rozmawia Renata Krzyszkowska
Czy wie Ksiądz, czyje serce bije w jego piersi?
Dane personalne wszystkich dawców objęte są tajemnicą, ale wiem, że serce, dzięki któremu żyję, pochodzi od młodego chłopca, ofiary wypadku motocyklowego. Nie wiem, czy za życia świadomie wyraził zgodę na pobranie narządów po śmierci....
Z ks. Edwardem Majchrem o życiu z przeszczepionym sercem
rozmawia Renata Krzyszkowska
Czy wie Ksiądz, czyje serce bije w jego piersi?
– Dane personalne wszystkich dawców objęte są tajemnicą, ale wiem, że serce, dzięki któremu żyję, pochodzi od młodego chłopca, ofiary wypadku motocyklowego. Nie wiem, czy za życia świadomie wyraził zgodę na pobranie narządów po śmierci. Mimo to jestem mu wdzięczny. Mam także dług wdzięczności wobec jego rodziny, która wyraziła zgodę na pobranie organów. Domyślam się, że pobrano także nerki, może i wątrobę, trzustkę, które uratowały życie także innym ludziom. Trzeba wielkiej szlachetności, by w chwili śmierci bliskiej osoby, mimo bólu i rozpaczy, pomyśleć o ratowaniu innych istnień. W czasie każdego spotkania Stowarzyszenia Transplantacji Serca odprawiana jest Msza św. w intencji wszystkich dawców i ich rodzin. Niezależnie od tego sam często modlę się za duszę chłopca, dzięki któremu żyję. Przed przeszczepem czułem się bardzo źle, nie mogłem już samodzielnie chodzić, każdy wysiłek był dużym problemem. Po przeszczepie mogłem nawet wrócić do pracy. To było jak cud, jak narodzenie się po raz drugi.
Jak to się stało, że pomóc mógł Księdzu tylko przeszczep?
– Moje serce zniszczył późno wykryty zawał. To cała historia. Jego jedynym objawem był ból lewej ręki. Lekarz, do którego się udałem, zbadał mnie i powiedział, że to nerwoból, który sam przejdzie. No i przeszedł. Trzy dni później wrócił ze zdwojoną siłą. Wezwany lekarz skierował mnie do szpitala. Tam znowu stwierdzono, że to zwykły nerwoból i wróciłem do domu. Następnego dnia późnym wieczorem ręka znowu zaczęła boleć. O pierwszej w nocy czułem się już tak źle, że wezwałem pogotowie. Lekarz znowu stwierdził, że to zwykły nerwoból, pożegnał się i poszedł. Jednak chyba Duch Święty go natchnął, bo cofnął się, by jeszcze zmierzyć mi ciśnienie. Było skrajnie wysokie, bo 220/160 mhg (norma 120/80 mhg – przyp. red). Trafiłem do pobliskiego szpitala, gdzie zdiagnozowano bardzo rozległy zawał. Dawano mi nikłe szanse na przeżycie. Przewieziono mnie do specjalistycznego szpitala w Aninie. Tam stwierdzono, że mięsień serca jest nieodwracalnie uszkodzony i nigdy nie wrócę do zdrowia, a ratunkiem jest tylko przeszczep. Na nowy organ czekałem rok i trzy miesiące. Nie mogło to być obojętnie czyje serce. By przeszczep się przyjął, organ dawcy musi być starannie dobrany. Na ten odpowiedni można czekać bardzo krótko, np. jeden dzień, a można nie doczekać się wcale.
Jak wyglądał sam dzień transplantacji?
– Właśnie byłem na krótkiej przepustce w domu, gdy zadzwonił telefon, że jest dla mnie w Zabrzu serce. Szybko wróciłem do Anina, gdzie zrobiono mi potrzebne badania. Helikopterem poleciałem na lotnisko w Bemowie. Stamtąd samolotem do Katowic, gdzie czekała już na mnie karetka, która zawiozła mnie do Zabrza. Na miejscu czekał już na mnie zespół lekarzy pod kierunkiem prof. Mariana Zembali. Podano mi narkozę i zasnąłem. Gdy się obudziłem, wszystko mnie bolało. Miałem przecięty mostek, oddychałem z trudem. Niektórzy już po tygodniu od operacji wstają z łóżka. Ja przez trzy miesiące nie mogłem dojść do siebie. Przyplątało się też ostre zapalenie krtani. Ale miałem żyć, bo w końcu zacząłem się czuć lepiej. Gdy wracałem do sił, dopiero zaczynało do mnie docierać, jak wielki dar otrzymałem. Wspominałem dwóch kilkunastoletnich chłopców, którzy czekali na przeszczep, ale nie udało się znaleźć dla nich odpowiednich organów i zmarli.
Czy nadal jest Ksiądz pod opieką kardiologów?
– Tak. Dwa razy do roku jeżdżę na kontrolę do Zabrza, a raz w miesiącu do Anina. Zawsze przechodzę gruntowne badania. Dzięki Bogu ich wyniki wciąż są bardzo dobre. Zaraz po przeszczepie, nawet trzy razy w tygodniu wykonywano mi biopsję serca. Polega ona na nakłuciu mięśnia sercowego i pobraniu jego małego fragmentu do badań. Ukłucia w serce się nie czuje, ale do serca trzeba się dostać przez tętnicę szyjną lub udową i to może być bolesne. Na szczęście teraz biopsje nie są już u mnie konieczne. Po wyjściu ze szpitala miałem kłopoty z chodzeniem, ale wróciłem do niemal pełnej aktywności duszpasterskiej.
Teraz czeka Ksiądz na przeszczep nerki. Co się wydarzyło?
– Niestety, leki zapobiegające odrzuceniu przeszczepionego serca uszkodziły mi nerki. Obecnie są już niewydolne. Bez ich prawidłowej pracy nie można żyć. Mimo zdrowego serca umarłbym, gdyby nie dializy. Od dwóch miesięcy, trzy razy w tygodniu przyjeżdżam do szpitala, gdzie na pięć godzin podłącza się mnie do tzw. sztucznej nerki. Moja krew z żyły przepuszczana jest przez dializator, który oczyszcza ją ze szkodliwych toksyn, nieusuniętych przez moje uszkodzone nerki. Na szczęście serce dość dobrze znosi zabiegi. Obecnie jestem już zgłoszony do drugiego przeszczepu. Mam nadzieję, że będzie mi dane urodzić się po raz trzeci oraz że również tym razem wszystko się uda i także przeszczepiona nerka będzie dobrze pracować.
Jak Księdza doświadczenia szpitalne wpływają na pełnienie funkcji duszpasterza osób po przeszczepie serca?
– Myślę, że fakt, iż sam jestem po przeszczepie, był jednym z powodów, dla których poproszono mnie o pełnienie tej funkcji. Znam problemy chorych, jestem jednym z nich, myślę, że darzą mnie przez to większym zaufaniem. Czujemy wspólną więź, choć oczywiście mimo wspólnych przeżyć jesteśmy różni. Np. nie wszyscy jesteśmy jednakowo zdyscyplinowani. Zdarza się, że ktoś zaniedbuje przyjmowania leków, które pomagają uchronić przeszczepiony organ przed odrzutem. Zdarza się, że ktoś inny lekkomyślnie nadużywa alkoholu. Taka niesubordynacja może kosztować życie. Jako kapłan staram się przed tym przestrzegać, ale nie zawsze przynosi to efekt.
Czy po tylu przejściach potwierdza Ksiądz opinię, że cierpienie uszlachetnia?
– Na pewno pozwala lepiej zrozumieć innych cierpiących i choćby przez to możemy stawać się lepsi. Poza tym choroba może przybliżać do Stwórcy. Widziałem ludzi, którzy nawet jeśli oddalili się od Boga, to w cierpieniu zwracali się do Niego, odnajdywali wiarę i doznawali pokrzepienia. Nie zawsze potrafimy zrozumieć sens cierpienia, ale zaufanie Bogu i szczere zdanie się na Jego wolę pomaga zarówno duszy, jak i ciału. Lekarze mówili, że sił dodawał mi spokój płynący z wiary. Mimo że chcę żyć, to jednak liczę się ze śmiercią. Myśl o niej nie napawa mnie lękiem. Do Boga należy decyzja, kiedy powoła nas do siebie, a ja staram się mu ufać i wiem, że wybierze najlepszy moment.
Technika przeszczepów to wielki krok naprzód w dziejach nauki służącej człowiekowi. Niemało jest tutaj ludzi, którzy zawdzięczają życie przeszczepowi narządów. W coraz większej mierze technika przeszczepów jawi się jako skuteczna metoda realizacji podstawowego celu wszelkiej medycyny, którym jest służba ludzkiemu życiu. Dlatego w encyklice „Evangelium vitae” wskazałem, że jednym ze sposobów krzewienia autentycznej kultury życia jest „oddanie narządów, zgodnie z wymogami etyki, w celu ratowania zdrowia, a nawet życia chorym, pozbawionym niekiedy wszelkiej nadziei” („Evangelium vitae”, 86).
do uczestników Kongresu Światowego Towarzystwa Transplantologicznego.
29 sierpnia 2000 r.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













