iskrzące się różnymi barwami światła, tworzące nowe konstelacje, bo przecież nasza planeta bezustannie się obraca, pokazując nam nowe obszary nieba. A o tej porze roku rzadko mamy ochotę na astronomiczne obserwacje w środku nocy. Doskonale też widać poruszające się wśród gwiazd światełka satelitów, które wprawdzie wydają się zagubione, ale jednocześnie dają złudzenie bezpieczeństwa, że wszystko jest pod kontrolą i w każdej chwili umożliwią połączenie z kimś, kto jest daleko i tęskni.
Tyle że czasem spadnie deszcz, a zamiast twardej ziemi i suchej pachnącej trawy pod stopami otworzy się otchłań lepkiego błota. Bagno też ma swój zapach, taki niepokojący, budzący lęk. Zalepia oczy i usta, sprawia, że powietrze zapycha płuca, zamiast dawać ożywczy tlen. W mżawce gasną barwy. Gniją kwiaty. Rozpadają się grzyby. Chowają się ptaki: wesołe sikorki, ostrożne sójki, odmierzające czas dzięcioły. A rano, rano wokół jest tak jakby biało. Białe igiełki usztywniają wokół wszystko. Tak jakby cały świat został nakryty welonem panny młodej. Skrzy się, chrzęści, boli.
Dzieci już dawno przestały zadawać to najważniejsze dziecięce pytanie w czasie każdej podróży: kiedy dojdziemy? Dorośli już nie odpowiadają: zaraz.
Nie przestanę o nich myśleć. Będę monotematyczna. Będę przypominać i wytrącać ze strefy komfortu. Będę pytać, gdzie są dzieci. Będę natrętna. Będę robić wszystko, żeby nikt o nich nie zapomniał. Będę trącać tych, którzy wybrali swój święty spokój.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2021