Logo Przewdonik Katolicki

Duch czasów czy znaki czasu?

ks. Artur Stopka
fot. Maria Laura Antonelli/PAP Photoshot

Niektórzy w obawie przed uleganiem duchowi czasów rezygnują faktycznie z rozpoznawania w Kościele znaków czasu. Czy można się bez nich obejść? 

Polski Kościół idzie z duchem czasu” – donosiły z entuzjazmem trzy lata temu niektóre media. Tak daleko idący wniosek wyciągnięto na podstawie informacji, że w kolejnych parafiach w naszym kraju udostępniane są terminale płatnicze. „Pozwoli to wiernym nie tylko za pomocą karty złożyć ofiarę, ale też dokonać opłaty cmentarnej” – wyjaśniano. Czy istotnie zainstalowanie w przedsionku świątyni albo w kancelarii parafialnej nowoczesnego, powszechnie stosowanego dziś urządzenia to dowód na pójście Kościoła „z duchem czasu”, czy też raczej to niewielki skutek odczytywania znaków czasu? A może ani jedno, ani drugie? Może istota rzeczy leży zupełnie gdzie indziej?

Prędko będzie wdowcem
Co to właściwie jest „duch czasu” albo „duch czasów”? To pojęcie, którym określa się intelektualny i kulturalny klimatu epoki. To atmosfera umysłowa charakterystyczna dla jakiegoś okresu historycznego. „Iść z duchem czasu” oznacza być postępowym, nowoczesnym. Ale nie tylko. Tymi samymi słowami opisuje się niejednokrotnie uleganie najnowszym modom, uporczywą pogoń za nowinkami, za zmieniającymi się tendencjami w rozmaitych sferach życia, bezkrytyczne przyjmowanie wszystkiego, co ma etykietkę nowoczesności i postępowości, niezależnie od stanu faktycznego.
„Obecnie ciągle wymaga się od Kościoła, by szedł w parze ze współczesnością. Kościół musi jednak iść razem z Jezusem i być z Ewangelią! Przeciwko duchowi czasów (niem. Zeitgeist)” – napisał kilka lat temu na Twitterze arcybiskup Bambergu Ludwig Schick. W innym tweecie przypomniał powiedzenie zmarłego w 1999 r. niemieckiego reżysera Augusta Everdinga: „Kto żeni się z duchem czasu, prędko będzie wdowcem”.
„Kościół nie może iść z duchem czasów – z tego prostego powodu, że duch czasów donikąd nie idzie” – przestrzegał w 1945 r. znakomity brytyjski pisarz Gilbert Keith Chesterton. Twierdził, że Kościół może co najwyżej ugrzęznąć w bagnie razem z duchem czasów, by razem z nim cuchnąć i gnić. „Nie chcemy Kościoła, który, jak to piszą gazety, zmienia się wraz ze światem. Chcemy Kościoła, który zmieni świat” – dodawał.

Co jest gorsze?
Niektórzy zauważają, że w takim sposobie patrzenia może się pojawić pewne uproszczenie. Jak zwrócił uwagę dziesięć lat temu Karol Kleczka w artykule dla Klubu Jagiellońskiego, cytat z Chestertona wydaje się skażony pewną tendencją obecną w myśli chrześcijańskiej. Opiera się ona na prostym przeciwstawieniu Kościoła i rzeczywistości względem niego zewnętrznej. „Zgodnie z nim świat jest dziedziną rozkładu i niszczenia, historię zaś wyznacza proces stałej degeneracji, którą obrazuje tajemniczy duch czasów” – wyjaśniał autor.
A jednak papież Franciszek raz po raz przestrzega przed tym, co da się określić jako duch czasu, choć zwykle nazywa to inaczej. Mówi o „duchu światowości” lub po prostu o „światowości”. „Często zastanawiam się: co jest gorsze w życiu człowieka? Wyraźny grzech czy też życie w duchu świata, światowości?” – mówił w Domu św. Marty w październiku 2018 r. Pytał, czy gorsze jest to, że diabeł wpędzi człowieka nawet w wiele grzechów, ale wyraźnych, takich że po ich popełnieniu jest on zawstydzony, czy też sytuacja, w której diabeł niejako zasiada z człowiekiem do stołu, mieszka z nim i wszystko sprawia wrażenie normalności, ale właśnie wtedy szatan podpowiada i opanowuje człowieka duchem światowości.

Wchodzi wszędzie
W maju ubiegłego roku papież powiedział wprost, że Pan Jezus bronił swoich uczniów przed duchem świata. Mówił też, że chce on zniszczyć i zdeprawować Kościół. Wyjaśniał, że „światowość” jest kulturą tego, co ulotne, pozorów, makijażu, ma wartości powierzchowne. To kultura, która nie zna wierności, bo zmienia się zależnie od okoliczności, jak kameleon, i „wszystko negocjuje”.
W tej samej homilii przestrzegał, że światowość zabija, bo nienawidzi wiary. „Światowość wchodzi wszędzie, nawet w Kościele, oszukując wszystko” – powiedział. Wskazał też, że światowość nie toleruje skandalu krzyża. A jedynym lekarstwem przeciwko niej jest Chrystus, który dla nas umarł i zmartwychwstał, dlatego zwycięstwo nad światem to wiara w Jezusa. Franciszek dodał jednak coś bardzo istotnego: „Nie oznacza to bycia fanatykiem, nie znaczy to nie rozmawiać z innymi” i zachęcał do modlitwy o łaskę rozeznania, czym jest światowość, a czym jest Ewangelia.

Znaków czasu nie możecie?
Nie bez powodu papież ostrzegał nie tylko przed „duchem świata”, ale również przed fanatycznym podejściem do tej kwestii. Nie bez powodu wskazywał też na potrzebę rozeznawania w tej sprawie. Dlaczego? Ponieważ można zauważyć pokusę, aby broniąc się przed uleganiem duchowi czasu (lub czasów), rezygnować w Kościele z rozpoznawania znaków czasu. A są one czymś zupełnie innym niż duch czasu.
Co prawda termin „znaki czasu” w Ewangeliach pojawia się tylko raz, a i w ważnych kościelnych dokumentach też nie jest szczególnie często przywoływany, to jednak aktualne stanowisko Kościoła wobec nich jest jednoznaczne.
„Wygląd nieba umiecie rozpoznawać, a znaków czasu nie możecie?” – powiedział Jezus do faryzeuszy i saduceuszy, którzy wystawiając Go na próbę, prosili o znak z nieba. Św. Mateusz odnotował bardzo ostrą wypowiedź Chrystusa o tym, że znaku żąda plemię przewrotne i wiarołomne, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. „Z tym ich zostawił i odszedł” – spuentował ewangelista.

Zawsze ma obowiązek
Za popularyzatora pojęcia „znaków czasu” w Kościele uważa się papieża św. Jana XXIII. Jego encyklika Pacem in terris wskazywana jest jako odpowiedź na znak czasu, którym było powszechne w czasach tzw. zimnej wojny oczekiwanie pokoju. 
Ks. Jerzy Szymik w opublikowanym przed laty artykule Źródło i pragnienie. Teologia znaków czasu w służbie prymatu Boga zwrócił uwagę na związane z Soborem Watykańskim II rozumienie tego terminu. „Kościół zawsze ma obowiązek badać znaki czasów i wyjaśniać je w świetle Ewangelii” – stwierdzili ojcowie soborowi. Ks. Szymik zauważył, że sobór wyjaśnia również powód i cel tego badania. Chodzi o to, aby poznać i rozumieć świat, a dzięki temu odpowiadać ludziom na pytania dotyczące sensu życia.

Odpowiedzi dane w czasie
Potrzeba rozeznawania „znaków czasu” wynika z faktu, że choć wspomniane pytania są odwieczne, to jednak odpowiedzi na nie dane są w czasie. Otrzymuje je konkretny człowiek. Zdaniem ks. Szymika, jeśli teologia dogmatyczna jest w swej istocie formą służby Kościołowi, to tym samym uczestniczy ona w tym obowiązku Kościoła badania i wyjaśniania „znaków czasu”. Powinna je poznać, rozumieć i na nie odpowiadać.
Dokument Vaticanum II nie zawęża jednak obowiązku badania „znaków czasu” tylko do grona teologów. Mówi wyraźnie, że jest to zadanie całego Kościoła. Ich dostrzeganiem i rozeznawaniem powinni się zajmować zarówno biskupi i księża, jak i wierni świeccy. Mówi wprost, że Lud Boży pobudzany wiarą w to, iż prowadzi go Duch Pański, „stara się w wydarzeniach, potrzebach i pragnieniach, w których uczestniczy z resztą ludzi naszej doby, rozpoznać, jakie w nich mieszczą się prawdziwe znaki obecności lub zamysłów Bożych”. A jak zauważył kilka lat temu na łamach „Życia Duchowego” o. Dariusz Dańkowski SJ, znaki czasu odnoszą się zarówno do wydarzeń i procesów społecznych, jak i do świata ludzkich przeżyć. Mają znaczenie zarówno dla pojedynczych ludzi, jak i dla całych wspólnot i społeczności.

Obawa nie usprawiedliwia
Obawa przed uleganiem „duchowi czasu” czy „duchowi światowości” nie może być usprawiedliwieniem dla rezygnacji z zauważania i rozeznawania „znaków czasu”, jakie Kościół nieustannie otrzymuje. To Bóg przez nie przemawia, więc ich ignorowanie okazuje się odrzuceniem i lekceważeniem Jego głosu. Jak zauważył o. Dańkowski, rozpoznane znaki czasu powinny pomagać nam rozeznawać nasze powołanie i uczynić świat bardziej ludzkim. Dzięki nim powinniśmy też dostrzegać i realizować własną godność. Nie powinny więc wywoływać lęku ani chęci ich odrzucenia. Po prostu są nam potrzebne.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki