Logo Przewdonik Katolicki

Przede wszystkim dobro dziecka

Weronika Frąckiewicz
fot. Good Studio/Adobe Stock

Rozmowa z Lucyną Hoffman-Czyżyk o rodzicach niegotowych do adopcji, traumie wczesnodziecięcej i preferencjach wydłużających czas oczekiwania na adopcję

Czy poziom gotowości do rodzicielstwa jest równoznaczny z byciem gotowym na zaadoptowanie dziecka?
– Nie można tego porównać. Gotowość do bycia rodzicem to pierwszy etap dojrzałości do rodzicielstwa, natomiast gotowość do bycia rodzicem adopcyjnym przychodzi zdecydowanie później. Najpierw w przypadku każdej pary toczy się ogromna walka o to, aby być rodzicem biologicznym. U wszystkich kandydatów na rodziny adopcyjne skupienie się na byciu rodzicem biologicznym było ogromne. Tylko raz mieliśmy sytuację, w której małżeństwo od początku bycia razem decydowało się na adopcję, ale tylko dlatego, że kobieta miała poważne problemy zdrowotne, które już w dzieciństwie pozbawiły ją płodności. W tej pierwszej fazie starania się o dziecko para chwyta się różnych metod i sposobów, co nierzadko sprawia, że w pewnym momencie pojawia się desperacja. Szalenie ważne jest, aby nie trafiać do ośrodka adopcyjnego w momencie, w którym pragnienie dziecka biologicznego przysłania wszystko inne. Tak naprawdę większość kobiet i mężczyzn trafiających do nas przeżyło proces żałoby po stracie wyobrażenia siebie jako rodzica biologicznego. Dlatego kwestia, w którym momencie tego procesu przyjdą do ośrodka adopcyjnego, ma olbrzymie znaczenie. Często jest tak, że trafiają zupełnie niegotowi i przez cały czas skoncentrowani są tylko na tym, aby wypełnić pustkę, której doświadczyli.

PK-31-1.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 31/2020, na stronie dostępna od 26.08.2020

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki