Logo Przewdonik Katolicki

Kobieta to nie inkubator

Agata Bobryk
fot. Unsplash

Rozmowa z Agatą Erkiert o tym, jak ocalić i dziecko, i matkę, która jest w nieplanowanej ciąży

Dowiaduję się, że bliska mi osoba jest w niechcianej ciąży. Wiem, że boi się ona urodzić dziecko i zastanawia się nad aborcją. Co mogę zrobić, żeby pomóc jej i jej dziecku?
– Rozmawiać, towarzyszyć i nie oceniać. Jeżeli kobieta mówi nam o tym, że rozważa dokonanie aborcji, ostatnią rzeczą, jaką możemy zrobić – zwłaszcza podczas pierwszego kontaktu – to ją potępić. Nie wiemy, w jakiej sytuacji się znalazła, albo tylko wydaje nam się, że wiemy, a tak naprawdę sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. To, co możemy zrobić, to wysłuchać, zaproponować realną pomoc, podsunąć rozwiązania, których ona sama w tym momencie nie dostrzega. Jeśli sami nie umiemy pomóc, możemy podpowiedzieć jej, żeby weszła na stronę naszego stowarzyszenia – dwiekreski.pl – zadzwoniła pod telefon zaufania, gdzie znajdzie kompleksową pomoc. To bardzo ważne, bo właśnie bliskie środowisko może najskuteczniej zareagować. Niestety, w praktyce, jest to dosyć rzadka sytuacja.

Dlaczego?
– Kobiety często podejmują decyzję o aborcji już na samym początku ciąży i nikomu o tym nie mówią, nawet partnerowi. To wiele mówi o komunikacji w związkach, a także o nas samych jako wspólnocie.

Przypuszczam, że moją odruchową odpowiedzią na taką zwierzenie koleżanki czy kuzynki, że bierze pod uwagę aborcję, byłyby: „Nie rób tego. To jest twoje dziecko. Nie zabijaj go”. Oczywiście powiedziane w jak najbardziej dobrej wierze.
– Musimy pamiętać, że życie, które chcemy chronić, to również ta kobieta. To ją mamy przed oczami, to ona cierpi i to nią powinniśmy się zaopiekować, a w konsekwencji tego ochronimy również jej dziecko, które będzie mogło się urodzić. Ktoś kiedyś powiedział, że „zanim urodzi się dziecko, musi się w tej kobiecie urodzić matka”. Sprowadzenie kobiety do roli inkubatora, który musi przetrzymać ciążę, a to, co się z nią dzieje, jest nieważne, jest potraktowaniem jej przedmiotowo. To na niej się skupiamy, na jej lęku i cierpieniu, na tym, co sprawia, że nie chce urodzić.

Jakie historie słyszy Pani jako wolontariuszka telefonu zaufania?
– Bardzo różne. Zgłaszają się do nas i bardzo młode dziewczyny, które podejrzewają, że są w ciąży i nie wiedzą, co robić, i trzydziestolatki rozważające aborcję, ponieważ dziecko koliduje z ich planami życiowymi, i kobiety po czterdziestce, które dostały negatywną diagnozę prenatalną. Często niechciana ciąża, która jest bezpośrednią przyczyną telefonu, jest tylko jedną z sytuacji kryzysowych, które przeżywają. Są to dodatkowo problemy związane z uzależnieniami, przemocą w rodzinie czy skrajnym ubóstwem.

I co robicie, gdy kontaktuje się z Wami kobieta rozważająca aborcję? Jak z nią rozmawiacie? 
– To jest bardzo trudne pytanie, które często zadają również kandydaci na wolontariuszy. Tak naprawdę nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Proszę sobie wyobrazić, że dzwoni do nas kobieta, która ma już w ręku zestaw aborcyjny i chce tylko zapytać, w jaki sposób go użyć. To ogromne wyzwanie, żeby zadać jej takie pytania, które poszerzą jej perspektywę, skłonią do zastanowienia nad innymi opcjami. „Dlaczego chcesz to zrobić?”, „Dlaczego nie wyobrażasz sobie w tym momencie urodzić swojego dziecka?”,  „Co ja mogę dla ciebie zrobić?” – to są pytania, które otwierają na dialog. A on w zależności od sytuacji może się potem rozwijać w bardzo różnych kierunkach.

Wyobrażam sobie, że to nie są łatwe rozmowy.
– Towarzyszy im ogromna presja. Presja czasu, którą odczuwa kobieta, bo na zrobienie aborcji farmakologicznej ma tylko kilka tygodni, a także presja, którą odczuwa wolontariusz odbierający telefon. Kontakt jest ograniczony, nie wiemy jak długo potrwa rozmowa. Może to być jedyna okazja, w której mamy możliwość zareagowania, a stawką jest życie dziecka i przyszłość jego matki. 

Spoczywa na Was wielka odpowiedzialność.
– Z jednej strony tak, ale z drugiej zawsze powtarzam wolontariuszom, że to nie oni są odpowiedzialni za życie tej kobiety i jej dziecka. Najważniejsze to jak najlepiej przygotować się do rozmowy, zaproponować pomoc, wysłuchać, ale to kobieta podejmuje decyzję i to ona jest za nią odpowiedzialna. My zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. 

Jak często dzwoni telefon zaufania?
– Obecnie, rok po rozpoczęciu działalności, mamy już kilka interwencji w tygodniu, przy czym nie każda interwencja kończy się udzieleniem pomocy na miejscu. Często jest to jedna rozmowa, w której kobieta decyduje, że porozmawia z kimś ze swojego środowiska lub ze swoim partnerem. Nie zawsze wiemy jednak jak ostatecznie kończą się takie rozmowy. 

Prowadzenie telefonu zaufania to tylko jeden z aspektów działalności Stowarzyszenia. Co jeszcze robicie dla mam w trudnej ciąży?
– Jeżeli kobieta potrzebuje czegoś więcej niż tylko kontaktu telefonicznego, organizujemy pomoc lokalnie. Do tej pory spotkaliśmy się bezpośrednio z kilkunastoma kobietami, ale to dopiero początek naszej pracy „w terenie”. Mamy już bazę ponad 500 wolontariuszy w całej Polsce. Jeżeli kobieta jest gotowa spotkać się z nami, wówczas wolontariusz dyżurujący przy telefonie przekazuje sprawę komuś, kto jest na miejscu. Ten „lokalny” wolontariusz staje się jej towarzyszem, osobą, która jest gotowa być blisko kobiety, wysłuchać, zorganizować wizytę u lekarza czy pomóc przejść przez procedurę adopcyjną, jeśli zdecyduje się ona oddać swoje dziecko innej rodzinie zaraz po urodzeniu.

To sporo jak na jedną osobę…
– Dlatego bardzo zależy nam na tworzeniu wspólnot i prowadzeniu szkoleń dla wolontariuszy. Jeżeli w danym mieście czy regionie mamy grupę wolontariuszy, choćby trzy czy cztery osoby, nie ma takiej sytuacji, że wolontariusz ma całą sprawę sam jeden „na głowie”. We wspólnocie każdy ma jakiś inny pomysł na udzielenie pomocy, inne możliwości. Wolontariusze nawzajem się wspierają. Takie grupy działają m.in. w Trójmieście, Warszawie, od niedawna również w Poznaniu, ale też w mniejszych ośrodkach, np. w Bełchatowie. 

Skąd pojawił się pomysł na działalność Stowarzyszenia?
– Kilka lat temu jedna z osób należących dziś do Stowarzyszenia pojechała do Stanów Zjednoczonych i tam odbyła rozmowę z polskim księdzem, który prowadził w swojej parafii działania w ramach ochrony życia. Ksiądz nie był od dawna w Polsce, więc zapytał, co dzieje się w kraju w obszarze pro-life. Ta osoba odpowiedziała, że oczywiście bardzo wiele, mamy prężnie działające środowiska pro-life, które organizują różne inicjatywy obywatelskie, piszą projekty uchwał, żeby całkowicie zdelegalizować aborcję. Ksiądz jednak dopytywał: ale co dokładnie robicie, żeby dzieci zagrożone aborcją się rodziły? Na to pytanie bardzo trudno jej było odpowiedzieć. Bo rzeczywiście, oprócz kilku wyjątków np. w Szczecinie lub Opolu środowiska pro-life skupiają się głównie wokół spraw legislacyjnych. Wtedy ksiądz opowiedział, jak to działa u niego w parafii. Były to bardzo inspirujące pomysły.

Na przykład?
– Choćby to, że w książce telefonicznej obok ogłoszeń klinik aborcyjnych zamieszczał swoje ogłoszenia z informacją: „Jeżeli jeszcze się wahasz, zadzwoń do nas”. W jego parafii znalazło się sporo parafianek, które zaproponowały konkretną pomoc – np. chcą zaprosić kobietę w kryzysowej sytuacji na czas jej ciąży do swojego domu, aby móc się nią zaopiekować. Okazało się, że takie działanie jest bardzo skuteczne i przez kilkanaście lat udało się pomóc setkom, jeśli nie tysiącom kobiet, które zdecydowały się jednak urodzić swoje dziecko. 

Taka praca u podstaw.
– Nasz ruch jest zdecydowanie oddolny. Zaczęliśmy się spotykać, rozmawiać o tej idei. Założyliśmy Stowarzyszenie Dwie Kreski i zaczęliśmy budować struktury. Okazało się, że jest więcej osób gotowych wyjść z deklaracją konkretnej pomocy dla kobiet. Są to zarówno katolicy, jak i protestanci i osoby niewierzące. Jesteśmy otwarci na wszystkich, którzy chcą pomagać kobietom w ciąży z jednym fundamentalnym założeniem: że w żadnym wypadku nie pomagamy w aborcji.

Idea pro-life może jednoczyć różne środowiska?
– Nie chcemy tracić energii na dyskusję, czy aborcja jest dopuszczalna czy niedopuszczalna, brać udziału w medialnej walce o aborcję. Naszym celem  jest opiekowanie się kobietami, tak aby mogły urodzić swoje dzieci. A ta idea jest, przynajmniej z naszego punktu widzenia, ponad podziałami i dzięki temu może być powszechna.

Agata Erkiert 
Przewodnicząca Stowarzyszenia Dwie Kreski (https://www.dwiekreski.pl), wolontariuszka telefonu zaufania dla kobiet w niechcianej ciąży

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki