Pocovidowo

Czytałam wiele relacji z chorowania, każdy mógłby napisać własną historię i będziemy ich słuchać jeszcze wiele. To jest paskudna choroba. Przeszłam ją (mam nadzieję, że to już koniec) niezbyt ciężko, a jednak ciężej niż niejedną grypę. Na szczęście mogłam czytać, z wyjątkiem jednego dnia, kiedy myślałam, że gałki oczne mi eksplodują.
Czyta się kilka minut
fot. Unsplash
fot. Unsplash

Nie zdałam testu amolowego. To taki nasz wewnętrzny, domowy test na zapach. Przeprowadzał go mój mąż, kiedy dowiedzieliśmy się o przedszczepionkowym kontakcie z chorym. No to trzeba mieć moje szczęście – pomyślałam sobie, bo już myślałam, że przeszłam pandemię bezboleśnie. Hura, zwycięstwo, jestem po pierwszej dawce Moderny! Tydzień po kontakcie wdychałam amol z otwartej butelki i tym razem nie poczułam nic. Kompletnie nic. Dwa dni przedtem zaczęłam być zaniepokojona intensywnością reakcji poszczepiennej, ponieważ codziennie dochodziły nowe doznania i to coraz bardziej dokuczliwe. Test amolowy przesądził sprawę, a wymaz potwierdził podejrzenia.
Czytałam wiele relacji z chorowania, każdy mógłby napisać własną historię i będziemy ich słuchać jeszcze wiele. To jest paskudna choroba. Przeszłam ją (mam nadzieję, że to już koniec) niezbyt ciężko, a jednak ciężej niż niejedną grypę. Na szczęście mogłam czytać, z wyjątkiem jednego dnia, kiedy myślałam, że gałki oczne mi eksplodują. No i pozwoliłam sobie na całkowity odpoczynek. Leżałam, spałam, czytałam. I obserwowałam z mojego łóżka ptaki, a obok mnie zawsze leżała lornetka.
Z ptakami jest teraz tak: na balkonie pojawiają się wróble, sroki, gołębie grzywacze, a raz nawet wrona szara. Przylatują parami, w ogóle obecnie ptaki poruszają się głównie w parach. Z wyjątkiem wróbli, bo te zawsze w gromadce, dziewczynki i chłopcy w liczbie około dziesięciu sztuk. Grzywacze zjadają to, co zostawiają wróble, czyli siemię lniane; niestety nie potrafią utrzymać higieny. Z mojej balkonowej restauracji robią toaletę, co nigdy nie zdarzyło się wróblom i srokom. No więc przepędzam je jednak.
Listonosz położył na wycieraczce paczkę z pulsoksymetrem i uciekł. Do męża trzy razy zadzwonił miły policjant z zapytaniem, gdzie się obecnie znajduje i jak się czuje. Moja śledząca aplikacja „Kwarantanna domowa” kazała mi tylko raz, zaraz po zainstalowaniu, zrobić sobie zdjęcie i wysłać, a potem zamilkła całkowicie. Lekarz nie trzyma ręki na pulsie, może nawet nie ma pojęcia, że jego pacjent choruje i został w tej chorobie odizolowany, bo to jedyny lek na tę straszną chorobę. A niech tam się sam boi, niech przeżywa lęki i strachy, niech mu ciśnienie skacze, a tętno wzrasta.
Dzięki Bogu za autorów i ich książki. I za wydawnictwa. I jeszcze bardzo dziękuję za księgarnie. Szczególnie za tę poznańską, która w godzinę od zamówienia kilku książek położyła mi je zapakowane i z życzeniami zdrowia na wycieraczce. Jak trafnie zauważyła moja przyjaciółka: z paczką z książkami jest tak, że niby się za nie zapłaciło samemu, ale jak ją odpakowujesz, to czujesz, jakbyś dostała prezent.
I jeszcze: szczepcie się! Tylko dzięki szczepionce nie zaraziła się moja mama.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 19/2021