Logo Przewdonik Katolicki

Oni wiodą piękne życie

Monika Białkowska

Rozmowa z Dobrawą Gacą o umieraniu męża i wdzięczności za to, że jego serce bije w innym człowieku.

Kilka lat temu rozmawiałam z Arturem do naszego diecezjalnego dodatku. Mówił, jak to jest być młodym ojcem. Fragmenty tamtego tekstu ksiądz czytał na jego pogrzebie. Co się stało?
– Nie wiem, co się stało… Był początek lipca. Mieliśmy jechać do rodzinnego domku letniskowego, dzieci aż przebierały nogami, żeby już tam być. Skończyłam pracę w czwartek wcześniej, więc uznaliśmy, że pojadę z chłopakami wieczorem, posprzątam po zimie, a Artur do nas następnego dnia dojedzie. Pożegnaliśmy się, buzi, buzi, pojechałam. Chłopaki szaleli, poszliśmy spać późno. Wstaliśmy w piątek i od samego rana wszystko było nie tak. Padało. Chłopcy mnie nie słuchali. Ja nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Makaron mi wykipiał. Rozmawiałam z Arturem rano, wysłałam mu listę zakupów, mówiłam, co ma przywieźć z domu. Od tego czasu cisza. Godzina 12.00, 13.00, dzwoniłam już milion razy, a on nic. Myślałam, że może jest zajęty, może oddzwoni. O 15.00 zadzwoniłam do sąsiadki, żeby zobaczyła, czy przy domu stoi samochód. Była na zakupach, powiedziała, że da znać. Zadzwoniłam do sąsiada. Poszedł sprawdzić: „Samochód jest przed domem. Pójdę zobaczyć z tyłu… Dobrawa, on leży na trawie w ogrodzie, coś się chyba stało. Artur!”. 
Rozłączyłam się. Nie wiem, w jaki sposób dotarłam do domu. Sąsiad w tym czasie zadzwonił po pogotowie. Artur spadł z drabiny na tarasie za domem. Uderzył się w głowę. Nie wiadomo, w które miejsce, bo popękana była cała czaszka. Potem jeszcze wstał, poszedł do końca działki i z powrotem do miejsca, w którym znalazł go sąsiad.
 
Kiedy sąsiad go znalazł, Artur żył. 
– Tak. Zaraz przyjechała moja siostra z zaprzyjaźnionym z naszą rodziną księdzem. Zobaczyli, w jakim stanie jest Artur. Ksiądz wrócił do samochodu po oleje, udzielił mu namaszczenia chorych. To był palec Boży, on sam mówił, że zwykle tego ze sobą nie wozi, był u kogoś i nie wyjął z auta. Zaraz potem pogotowie zabrało Artura na SOR, ja też już tam dojechałam. Artur był w śpiączce. Miał zrobiony tomograf.

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 4/2020, na stronie dostępna od 25.02.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki