Logo Przewdonik Katolicki

Kto ma rację  w sporze o budżet UE

Michał Szułdrzyński
fot. Magdalena Bartkiewicz

Przeciwnikom PiS radziłbym, by myśleli o sprawie nie jak o tym, jak zrobić na złość nielubianej przez siebie władzy, ale o tym,  jak chcą, by Unia wyglądała za 5, 10 czy 15 lat

To bardzo niepokojące, że w sporze o to, jak powinien zachować się polski rząd w sprawie unijnego budżetu dominuje wyłącznie partyjna logika. To znaczy: jeśli popierasz PiS, to znaczy, że uważasz, że PiS musi budżet zawetować, jeśli Unia podtrzyma tzw. mechanizm praworządności; a jeśli krytykujesz PiS, to uważasz, że rząd nie powinien protestować przeciwko mechanizmowi praworządności, a wszelkie próby negocjacji to potrząsanie szabelką. To myślenie nie tylko płytkie, ale też niebezpieczne. Warto bowiem zauważyć, że w tej chwili toczy się spór, którego stawką jest w ogóle przyszłość Unii Europejskiej. Spór dotyczy tego, czym Unia ma być w przyszłości. I powinni to zauważyć zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy obecnego rządu.
Zwolennicy powinni zauważyć, że awantura, którą PiS wywołał z Unią o sądownictwo, nie przyniosła naszemu krajowi żadnych zysków, a same straty. Gdyby chociaż sądy działały dziś lepiej niż pięć lat temu, gdyby obywatele mieli wrażenie, że są bardziej sprawiedliwe, to może jeszcze warto by było kruszyć kopię z Unią. Ale nic takiego się nie stało. Wpływ polityków na sądy jest coraz większy, ale nie przełożyło się to ani na skrócenie terminów rozpatrywanych spraw w sądach, ani na zwiększenie społecznego poczucia, że zapadające wyroki są bardziej sprawiedliwe. Tymczasem cena za tę awanturę jest ogromna. Polska stawiana jest dziś pod pręgierzem opinii publicznej nie tylko w Unii Europejskiej, ale też na świecie. PiS mówiąc dziś, że walczy o polską suwerenność, dorabia ideologię do tego prostego faktu, że za nieudaną reformę przychodzi mu dziś płacić wielką cenę.
Ale i przeciwnicy obecnego rządu powinni sobie odpowiedzieć na dwa bardzo ważne pytania. Po pierwsze, czy nie jest tak, że inni wykorzystują obecne kłopoty Polski do załatwienia swoich porachunków z naszym krajem? Mówiąc brutalnie: tort z unijnymi pieniędzmi ma taką wielkość, jaką ma, a więc jeśli polski kawałek będzie mniejszy, inni dostaną więcej. W dodatku wszyscy, którzy mają rozbieżne interesy z naszym krajem, mogą wykorzystywać wizerunkowe kłopoty Polski do tego, by osłabiać nasze argumenty. Skądinąd o tym też pamiętać powinni sympatycy PiS: dobra opinia się opłaca, za złą trzeba płacić. Dobra opinia to cenna karta w unijnych przetargach.
Ale jest i inna rzecz, o której winni pamiętać krytycy PiS. Jeśliby dziś wprowadzić warunkowość w wypłacie środków z budżetu UE, by karać Polskę i Węgry – za co trzyma kciuki część polityków opozycji – wprowadza się arbitralny mechanizm, którego nie ma w unijnych traktatach. Niektórzy mówią: niech PiS nie łamie praworządności, to nie będzie problemu z tym mechanizmem i nie będzie się czego bać. To tylko połowa prawdy. Bo tu nie idzie wyłącznie o dzisiejszy spór Warszawy z Brukselą, ale o ogólną zasadę działania Unii. Czy wprowadzanie arbitralnego mechanizmu karania innych krajów jest zgodne z tymi wartościami? Przeciwnikom PiS radziłbym więc, by myśleli o sprawie nie jak o tym, jak zrobić na złość nielubianej przez siebie władzy, ale o tym, jak chcą, by Unia wyglądała za 5, 10 czy 15 lat

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki