Logo Przewdonik Katolicki

Potrzebujemy cyfrowej higieny

Anna Druś

Tak jak uczymy nasze dzieci higieny przez mycie zębów czy używania dezodorantu, tak powinniśmy uczyć je zdrowego korzystania ze smartfonów i social mediów. A nie robimy tego, bo sami mamy problem z cyfrową higieną. Rozmowa z dr. Maciejem Dębskim, socjologiem i twórcą Fundacji Dbam o mój Z@sięg, autorem badania „Młodzi cyfrowi 2019”

Czy Wasze badanie dotyczyło wpływu uzależnienia od smartfona na samopoczucie psychiczne młodych osób?
– Dotyczyło. Wyszło nam, że ta zależność istnieje, to znaczy im bardziej nadużywam smartfona, tym gorzej psychicznie się czuję. Sprawdzaliśmy to też w odniesieniu do poczucia samotności, i tutaj podobna zależność już nie zachodzi. Innymi słowy, im bardziej nadużywamy telefonu, tym bardziej mamy obniżony nastrój, ale nie czujemy się bardziej samotni.
 
Z czego to wynika?
– Choćby z tego, że poprzez smartfony młodzi kontaktują się z innymi za pomocą portali społecznościowych, ale też robią ze znajomymi różne rzeczy, np. wspólnie grają w gry. Więc o samotność nieco trudniej niż o obniżony nastrój.
 
Co w takim razie powoduje, że social media czy ogólniej smartfony wpływają na obniżenie naszego nastroju?
– Pokusiłbym się o taką ogólną odpowiedź, że dziś smartfony, internet w komórkach, social media, gry sieciowe są w stanie zaspokoić prawie każdą ludzką potrzebę. Nie mamy ich za dużo, ładnie pokazał to Maslow w swojej piramidzie potrzeb, czyli od fizjologicznych do potrzeby uznania i szacunku. I choćby to uznanie i szacunek mogę sobie zarówno wyrobić w bezpośrednich kontaktach z innymi, w tzw. świecie realnym, ale mogę równie dobrze tę potrzebę zaspokoić w grze sieciowej, gdzie jestem mistrzem czegoś tam. Podobnie z poczuciem akceptacji samego siebie. Mogę ją zaspokoić w sposób realny, jak i wirtualny, choćby publikując posty w mediach społecznościowych. Jednak jakość zaspokajania tych potrzeb można różnie oceniać. Myślę, że jeśli chodzi o media społecznościowe, to najbardziej negatywnie na nastrój młodzieży wpływa możliwość ciągłego porównywania się z innymi i jednocześnie ciągłe wystawianie się na ocenę innych osób. Mają oczywiście świadomość tego, że posty w social mediach to jakaś kreacja siebie, ale z drugiej strony mimowolnie owo porównywanie z innymi wpływa na samoocenę, na to jak siebie postrzegają w kontekście innych osób. Nie od dziś wiadomo, że obraz samego siebie budujemy w oparciu o komunikaty, które płyną od innych do nas. Jeżeli te komunikaty są spójne, to dana młoda osoba nie jest chwiejna w tej samoocenie. Jednak jeśli ich jest mnóstwo, płyną z różnych stron, z różnych źródeł i od wielu ludzi – w efekcie ten komunikat staje się bardzo niespójny. Gdy my byliśmy dziećmi, mówiło do nas średnio 60 osób, zaś dziś do młodzieży mówi 600. Młodzież często więc nie wie, kim jest, bo te komunikaty na ich temat są od Annasza do Kajfasza, przez to budowanie tożsamości znacznie im się zaburza. W tym nie pomaga brak dobrych relacji z rodzicami u części osób. To komunikaty ze strony najbliższych mogłyby zrównoważyć negatywny wpływ komunikatów z social mediów.
 
Social media kształtują więc poczucie tożsamości i poczucie – lub jego brak – własnej wartości?
– Rzeczywiście kwestia przynależności do grupy, budowanie obrazu samego siebie – na to trzeba w social mediach bardzo uważać. Dlatego ja w ogóle jestem zwolennikiem zakazu używania mediów społecznościowych do 16. roku życia, choć one oficjalnie są dopuszczalne od 13. roku życia. Ale umówmy się, już przeciętny 8–9 latek ma na telefonie TikToka i zaczyna podglądać innych. Właśnie to jest wielkie zagrożenie, na które bardzo często rodzice nie zwracają uwagi. Wyposażają dziecko w nowe technologie, a potem bardzo często nie kontrolują tego, co ono w sieci robi. Dzieci sobie same zakładają konta na tych portalach. I zaczyna się problem. Bo te porównania, których dokonują między sobą a ludźmi prezentującymi się w sieci, wypadają najczęściej bardzo słabo, na niekorzyść dzieci. Nastolatek widzi, że inni byli na lepszych wakacjach, że mają fajniejsze ubrania, więcej gadżetów. My wiemy, że to wszystko ułuda, za którą kryje się wiele depresji i niepowodzeń, a młodzi tego nie widzą, biorąc ten wykreowany obraz za rzeczywistość. Potem cierpią, choć jednocześnie stają się bardziej odważni i mniej rozważni. Skoro moje zdjęcie nie zdobyło tyle lajków, jak bym sobie życzył, to może trzeba zamieścić lepsze, odważniejsze, bardziej śmiałe?
 
Na ile samo uzależnienie od smartfonów może powodować obniżone samopoczucie?
– Sama kwestia uzależnienia od czegokolwiek jest już sytuacją niekorzystną, więc to oczywiste, że wpływa negatywnie na samopoczucie. Nie wiem, na ile uzależnienie akurat od smartfonów buduje depresję i w ilu procentach ją wyjaśnia. Natomiast wiem, że głównym czynnikiem powodującym depresję u młodych, są kiepskie relacje z rodzicami. Nie uważam, żeby głównym powodem depresji młodych były same urządzenia czy uzależnienie od nich. Wiem, że buduje ją nieobecność rodziców.
 
W Waszych badaniach można jednak wyczytać także to, że same nastolatki już próbują walczyć z tym uzależnieniem.
– Tak, to jest pozytyw. Ale zupełnie się temu nie dziwię, przecież nikt nie jest ze stali. Pierwszym symptomem, który człowiek odczuwa, jest wrażenie przeładowania informacjami. To bycie ciągle „online” naprawdę obciąża nastolatków. Część z nich czuje, że przesadza z telefonem, czuje, że jest przemęczona i podejmuje próby ograniczenia korzystania z nowych technologii. Niestety one często są nieskuteczne albo nawet pozorowane. Inny bardzo pozytywny sygnał także wynikający z naszych badań to fakt, że młodzież ma gotowość bycia poza siecią, chce brać udział w eksperymentach kilkudniowego cyberdetoksu. Tylko ktoś na miłość boską musi im zaproponować!
 
Proponując coś w zamian? Ale czy realny świat będzie w stanie sam z siebie zapewnić im tyle bodźców?
– W ogóle nie tędy droga. Nie ma sensu odciągać ich od sieci, żeby przywalić masą rzeczy w realnym świecie. Idea cyfrowych detoksów jest raczej taka, by odcinając – wyzwolić w osobach poczucie pustki, głodu. Wówczas są w stanie ocenić, czego im w tych mediach brakuje, do czego są bardzo przywiązani i czy mają modele radzenia sobie z tą pustką. Tym, co my jako fundacja staramy się proponować i czego uczyć, jest równowaga. Używanie nowych technologii jest ok, ale nadużywanie – już nie. Dlatego uważam, że zamiast mówić o uzależnieniu, powinniśmy raczej promować higienę cyfrową.
 
Są jakieś zasady tej higieny?
– Wymieniamy tu odkładanie telefonu zamiast noszenia go ze sobą; stworzenie miejsca w domu, gdzie wszyscy odkładają telefon, wspólne stworzenie w rodzinie zasad korzystania z tych technologii, odpoczynku – ale bez Netflixa. Promowanie dobrego snu, bo w jego czasie uruchamia się pamięć długotrwała. W ogóle my jako dorośli, zanim zaczniemy krytykować młodzież czy nad nią się użalać, powinniśmy zauważyć, że sami mamy problem z używaniem, a może raczej nadużywaniem telefonu. Ile osób dorosłych ciągle pisze SMS-y w trakcie prowadzenia samochodu? Ilu dorosłych zabiera ze sobą telefon do sypialni albo wcale nie zarządza swoimi powiadomieniami w komórce, pozwalając by wyświetlało im się coś nowego co chwilę? Nasze dzieci przecież uczą się przez naśladowanie rodziców. I tak jak uczymy ich higieny tej zwykłej, typu mycie zębów czy używanie dezodorantu, powinniśmy uczyć ich również higieny korzystania z urządzeń elektronicznych.
 
A nie uczymy, bo jej nie znamy; nie znamy, bo nas też nikt tego nie nauczył…
– To prawda, nikt nas nie uczył, wszystkie te wynalazki pojawiły się już za naszego życia. Niemniej to nie znaczy, że nie powinniśmy nadrabiać braków i zacząć wyrabiać w sobie dobre nawyki w korzystaniu ze smartfona. Zwłaszcza jeśli chcemy pomóc swoim dzieciom. Najgorsze, co możemy zrobić – i bardzo często to właśnie robimy – to pozwolić dzieciom iść z tym na żywioł, bo „przecież one lepiej się na tym znają, niech sobie radzą”. No nie! Dzieci i młodzież potrzebują w nas przewodnika także i w tym świecie cyfrowym. Potrzebują, żebyśmy im pokazali do czego fajnego i dobrego można używać smartfona. Tu widzę w ogóle jeden z plusów zdalnej edukacji, że dzięki nauczycielom i szkole masa dzieciaków mogła zobaczyć, że komputera można używać nie tylko do grania czy oglądania YouTube’a, ale też do innych ciekawych rzeczy. Podobną rolę mogą odegrać rodzice. Niech np. nasze dzieci zobaczą, jak używamy smartfona do płacenia rachunków za prąd albo do zrobienia zakupów spożywczych do domu. Tymczasem jak wynikło z naszych badań aż 25 proc. przyznało, że gdyby coś niepokojącego działo się wobec nich w internecie, w ogóle nie mogłoby liczyć na pomoc rodziców albo liczyłoby na nią w znikomym stopniu.
 
Przerażające.
– Nie, to nie jest przerażające. Bardziej chodzi o to, że w tym całym cyfrowym zapętleniu dzieci i młodzież to Bogu ducha winne osoby, ponieważ nie mają przewodników. Najlepszym czynnikiem chroniącym dziecko przed problemami jest dobra relacja z nami, jego rodzicami. Najważniejsza jest uważność. Gdy my byliśmy mali, nasi rodzice uważali na nas, strzegli po prostu, patrząc na to, co robimy „realnie” – bo przecież „wirtualnie” wtedy nie było. Obserwowali nas, pilnowali. Dzisiejsi rodzice muszą pójść trochę dalej. Uważać zarówno na to, co dzieci robią realnie, jak i co robią wirtualnie.
 
 
DR MACIEJ DĘBSKI
Socjolog problemów społecznych, założyciel i lider Fundacji Dbam o mój Z@sięg, wykładowca akademicki, edukator społeczny. Autor i współautor publikacji naukowych z zakresu problemów społecznych (bezdomność, przemoc w rodzinie, uzależnienia od substancji psychoaktywnych, uzależnienia behawioralne), W 2016 r. wdrożył pierwszy w Europie eksperyment społeczny odcięcia 100 osób na 72 godziny od wszelkich urządzeń elektronicznych (telefonów komórkowych, tabletów, internetu, gier online playstation, telewizji), który zakończył się sukcesem badawczym

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki